piątek, 18 sierpnia 2017

Promocja -49% w Rossmannie na pielęgnację ciała, ust, odżywki do paznokci i włosów oraz maseczki do twarzy --> moja lista :))

Hej hej! :D
Pierwotnie tego postu miało nie być, ale w ostatniej chwili planując posty postanowiłam również napisać taki o promocji w Rossmannie, która zaczyna się 21.08 i będzie trwała do 30.08. Jeśli jesteście w klubie Rossmann to przy zakupie minimum dwóch RÓŻNYCH produktów do pielęgnacji ciała, ust, odżywki do włosów, odżywki do paznokci i maseczki do twarzy dostaniecie rabat -49%. Jest on dostępny jednorazowo dla członków posiadających kartę Klubu Rossmann. Przy kolejnych zakupach zostanie Wam naliczony rabat -40%. Gdy zacznie się ta promocja mnie akurat nie będzie w Polsce (wracam 28 :DDD), ale mam już swojego wysłannika, który na pewno sobie poradzi. :D
Dzisiaj na szybko chcę Wam przedstawić moją taką listę "zakupową", która pewnie się zmniejszy, znając życie :D
Zaczniemy od kategorii maseczek do twarzy :D 
1. DermopHarma Zone Control, głęboko oczyszczające plastry na nos (6,49 zł) --> mam ochotę na jakieś plastry, bo czasami aż kusi, żeby nos mocniej oczyścić. :D
2. AA Beauty Bar, maska węglowa oczyszczająca (2,99 zł)
3. Perfecta, Serum C-Forte, serum-zastrzyk usuwający oznaki zmęczenia (2,29 zł) --> moja skóra kocha witaminę C :))
4. Ziaja, maska do twarzy oczyszczająca (1,59 zł) --> lubię ją :))
5. Ziaja, liście zielonej oliwki, oliwkowa maseczka kaolinowa z cynkiem (1,59 zł) --> maseczki Ziai nie mogą zrobić krzywdy, prawda? :D
6. Garnier, słynne maski w płachcie (8.99 zł za sztukę) --> najlepiej wszystkie rodzaje, jeśli się da :D
7. Bielenda, Matt Booster, żelowa maseczka nawilżająco-matująca (2,49 zł) --> skusiły mnie tutaj dwie rzeczy: słowo żelowa i opakowanie :D
8. Bielenda, Carbo Detox, oczyszczająca maska węglowa peel off  (3,79 zł) i taka zwykła (2,49 zł)
Jeśli chodzi o usta to tak na szybko powiem, że planuję kupić balsam Evree (16,99 zł) i może jakąś pomadkę Blistex (9,99 zł), które moim zdaniem są świetne ;)
Następnie produkty, do pielęgnacji ciała i tu prawdopodobnie skończy się na maks dwóch produktach, ale zostawię Wam więcej - w ramach inspiracji powiedzmy :D 
9. Evree, Istant Help, balsam ratunek dla ciała (19,99 zł) --> tyyyle się nasłuchałam dobrego o tych balsamach :D
10. Wellness&Beauty olejek do ciała mango i papaja (11,99 zł)
11. Palmer's Firming Butter, ujędrniający balsam z koenzymem Q10 (26,99 zł)
12. Lirene, antycellulitowa endermologia, zestaw do masażu, olejek i bańka chińska (29.99 zł) --> nad tym waham się najbardziej ;)
13. AA Creamy Butters, balsam odżywiający z masłem Murumuru (15,99 zł)
14. Nivea, Kakao i olejek makadamia, olejek w balsamie (22,99 zł) --> kolejny, bardzo rozreklamowany produkt w blogosferze i nie tylko. :D
I zostały nam same odżywki do włosów, ponieważ do paznokci nie mam zamiaru nic kupować ;) 
15. Nivea Hairmilk, mleczna odżywka do włosów normalnych, suchych i zniszczonych (9,99 zł) --> tak, to znowu wina reklamy, ale też Wizażu :D
16. Dove, Pure Care Dry Oil (22,99 zł) ---> znowu ten Wizaż... :D
17. Garnier, Fructis Oil Repair 3 Butter, odżywka wzmacniająca do włosów bardzo suchych i zniszczonych (10,99 zł) --> dwie garnierowskie odżywki spisały się u mnie naprawdę nieźle, więc chcę spróbować kolejnych :D
18. Gliss Kur Ultimate Repair, ekspresowa odżywka regeneracyjna do włosów (12,99 zł) --> mój spray już się kończy, więc to idealna okazja, aby kupić nowy :D
19. Isana, Professional, odżywka do włosów suchych i zniszczonych (9.99 zł) --> mój uuuulubieniec, a teraz wyjdzie za grosze :D
20. Isana Professional, kuracja do włosów z olejkiem arganowym (4,99 zł) --> jestem ciekawa co to za cudo ;)
21. Garnier Ultra Doux, odżywka olejek awokado i masło karite (8,99 zł) --> to też będzie moje kolejne opakowanie, warto mieć przy sobie coś sprawdzonego ;)

Wyszło tego naprawdę sporo i nie wiem, ile z tego faktycznie wyląduje w moim koszyku :D Na pewno z tej promocji skorzystam, bo uważam, że jest dość korzystna, nawet patrząc na to, że Rossmann ma spore marże to i tak wyjdzie taniej niż u konkurencji (w moim mieście są dwie drogerie sieciowe, więc... Nie mam zbyt dużego wyboru :D). ;)
A czy Wy szykujecie się na tę promocję? Planujecie coś kupić? :) 
Pozdrawiam, 
Fabryczna
P.S Tak jak pisałam, nie ma mnie na razie i wrócę 28 sierpnia. :) Post opublikowany oczywiście automatycznie :D
P.S2 W czasie mojego pobytu pojawiła się nowa grafika dotycząca tej promocji i zmienia ona moje plany w jakiejś tam części :)

sobota, 12 sierpnia 2017

Co zabrałam w swojej kosmetyczce na prom?

Hej hej! :D 
Dziwnie się pisze wstępy w postach na zapas :D Nie wiem, kiedy ten post zostanie opublikowany, więc trudno mi powiedzieć czy właśnie jestem na promie, pewnie nie, bo płyniemy głównie nocą (21-7). Chciałam napisać o tym, co spakowałam do swojej kosmetyczki, ale po chwili stwierdziłam, że tego jest ciut za dużo, więc napiszę, co zabieram ze sobą na prom :D Tego jest już o wiele mniej, bo to tylko jedna noc, więc same najpotrzebniejsze rzeczy zabieram ze sobą :D
 Po pierwsze płyn micelarny Garnier słynny różowy - przelany do mniejszej buteleczki, bo nie chciałam zabierać na cały wyjazd prawie półlitrowej butli. Sprawdzony płyn micelarny, mój ulubiony, lepszego nie ma (nie to co jakiś bubel z Eveline, straszne, zmarnowałam 8 zł :D). KLIK do recenzji :)
Następnie kremowy żel do mycia twarzy Lirene, o którym słyszałam wiele dobrego, ale nigdy go nie miałam ani nigdy nie używałam. Sporo ryzykuję, że coś mi z nim nie wyjdzie i zostanę bez żelu, ale... Raz się żyje, a moja skóra nigdy nie miała problemu z takimi produktami :D
Wszystko do mycia twarzy jest, to następnie sięgamy po krem do twarzy. Biorę ze sobą krem z nowej serii Evree Pure Neroli. Ma malutką tubkę, która jest bardzo wygodna i ładną szatę graficzną :D Używałam już go kilka razy, aby sprawdzić czy mnie nie wysypie - nie zrobił tego, a na dodatek pozostawił po sobie całkiem dobre wrażenie :D
I na koniec produkt do wszystkiego, czyli masło shea firmy Biotanic. Nada się na usta, suche miejsca, pod oczy, na ciało... Produkt naturalny, a na dodatek bardzo bardzo wydajny! :D
Żebym miała się czym popsikać to biorę mgiełkę do ciała kokos&karambola z firmy Avon - delikatny zapach, nieduszący, czuć w sumie tylko kokosa :D
Teraz możemy przejść do kolorówki, gdzie naprawdę bardzo się ograniczyłam, ale rano nie będzie mi się chciało nic szczególnego robić, a dwa po co to wszystko tachać ze sobą :D
Jedyną rzeczą, która może się nie przydać, jest baza Lirene No Pores - biorę, bo nie wiem w jakim stanie będzie moja cera ;) Następnie krem CC z Bell Hypoallergenic, czyli mój ogromny ulubieniec już od roku. Zużyłam z dwie buteleczki, bo to produkt idealny na co dzień, gdy nie potrzeba żadnego szczególnego krycia, ale coś na twarzy mieć chcemy. Następnie muszę go przypudrować, bo przy mojej cerze mieszanej cokolwiek nieprzypudrowanego zniknie dość szybko :D Znowu ulubieniec, Manhattan 2in1 Perfect Teint - teoretycznie puder i podkład w jednym, zależy jak go nałożymy. Używałam go na razie tylko jako puder i uważam, że jest naprawdę dobry, lekko kryje i wyrównuje koloryt :D Oczywiście przed pudrem będzie korektor, znów produkt, który lubię, czyli Eveline Art Scenic - moje -ente opakowanie, w czasie promocji w Rossmannie w moim koszyku zawsze z 3 opakowania korektora się znajdują i w sam raz starczają do następnej promocji :D
Mam trzech kolegów do makijażu oczu i okolic okołoocznych. Przede wszystkim tusz do rzęs, kolejny ulubieniec (ilu ich tutaj będzie! Staję się nudna, ale jeśli chodzi o kolorówkę to mam taki stały zestaw, który staram się zawsze mieć :D) - o nim przeczytacie TUTAJ. To moje drugie opakowanie, więc jest miłość! <3 Mowa tutaj oczywiście o Loreal VLM So Couture. O brwi zadbają te o to dwa produkty: kredka Catrice w kolorze chyba 030 Brow-n-eyes (kocham :D) oraz transparentny żel do brwi Maybelline Browdrama (znowu ulubieniec... Ale teraz chcę spróbować żelu Rimmela! :D).
Jeśli chodzi o usta to uwaga, uwaga... Biorę TYLKO jedną szminkę! Zaskoczeni? :D Jest to Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze 10 Don't Pink of it! Na razie zachwytów nie ma, tzn. produkt jest dobry, ale...Spodziewałam się, wiecie, takiego wooow, że aż klapki pospadają. :D
W tym wpisie pominęłam jeszcze takie oczywistości jak jakiś żel pod prysznic malutki, dezodorant, szczotkę do włosów i balsam do ust :D Ale to w sumie mniej interesujące rzeczy :)

Jak Wam się podoba taki przegląd kosmetyczki? :) 

Pozdrawiam, 
Fabryczna :)
P.S Jak napisałam wcześniej, nie ma mnie i wracam 28 sierpnia, na wszelkie pytania itd odpowiem później albo jak złapię internet :D

niedziela, 6 sierpnia 2017

Niebanalne podsumowanie Akt 11

Cześć cześć :D
Zastanawiałam się, czy wracać z tym cyklem, ale koniec końców stwierdziłam, że czemu nie :D Dla nowych czytelników - Niebanalne Podsumowanie to krótkie (albo ciut dłuższe) podsumowanie wydarzeń z poprzedniego miesiąca, a tematy są różne: więcej prywaty, mniej prywaty, kosmetyki, książki, refleksje - zależy co mi się nawinie :D Nie zawsze pojawiają się co miesiąc, ale będę się starać ;)
To jak, lecimy z tym tematem! :D

Przeczytani
W lipcu przeczytałam całe trzy książki - pod koniec lipca obniżyłam ciut swoje loty, ale i tak nie jest źle :D Jak widzicie, różnorodność gatunkowa jest ogromna :D Pierwsza książka, za którą się zabrałam to Dwór cierni i róż Sarah J. Mass - fantastyka, ale młodzieżowa, a na dodatek dość dużo miejsca w tej książce zajmuje miłość, co mnie powinno odrzucić :D Miałam spore obawy przed rozpoczęciem tej książki, bo miłość, ale zabrałam się za nią, bo czułam, że zaraz ACOTAR wyskoczy mi z lodówki i spadnie na głowę, gdy będę stała pod drzewem. Zresztą kupiłam ją od razu po premierze...Rok temu w kwietniu. Także tak... To jakie są moje wrażenia po lekturze? Bardzo, bardzo pozytywne i to na tyle, że od razu po przeczytaniu pierwszej części kupiłam drugą i jak tylko wyjadę na wakacje to się za nią zabieram :D Może faktycznie czasami trochę za dużo namiętności się z niej wylewa i może jest trochę taka... Nierealna, ale z drugiej strony to fantastyka i ten świat wykreowany przez Sarę mi się spodobał :D Mimo że jest to trochę cegła to czyta się stosunkowo szybko i przyjemnie, akcja nie stoi niepotrzebnie w miejscu, ale mam jedno zastrzeżenie - myślę, że kolejne części nie są potrzebne, bo książka skończyła się w idealnym momencie. Mam nadzieję, że jak przeczytam kolejne części to nie zniszczę sobie wyobrażenia na temat tej książki :D
Następnie sięgnęłam po coś krótkiego, czyli Między Książkami Gabrielle Zevin  - ciepła, miła i przyjemna króciutka powieść o miłości, rodzicielstwie, książkach, idealna na odprężenie. Mnie bardzo wciągnęła i było mi przykro to, w jaki sposób się skończyła, bo zżyłam się z bohaterami :D Warto szukać tej książki w miejscach tego typu jak tania książka itp, bo można ją znaleźć w bardzo atrakcyjnej cenie ;)
I ostatnia pozycja, tym razem kryminał polskiego pisarza (chyba już wszyscy wiedzą, o kim mówię...) Remigiusza Mroza Behawiorysta - według mnie świetny, świetny i jeszcze raz świetny. Bardzo podobały mi się sadystyczne morderstwa i sama postać Kompozytora została ciekawie skonstruowana. Zakończenie zaskakujące, co w kryminałach jest na wagę złota :D Również w tej książce akcja dobrze "idzie", są malutkie momenty takiego przestoju, ale da się czytać i w ogólnym rozrachunku czyta się dobrze :D Również polecam.
Jak widzicie, w tym zestawieniu każdy znajdzie coś dla siebie, a przynajmniej według mnie :D Mamy fantastykę, mamy ciepłą malutką powieść i mamy thriller :)

Wakacje, wakaaaacjeee 
Co innego mogłoby się tu znaleźć jak nie to słowo? W sumie w lipcu nie robiłam nic szczególnego, bo pewien wyjazd ze znajomymi się nie udał i prawie cały lipiec spędziłam u rodziny - raz z jednej strony, raz z drugiej ;) Co jakiś czas przyjeżdżałam do domu i oprócz oczywistych spotkań z Karolem (pst pst, mój chłopak, bo pewnie o tym nie mówiłam :D), nałogowo grałam w simsy. Aktualnie grywam w czwartą generację, do której się przyzwyczaiłam na tyle, że gdy usiadłam do TS3 to nie wiedziałam za bardzo jak się gra i ta grafika jakaś taka dziwna... Nie każdemu się TS4 podoba, natomiast mi się gra bardzo dobrze :D
W lipcu byłam jeszcze na 18 i mogę powiedzieć, że to mój pierwszy raz ze smokey - brawo ja, nawet mi wyszło. Trzymało się jako tako, niestety podkład i jego gruntowanie coś mi nie wyszło albo za dużo miziania :D

Powroty są... No właśnie, jakie? 
Tego nie mogło zabraknąć tutaj, prawda? Po prawie całym roku wróciłam tutaj, na bloga, aby pisać. Co mnie zmotywowało? Oprócz zaczarowanej (pozdrowienia :DD) to brakowało mi trochę Instagrama, a nie chciałam wracać tylko tam, bo nie lubię tyle pisać na telefonie :D  Nie miałam z kim się dzielić takimi czysto kosmetycznymi informacjami. Jeszcze przez YT tutaj wróciłam, bo też chciałam się dzielić informacjami o kosmetykach :D Jest jeszcze jeden powód, a mianowicie - moja  koleżanka, z którą miałam wręcz świetny kontakt i nagle go ze mną zerwała ( nie tylko ze mną) obgadując mnie w kręgu naszych wspólnych znajomych (którzy na szczęście nie uwierzyli jej i zostali ze mną jakkolwiek to tak dziwnie brzmi), pojechała po moim blogu, wyśmiewając się z niego publicznie na fejsbuku, na co na początku naprawdę źle zareagowałam, bo nie wiedziałam, że można być zdolnym do czegoś takiego... Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo niecałe dwa miesiące później wróciłam tutaj :D Jestem ciekawa, jak to wyjdzie w praktyce tzn. we wrześniu, ale mam nadzieję, że będzie dobrze :)

Jak widzicie, w lipcu nie działo się wiele, w sierpniowym pewnie dodam kilka zdjęć z wyjazdu do Szwecji :D Wyjeżdżam już za kilka dni, powinno opublikować się kilka postów w czasie, gdy mnie nie będzie - trzy, cztery... Zobaczę ile zdążę napisać, na razie mam jeden hahah :D
Jeśli chcecie wiedzieć, co u mnie, co robię i tak dalej to SERDECZNIE zapraszam na Instagrama - średnio co drugi dzień coś piszę + aktywna jestem na Instastory :D KLIK i już jesteście :D
Jak Wam minął lipiec? :)
Buziaki,
Fabryczna :D  

środa, 2 sierpnia 2017

Zoeva czy Hakuro? Hakuro czy Zoeva? Hakuro H70, H74, H79 & Zoeva 221, 227, 231

Hej hej! :D
Nigdy tutaj nie pisałam jeszcze o pędzlach - pewnie z tego względu, że nie jestem żadną makijażystką, wizażystką czy generalnie - żadnym znawcą. :D Moje umiejętności "malowania oka i twarzy" poszły mocno do przodu to też i moje oczekiwania co do pędzli jest coraz większe (ostatnio nawet zrobiłam pierwsze smokey - niestety tak mi się spieszyło, że nie zrobiłam zdjęcia :D). W swojej kolekcji mam ich kilka, ale im więcej chcę się pobawić z makijażem tym bardziej widzę, ilu mi jeszcze brakuje :D Dzisiaj przedstawię Wam kilka (prawie wszystkie) pędzle do oczu do twarzy i trochę o nich poopowiadam :D Zapraszam :))
Jak widzicie będziemy rozmawiać o 6 pędzlach - trzy z nich są z Zoevy, trzy kolejne z Hakuro. Te z Hakuro są najstarsze i teraz właśnie odkopuję posty na blogu, aby zobaczyć kiedy je kupiłam :D
Kolejność choronologiczna:
- Hakuro H74 (marzec 2014)
- Hakuro H79 (wrzesień 2014) 
- Zoeva 231 (grudzień 2015)
- Zoeva 221 (marzec 2016)
- Zoeva 227 (grudzień 2016)
- niezidentyfikowany obiekt Hakuro H70 nie mam pojęcia kiedy się u mnie znalazł, możliwe, że zabrałam mamie :D Tak samo jak ona mi jeden z Hakuro :D
Podsumowując - najstarszy pędzel ma już trzy lata, najmłodszy nieco więcej niż pół roku, więc myślę, że już mogę wydać dokładną i wnikliwą analizę :D
Zacznijmy od ogólnych informacji na temat pędzli Hakuro. Włosie we wszystkich trzech pędzlach jest naturalne, a trzonki pędzli są drewniane. Z żadnego pędzla nie wyleciał mi ani jeden włosek, a ich ceny wahają się między 15 a 22 zł.
Od góry H79, H74 (nie zwróciłam uwagi na to, że jest brudny, wybaczcie) i H70
- H70 to płaski pędzelek służący do nakładania cieni sypkich i prasowanych na całą powiekę. Długość włosia wynosi 1 cm, jest ono bardzo zbite i jest go po prostu dużo. :D Szczerze mówiąc praktycznie wcale go nie używam, ponieważ cienie na całą powiekę najczęściej nakładam palcem albo pędzlem Zoeva 227 albo Hakuro H79. Hakuro H70 jest miękki i naprawdę przyjemny, ale okazało się, że takiego typu pędzli używam bardzo rzadko ;)
- H74 to pędzel do rozcierania cieni szczególnie w załamaniu powieki. Włosie zwęża się i na końcu powstaje taki czubek, który jednakże nie jest zbyt spiczasty. Lubię go używać do podkreślania załamania powieki, gdy chcę, aby było to dość dokładne (ale wiadomo, bardzo bardzo dokładne nie będzie :D). Włosie nadal jest mięciutkie i sprężyste i muszę przyznać, że to jeden z moich ulubionych pędzli :D
- H79 służy podobnie jak H70 do nakładania cieni na górną powiekę, ale ma zupełnie inny kształt - włosie jest dłuższe i mniej zbite przez co bardziej elastyczne, co sprawia, że mi lepiej się z nim pracuje ;) Włosia jest tym mniej im bliżej czubka pędzla . Jego lubię używać na zmianę z Zoeva 227 albo gdy mam do nałożenia cień na większą powierzchnię ;) Muszę zaznaczyć, że jako jedynemu z tych trzech pędzli dość mocno starły się napisy na trzonku. ;) Tak samo jak H74 nadal jest mięciutki i milutki :D
 Kolejne trzy pędzle są niemieckiej marki Zoeva. Włosie w pędzlach nr 227 i 231 jest naturalne, prosto od kozy, natomiast w pędzlu 221 mamy mieszankę włosia naturalnego z włosiem syntetycznym. Trzonki są drewniane, a na nich oprócz numerku i nazwy firmy znajduje się jeszcze nazwa pędzla oraz hasło marki i każda literka jest jakby "wyżłobiona" w drewnie :D Trzonki nie są jednolicie czarne, widać taki brokat, co mi przypomina gwieździste niebo :D Pędzle są krótsze od Hakuro, a ich trzonek jest jest jakby pokryty czymś dodatkowo, ponieważ te od Hakuro są bardziej matowe ;) Moim zdaniem wizualnie wyglądają lepiej, nawet kolor włosia się różni - Zoeva jest bardziej biała :) Koszt jednego pędzla do cieni to plus minus 40 zł.
Od góry: 221, 227, 231
- 221 Luxe Soft Crease to pędzel do rozcierania cieni, który w przeciwieństwie do H74 tworzy piękną i delikatną mgiełkę koloru, czyli efekt, który bardzo lubię w makijażu <3. Długość włósia to 1,8 cm, jest ndal sprężyste i świetnie się sprawdza. :D Jeśli pisałam, że Hakuro jest milutkie to to jest jeszcze bardziej milutkie :D Nie będę tego już więcej powtarzać w sumie, po prostu to zapamiętajcie :D
- 227 Luxe Soft Definer to pędzel do mieszania i rozcierania cieni, a ja go jeszcze lubię używać do nakładania cieni na całą powiekę. Według mnie pędzel hybryda, nada się praktycznie do wszystkiego :D Długość włosia to 1,2 cm.
- 231 Luxe Petit Crease to pędzel kuleczkowy, malutki, do rozcierania cieni. Ciężko się nim nakłada cienie w kąciku zewnętrznym, ale nie jest to niemożliwe - trochę po prostu trzeba się namachać :D Za to świetnie je rozciera (więc pewnie dlatego nie miałam tak intensywnego czarnego jak chciałam - po prostu od razu się rozcierał :D). Jest dość malutki, a więc do zewnętrznego kącika się nada. :D Długość włósia to 1,5 cm, a ich średnica wynosi 0,7 cm.

Opisałam Wam każdy pędzel po kolei i pora na podsumowanie - Hakuro czy Zoeva? Co bym wybrała? Jeśli chodzi o pędzle do oczu to nie ma kolosalnej różnicy i na początek, jeśli nie macie większych wymagań to Hakuro Wam spokojnie starczy - bardzo dobra jakość za niską cenę. :) Natomiast ja nie wiem, czy kupię kolejne pędzle do oczu od Hakuro - bardziej odpowiada mi Zoeva ze względu na to, że są bardziej milusie i minimalnie lepiej się z nimi pracuje. Ciągle podkreślam, że mówię o pędzlach do oczu, bo niestety pędzle do twarzy Hakuro mi podpadły i muszę je wymienić na coś lepszego powoli :D
A Wy co sądzicie o tych dwóch markach? Jak je porównujecie? :)

Pozdrawiam, 
Fabryczna :D


niedziela, 30 lipca 2017

Przy niedzieli o muzyce + innymi słowy reaktywacja Poznaj Fabryczną!

Cześć cześć! :D
Witam Was w te niedzielne popołudnie! Pewnie macie już dość tych recenzji na moim blogu (w sumie Wam się nie dziwię, mi się też już odechciało pisać recenzje, chociaż mam spore tyły, bo nazbierało mi się tyyylu ulubieńców z kolorówki, że czasu mi nie starczy na pojedyncze recenzje - pora na jakiś zbiorowych ulubieńców, to chyba dobry pomysł, co Wy na to? :D), więc dzisiaj w ramach odskoczni postanowiłam opublikować coś o sobie, a nie w kółko kosmetyki i kosmetyki... Ile można? :D Miałam wiele pomysłów (np. chcecie usłyszeć, co mi się podoba w liceum?), ale dzisiaj wybór padł na muzykę - dawno nic takiego nie pisałam, a ja należę do takich osób, które lubią odkrywać nowe gatunki muzyki czy po prostu nowe zespoły, wokalistów ecetera (dlatego kocham Spotify i bez niego już sobie nie wyobrażam życia! :D). Dzisiaj przedstawię Wam (liczę na palcach...) moje trzy najbardziej w ostatnim czasie lubiane zespoły czy po prostu artystów czy artystki :D Aaaaa i kolejność przypadkowa :D
Dobra, przyznam się, miały być cztery, ale jeszcze się zastanowię czy czwarty zasłużył na te zaszczytne miejsce tutaj :D 

Florence&The Machine 
W telegraficznym skrócie: brytyjski zespół indie rock. Jak widzicie na zdjęciu mam dwa albumy z trzech do tej pory wydanych - posiadam Ceremonials (2011) oraz How Big, How Blue, How Beautiful (2015) - i ten drugi album był moim pierwszym :D Nie mam jeszcze Lungs (2009), ale to kwestia czasu :)
Nie wszystkie piosenki tego zespołu są moimi ulubionymi, ale każdą w jakimś stopniu lubię, więc słucham na Spotify całe albumy :)
Teraz podrzucę Wam kilka, moim zdaniem, ciekawszych piosenek, które mi osobiście najbardziej przypadły do gustu :D
 What kind of man
Szczególnie podoba mi te wejście gitarą elektryczną czy jakikolwiek instrument to jest - wybaczcie mi, trochę ze mnie ignorant instrumentowy :D 
Queen of peace
Tutaj pokochałam wstęp, który kojarzy mi się z muzyką filmową, a jeśli ktoś mnie dłużej czyta to wie, że muzyka filmowa to moja miłość na jesienno-zimowe wieczory <3 
Delilah 
Tak po prostu - rytmiczna :D 
No Light No Light
A tu podobają mi się organy :D I ten wokal <3

Mogłabym Wam podrzucić jeszcze z dwie, trzy piosenki, ale mamy jeszcze dwa inne punkty do przeczytania (w sumie to Wy macie...), że no muszę przystopować :D 

Lindsey Stirling
 Dziewczyna od skrzypiec :D Pochodzi z Ameryki i jak widzicie posiadam jej tylko jeden album (miały być dwa, ale drugi niestety okazał się być w chwili zakupów wyprzedany i do tej pory nie miałam okazji na kolejną próbę :D). Dzięki Lindsey bardzo zaczęły mi się podobać skrzypce w muzyce i mam małego bzika na ich punkcie :D 
Radioactive (Cover)
Cover jednej z moich ulubionych piosenek, który moim zdaniem, jest równie dobry jak oryginał - każdy ma swój niepowtarzalny klimat i obu mogłabym słuchać długo długo :) 
Roundtable Rival 
Moje dwie ostatnie zajawki w jednym - skrzypce + coś ala gitara czy jak to nazwać. :D Szczególnie lubię wersję Live, ale ta płytowa też jest spoko :) 
Master of Tides
 Przy takich piosenkach aż noga sama się rusza w rytm muzyki :D 

Arctic Monkeys
 Zespół zwany przeze mnie arktycznymi małpkami :D Kolejny zespół, znowu brytyjski i znowu indierockowy - zaraz stwierdzę, że indie rock to mój ulubiony gatunek muzyki, bo nigdy nie umiem się określić, bo lubię większość rodzajów muzyki (nawet AC/DC czy Iron Maiden ---> to przez mojego chłopaka, który tego słucha i ja w sumie też od teraz - bo leci po prostu :D). Ostatnio na rocznicę dostałam ich płytę AM (ciekawe, czy Karol to czyta ---> jeśli się ogarnąłeś to pozdrawiam :D Przez Ciebie prawie wczoraj spadłam z krzesła przy pisaniu) no iiii... Ile razy można słuchać tego samego? Chociaż jak coś sobie wkręcę to jestem aż nudna, więc to nawet normalne :D 
Polecimy klasykami na początek, pewnie większość zna, ale dla tej mniejszości podrzucę :D 
 R U Mine?
Skończyły mi się pomysły na podpisy pod klasykami, a więc zostawię tutaj tylko te kilka słów :D
Do I Wanna Know?
Uważam, że piosenka jest seksowna o ile tak można nazwać piosenkę :D
No. 1 Party Anthem
Piosenka kojarzy mi się z jakimś filmem i scenami wolnego tańca po jakiejś kłótni (jak w Dzikich historiach :D). 
I wanna be yours
Na koniec taka romantyczna piosenka- jak nie przepadam generalnie za takimi bardziej smętnymi piosenkami tak ta mi się podoba - wyjątki potwierdzają regułę :D
Pewnie zasypałam Was trochę piosenkami, ale myślę, że chociaż część ich jest Wam znana, bo to nie są jakieś mało znane zespoły czy osoby - karierę robią na całym świecie i płyty również wydają na całym świecie :D Koniecznie dajcie mi znać, czy znacie którąś z tych piosenek, jaki macie do nich stosunek, co sądzicie o takich postach iii... poproszę jeszcze o chociaż jedną Waszą ulubioną piosenkę w ostatnim czasie - to by było na tyle pytań, prawie jak na komisariacie :D 
Ach i bym zapomniała - jak widzicie, post ten kwalifikuję do starej serii, jaka była wcześniej na moim blogu czyli Poznaj Fabryczną! Będę powoli reaktywowała poprzednie serie, jeśli nadal będą one potrzebne - może ktoś chce jakąś szczególnie ujrzeć? :D 

Miłego tygodnia! :))
Fabryczna vel Ewka

środa, 26 lipca 2017

BeautyBlender - pic na wodę fotomontaż? & Krótka opinia o Ebelin, Drogerii Natura i Real Techniques

Cześć wszystkim! :D 
Od dobrych dwóch lat używam gąbeczek i nie wyobrażam sobie w inny sposób nakładać podkładu czy korektora - pędzlem flat top coś mi nie wychodzi i jakieś mazy zostają. Dodatkowym plusem gąbeczek jest ich rozmiar i łatwość w czyszczeniu oraz ich tempo "wysychania" - w porównaniu do pędzli są bardzo szybko gotowe do ponownego użycia :D Używałam już gąbki z Ebelin (szybko zrobiła się twarda i nieprzyjemna), malutkich gąbeczek z Natury (od początku twarde i nieprzyjemne, zdecydowanie nie polecam) oraz Real Technique (zużyłam z dwie albo trzy sztuki i lubiłam ją, ale ostatnia sztuka dość szybko stwardniała). Po tych wszystkich doświadczeniach postanowiłam w końcu spróbować tej pierwszej, oryginalnej gąbki BeautyBlender, ale w kolorze czarnym - jak ją porównuję do innych gąbek? :D Czy naprawdę jest taka super ekstra? (w sumie kto czytał moje poprzednie posty ten zna odpowiedź :D)

Nie mam dla Was zdjęcia pudełka w jakim przychodzi gąbka, ale mogę powiedzieć, że ma kształt walca :) Opakowanie jest plastikowe i łatwo można je zgnieść. W środku znajduje się malutka instrukcja jak należy używać gąbki. W skrócie: przed nałożeniem produktu należy gąbkę nasączyć wodą, jej nadmiar odcisnąć, a następnie ruchami stemplującymi nałożyć produkt na twarz. Pytacie gdzie wcześniej ten produkt był? Ja wyciskam podkład na dłoń, potem palcami robię kropki na twarzy a resztę roboty wykonuję BB. Po użyciu należy gąbkę umyć (pssssttt, nie zawsze chce mi się robić i myję ją dopiero jak wracam do domu xd). Czym ją myję? Szarym mydłem Biały Jeleń, ale niedawno kupiłam olejek z Isany i w tym mam zamiar go myć (zakupy pokazywałam na IG). Warto myć gąbkę często,a  najlepiej po każdym użyciu - wtedy istnieje największa szansa, że ją domyjecie :D Im lepiej o nią zadbacie tym dłużej będzie Wam służyć :)) Biały Jeleń domywa gąbkę i nie robi jej krzywdy, więc nie widzę sensu w kupowaniu drogiego mydełka do BB. ;)
Czy jeśli jestem alergikiem to mogę jej używać? No pewnie! Gąbka nie zawiera lateksu ani substancji zapachowych. 
To raczej na tyle z takich poradowskazówek :D Teraz czas na moje przemyślenia odnośnie gąbki. Jej struktura jest zupełnie inna niż pozostałych gąbek i sama jakość dotyku również - na gąbce są takie malutkie pory, jej materiał przypomina mi trochę gąbkę do kąpieli, ale jest przyjemny i miękki w dotyku. Miziać się nią po twarzy to czysta przyjemność! Świetnie nakłada się nią podkład <3 Dla mnie z samego rana to czysta przyjemność. :D Słyszałam, że w trakcie użytkowania schodzi z nich kolor - moja jest dalej tak samo czarna :D Może widać drobną różnicę, ale nie jest ona zauważalna jakoś szczególnie, a używam jej już z dobre 2-3 miesiące. (Pssst, dopisek po kilku razach używania olejku Isana do mycia - trochę mi kolor zgubiła gąbka :o). Nie ma również na mojej gąbeczce żadnej rysy czy skazy - wygląda praktycznie jak nowa! :)
Porównanie do świecy z YC :D Gąbka jest lekko zwilżona
Tak na podsumowanie - uważam, że BeautyBlender jest najlepszą gąbeczką z wszystkich, jakie do tej pory używałam i ja widzę różnicę między nią a innymi, tańszymi ;) Myślę, że jak zużyję tą to kupię kolejną sztukę - może znów uda mi się w promocji, gdyż tę kupiłam za około 50-55 zł :D

Lubicie używać gąbeczek w sowim makijażu? Macie jakiś swój ranking? Chętnie poczytam :D 

Buziaki,
Fabryczna :D 

wtorek, 18 lipca 2017

Księżniczkowy błysk - My Secret Face Illuminator Powder

Cześć cześć! :D 
Ach, rozświetlacze... Jeszcze rok temu uważałam, że rozświetlacze nie są dla mnie, bo mam mieszaną cerę i jak to będzie wyglądać? Minął rok i od tamtej pory używałam już...Pięciu :D Miałam te najbardziej kultowe w całej blogosferze z niskiej półki cenowej - Wibo Diamond Illuminator czy Lovely, ale oba nie zachwyciły mnie na tyle, aby używać ich nadal. Szukałam czegoś nowego i postanowiłam kupić bardzo bardzo chwalony My Secret face illuminator powder w kolorze o nazwie Princess Dream.  Pewnie łatwo się domyśleć, że musiał mi się również bardzo spodobać. :D
Opakowanie jest takie zwykłe, plastikowe, nic szczególnego - raczej dość wytrzymałe skoro jest ze mną już długo długo (tak z pół roku chyba). :D Rozświetlacz jest dość spory, ma 7,5 grama. Napisy się nie starły, ale możecie zauważyć na zdjęciach, że sam produkt w środku jest już trochę styrany - widać jak często go używam. :D
Ma bardzo przyjemną konsystencję, jest taki... gładki i nie pyli, o ile za mocno nie będzie się grzebało pędzlem :D Przez to, że My Secret to wypiekany rozświetlacz to nie widać praktycznie zużycia - widzę tylko, że taka "górka" się zmniejszyła i coraz bardziej się spłaszcza. :D 
Kolor ma bardzo ładny - według producenta jest to kolor ciepłego beżu, który pasuje do każdego typu urody. Ja mam ciepłą karnację i myślę, że właśnie na takiej będzie wyglądać najładniej. :) Rozświetlacz opalizuje na mocne złoto i ma ciepłe tony. Na twarzy nie widać drobinek oraz nie tworzy żadnych plam, rozprowadza się wręcz idealnie. :D Nakładam go pędzlem Hakuro H15 (tak na marginesie - uwielbiam ten pędzel! Zastanawiam się nad kupnem drugiej sztuki :D) na szczyty kości policzkowych i od czasu do czasu na łuk Kupidyna i delikatnie na nos. Zdarza mi się przesadzić z ilością rozświetlenia na kościach policzkowych, ponieważ produkt ma naprawdę świetną pigmentację, więc ostrzegam - uważajcie, ile go nakładacie :D
A jak z trwałością? Wiele zależy od podkładu, jakiego używacie oraz pudru, ale jeśli obie te rzeczy długo się trzymają to i rozświetlacz utrzymuje się cały dzień. :D 
A teraz przechodzimy do najlepszej części, czyli ile za takie cudo musimy zapłacić i gdzie da się je kupić? Dostępny jest tylko i wyłącznie w Drogeriach Natura i kosztuje około 13-15 zł, ale często są promocje i możecie go wtedy kupić za około 8 złotych, więc według mnie to bardzo mało jak na tak genialny produkt - nie wiem, czy są jakieś lepsze rozświetlacze w podobnym kolorze jak ten :D
Jakie rozświetlacze Wy lubicie? Używacie ich na co dzień czy ta moda Was nie dopadła? :D Ostatnio widziałam na YT bardzo ciekawy kolor rozświetlacza MUA Undress Your Skin - niebieski! Jeśli chcecie go zobaczyć to możecie kliknąć TUTAJ - myślę, że kiedyś będzie mój :D

Miłego wieczoru,
Ewka :D

czwartek, 13 lipca 2017

AA Make Up Filler - podkład idealny na co dzień

Cześć cześć!
Po raz pierwszy piszę wpis na bloga w notatniku, bo akurat w całym domu kiepsko jest z połączeniem internetowym, a że mam wolny czas to chciałam coś napisać. :D
Kiedyś kiedyś pisałam Wam o podkładzie Bourjois Healthy Mix, że jest on moim ulubionym tego typu produktem - zdążył się już skończyć, a ja wypróbowałam Bourjois 123 i... Moim zdaniem jest lepszy, ale o nim kiedy indziej. :D Od tamtej pory szukam podkładu tańszego, który nadawałby się na co dzień - dla mnie i dla portfela :D W czasie wiosennej promocji w Rossmannie zdecydowałam się kupić polecany podkład AA, czyli wersję Filler, która ma za zadanie wypełniać zmarszczki... Tak wiem, że to nie dla mnie, ale słyszałam, że jest nawilżający i nie czuć go na twarzy, więc to coś w sam raz dla mnie! Jak się u mnie sprawdził?



Podkład AA Filler kupujemy w szklanej buteleczce o pojemności 30 ml czyli standardowo. Podkład ma pompkę, więc przynajmniej nie trzeba go wylewać przez jakąś dużą dziurę na dłoń, a i tak pompka dobrze chodzi :D Myślę, że wygląd buteleczki jest fajny - taki klasyczny, ale nieprzeładowany. Z tyłu znajdziemy zapewnienia producenta oraz skład podkładu. Mój kolor to drugi w kolejności 103 Light Beige (kupiony z braku najjaśniejszego).
Podkład pachnie kremem do twarzy i nawet ma jego konsystencję - nie leje się na dłoni, jest taki kremowy :D Na twarz nakładam około 2, czasami 3 pompek tylko za pomocą BeautyBlendera - nie lubię innych sposobów nakładania podkładu (odkąd kupiłam Beauty Blendera pokochałam go całym serduszkiem :D) Podkład rozprowadza się świetnie, nie zostawia smug i robi się to naprawdę szybko, więc gdy nie masz czasu możesz spokojnie po niego sięgnąć. ;) Można budować krycie, ponieważ podkład się nie waży. Po nałożeniu na twarz jest ona mocno rozświetlona i mocno się błyszczy, więc moim zdaniem należy go naprawdę dobrze przypudrować, ponieważ podkład nie zastyga do końca.
A jak zachowuje się na twarzy? Wygląda bardzo naturalnie! Nie podkreśla suchych skórek ani nie robi plam. Troszeczkę czasami lubi podkreślić załamania skóry. Jego krycie określiłabym jako średnie w kierunku słabego - zakryje zaczerwienione policzki, ale coś większego trochę przebija. ;) Jeśli chodzi o kolor 103 Light Beige to nie jest on bardzo jasny - dla mnie jest dopiero dobry w czasie lata, od razu po zakupie był dla mnie za ciemny. ;) Nie ma różowych podtonów, jest taki żółto-beżowy moim zdaniem :D Trochę ciemnieje na twarzy raz na jakiś czas. :D
Teraz czas na historyczne wydarzenie na moim blogu - chyba po raz pierwszy pokażę Wam jak wygląda na twarzy podkład. Zdaję sobie sprawę, że zdjęcia nie są idealne :D Starałam się jak mogłam, żebyście mogły zobaczyć różnicę i mam nadzieję, że jakoś mi to wyszło. Robienie takich zdjęć jest trudne i proszę o wyrozumiałość. :D Na dodatek jeszcze przesadziłam z pomadką, a już nie miałam czasu na poprawki i jeszcze coś mi się stało z brwiami :D Nie wnikajmy w to :DD
Po wgraniu na bloga są jakieś takie małe, ale jak na nie klikniecie to będą zdecydowanie większe :)
Jedynym minusem tego produktu jest jego trwałość - po około 5-6 godzinach na mojej mieszanej twarzy zaczyna się świecić, ale jeśli ściągniemy sebum i przypudrujemy jeszcze raz to zyskuje drugie życie. Za to warto zauważyć, że nie schodzi brzydko z nosa czy z policzków, co często się u mnie zdarza. ;) Bardzo dobrze utrzymuje kontur twarzy i muszę przyznać, że ładnie on wygląda na twarzy :D
Ja, posiadaczka cery mieszanej, jestem z tego podkładu zadowolona - na długie imprezy się nie nada, ale na rodzinne obiady czy tak na co dzień to a i owszem będzie bardzo dobry :D Nie wiem, czy osoby z cerą tłustą byłyby zadowolone - podkład mógłby być dla nich za bardzo nawilżający. ;) Natomiast posiadaczki cery suchej czy normalnej myślę, że będą zadowolone. :D Podkład kosztuje około 25 góra 30 zł, a warto wziąć pod uwagę, że często (przynajmniej 2-3 razy do roku) jest w promocji (-30, -40 czy nawet -50%), więc można go kupić jeszcze taniej. Moim zdaniem jest to dobry, dość tani podkład, który na pewno stanie się moim codziennym ulubieńcem, chyba że znajdę coś jeszcze lepszego :D Przy okazji najbliższej promocji kupię jaśniejszy kolor, aby móc używać go jesienią czy zimą. :D

A czy Wy używałyście kiedykolwiek podkładów AA? :)   

Pozdrawiam,
Ewka :D

piątek, 7 lipca 2017

Biała czekolada to nie czekolada? Lovely White Chocolate - puder ryżowy

Cześć wszystkim! :D 
Szał na czekoladki ciągle się rozkręca - najpierw były słynne palety Too Faced (na które ciągle mam  ogromną ochotę i prędzej czy później jakaś wersja będzie moja :D), później Makeup Revolution bardzo mocno się nimi "zainspirowało" i wypuściło kilka(naście?) wersji paletek w kształcie tabliczki czekolady (sama mam jedną i jestem ZACHWYCONA - muszę ją zrecenzować :D), a niecałe pół roku temu marka Lovely wypuściła na rynek 3 "czekoladowe" pudry. Jak już napisałam dostępne są trzy wersje: White Chocolate (puder ryżowy), Milky Chocolate oraz Dark Chocolate - dwa bronzery. W swojej kosmetyczce mam pierwszą i trzecią wersję, aczkolwiek używam tylko białej czekoladki, ponieważ ta ciemniejsza przynajmniej dotychczas była dla mnie za ciemna i przy pierwszy użyciu zrobiłam sobie całkiem sporą plamę - muszę jeszcze poćwiczyć. :D
Lovely White Chocolate to nic innego jak prasowany puder ryżowy o gramaturze 9 gramów. Produkt nie był testowany na zwierzętach i ważny jest 24 miesiące po otwarciu. To, czy produkt był otwierany wcześniej, można bez problemu poznać po zerwanej naklejce przyklejonej z boku opakowania. Opakowanie jest słodkie i nie oszukujmy się - głównie ono zachęciło mnie do zakupów :D Jest ono kwadratowe, kartonowe i zamykane na magnes. Puder mam w swojej kosmetyczce od promocji na kolorówkę w Rossmannie, która była w kwietniu i jak widzicie jest już trochę podniszczone i pobrudzone - no cóż, urok kartonowych opakowań. :D
Teraz pora zajrzeć do środka - w środku został wytłoczony wzór czekoladki, co sprawia, że ma się wrażenie, że produkt został wypieszczony w każdym calu. :D Teraz może to słabo widać, ale jeśli ktoś ma bystry wzrok to zauważy jakieś wzory. :D
Puder powinien pachnieć czekoladą - no czy ja wiem? Moim zdaniem to nie jest czekolada, pachnie słodko i mi nie przeszkadza ten zapach, mimo że czuć go w czasie aplikacji produktu na twarz.
Co do aplikacji - trochę się pyli, ale nie za mocno, więc nie przeszkadza to w używaniu produktu. ;)
Według producenta ma on: Utrwalać makijaż, zapewniając matowy efekt na wiele godzin. Wygładza i nawilża skórę twarzy, zmniejsza widoczność porów.  
Mam cerę mieszaną i jak łatwo się domyśleć, w pudrach głównie zależy mi na matowym efekcie, który utrzyma się przez kilka godzin. Puder Lovely spełnia ten warunek - matuje na kilka godzin. Nie jest to cały dzień, ale spokojnie te kilka godzin wytrzyma i mi nic więcej nie jest potrzebne (na szczególne wyjścia używam pudrów sypkich). Nie znika z twarzy natychmiast, tylko pozostawia po sobie taki "ładny" błysk, a nie jakby ktoś wylał nam na twarz olej :D Nie ciastkuje się na twarzy i nadaje się do poprawek w trakcie dnia.
Myślę, że producent trochę zaszalał ze stwierdzeniem, że puder nawilża skórę i zmniejsza widoczność porów - nawet na to nie zwróciłam uwagi. :D
W gąszczu plusów jest jeden minus, który będzie powtarzał się przy większości pudrów ryżowych - delikatnie bieli twarz przez co należy uważać z ilością. ;)
Jeśli Was zainteresowałam to puder można kupić w Rossmannie za około 25 zł - w cenie regularnej nie wiem, czy bym go kupiła, bo to nie jest najniższa cena, ale w promocji jak najbardziej tak :D
Nie byłam przekonana do jego kupna w czasie promocji, ale koniec końców zdecydowałam się na wrzucenie go do koszyka i nie żałuję - to naprawdę świetny produkt, który idealnie nadaje się na wyjazdy i zastępuje mi pudry sypkie, które są bardziej kłopotliwe w aplikacji.

A Wy macie swoją czekoladkę Lovely?

Miłego wieczoru,
Ewa :D

wtorek, 4 lipca 2017

Biolaven Organic żel do mycia twarzy - lawendowo-winogronowa rozkosz?

Cześć wszystkim! :D 
A kto to wrócił po hmm... zbyt długim czasie? Nie wiem, na ile się tutaj zadomowię i na ile się odnajdę w blogosferze na nowo, bo widzę, że chyba trochę się zmieniło? Mam nadzieję, że ktoś będzie chciał mi opowiedzieć co nowego tutaj i może część mnie pamięta :D
A co u mnie? Skończyłam pierwszą klasę liceum z paskiem na świadectwie jak to ja i rozpoczęłam wakacje. ;) Wcześniej przez cały rok szkolny oprócz nauki spotykałam się ze znajomymi ii... Przyznam się, że większość czasu poświęciłam swojej drugiej połówce i tak jakoś wyszło, że nawet nie chciałam odpalać laptopa, który nadal jest w takim stanie jakim jest, ale mam nadzieję, że już bliżej niż dalej do kupna nowego. :D Dalej kocham czytać książki i nadal jestem ogromnym ich kolekcjonerem, co możecie zobaczyć na moim profilu na Lubimyczytać, na który zapraszam (może coś nowego u Was podpatrzę, chociaż to nie jest dobry pomysł, bo jeszcze trochę a utonę w książkach :D). Tak przeskakując jeszcze szybko na temat szkoły to w moim liceum wybiera się rozszerzenia do drugiej klasy, a od pierwszej klasy rozszerzamy już język. Moje rozszerzenia na przyszły rok szkolny wyglądają tak: biologia, chemia oraz język niemiecki. Waham się jeszcze nad matematyką, ale to zobaczę we wrześniu. ;)

Na dobry początek mam dla Was recenzję produktu, którego używam już od dość długiego czasu i niedawno odkryłam, że zaczyna mi się kończyć - mowa tutaj o produkcie marki Biolaven Organic, która związana jest z Sylveco. Głównym składnikiem znajdującym się w produktach Biolaven jest olejek lawendowy (ma działanie odprężające, antyseptyczne oraz łagodzące) i olej z pestek winogron (właściwości regenerujące i przeciwzmarszczkowe). Moim pierwszy produktem tej firmy jest żel myjący do twarzy, który ma odświeżać i nawilżać - jak to ma się do rzeczywistości?
Opakowanie jest plastikowe, porządne, etykieta naprawdę dobrze się trzyma i mimo wielu podróży nie odkleiła się w żadnym miejscu. Mi opakowanie się podoba, jest dość minimalistyczne, ale zawarte są na nim wszystkie potrzebne informacje. Opakowanie ma pompkę, którą można zablokować, dzięki czemu nic się nie wyleje ani nic w tym rodzaju. :D W środku znajduje się 150 ml. 
Zapach jest przyjemny, to mieszanka lawendy z olejkiem z pestek winogron. Czuć trochę podobne nuty do tych, które znajdują się w greckiej piance do mycia ciała Organique (tak przy okazji - w Grudziądzu zamknięto sklep tej firmy nad czym bardzo rozpaczam, bo miałam ochotę na jeszcze wiele tych  produktów). Skoro jest to żel to konsystencja jest żelowa, ale płynna i szybko spływa z dłoni. Produkt nie pieni się na twarzy.
A jak tam obietnice producenta? Według producenta produkt ma delikatnie oczyszczać skórę twarzy i ją nawilżać. Żel na pewno oczyszcza skórę twarzy, aczkolwiek nie używałabym go do zmywania makijażu jako jedyny produkt. Z resztkami sobie radzi, z całkowitym makijażem niekoniecznie. W tym miejscu muszę wspomnieć, że zdarzało mu się podrażnić oczy, więc warto uważać przy używaniu go w ich okolicy. ;)
Czy nawilża skórę? No tak właśnie nie bardzo. Po około 3-4 minutach po umyciu twarzy tym produktem zaczynam odczuwać lekkie ściągnięcie twarzy i wtedy do akcji wkracza krem do twarzy, który to reguluje.
Używanie żelu mnie nie zapchało ani nie zaszkodziło, ale też nie poprawiło jakoś szczególnie kondycji mojej skóry. Ot, takie myjadło, które lubi ściągać skórę.
Wypiszę Wam tutaj skład, który na zdjęciu zapewne będzie słabo widoczny: 
Aqua, Lauryl Glucoside (emulgator olej w wodzie, substancja myjąca), Glycerin (hydrofilowa substancja nawilżająca), Cocamidopropyl Betaine (substancja myjąca), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Panthenol (łagodzące), Lactic Acid (kwas mlekowy, substancja nawilżająca), Sodium Benzoate (substancja konserwująca), Lavandula Angustifolia Oil (olejek lawendowy), Parfum.
Za 150 ml tego produktu trzeba zapłacić około 15 zł, więc niezbyt dużo, ale... nie jest to rewelacyjny produkt. Dobrze spisuje się jeśli chodzi o oczyszczanie cery, ale pojawiające się przy tym ściągnięcie skóry nie jest już zbyt dobre.
Z racji tego, że powoli mi się ten produkt kończy to szukam czegoś nowego do mycia twarzy - jakich macie ulubieńców? Chętnie coś podejrzę :D 
Miłego wieczoru wszystkim!
Fabryczna :D

Etykiety

-40% -49% #100happydays 20 twarzy... AA akcja Alterra Alverde ankieta astor Avon Babydream Balea bardzo dobry Bath&Body Works baza pod cienie baza pod makijaż baza pod tusz BeautyBlender Bell Benefit Biedronka Bielenda Biolaven Organic Bioliq Biotanic bitwa Blistex blogerka kosmetyczna błyszczyki Boti Bourjois Boże Narodzenie bubel bzdety CandA Carmex Catrice Cetaphil cienie do powiek cień w kremie Cleanic Color Tattoo coś innego Czas Żniw Cztery Pory roku Czytelniczy zakamarek książkowy debiut demakijaż denko Dermika deser dłonie DM Dove dwufazowiec dzieciństwo Dzień babci i dziadka Dzień Dziecka ekobieca ekstrakt z banana emulsja Epikbox Essence Eveline Evree Facebook Farmona FC Bayern film filmiki Fusswohl Garnier gazetka gąbeczka do makijażu genialny Gliceryna Golden Rose Green Pharmacy Hakuro HandM Healthy Mix hebe hydrolizat keratyny Hypoallergenic idealny na lato informacja Inglot inne inne blogi Isana jedzenie Joannna John Green Joko kakao Kamill kamuflaż kino Kobo kolorówka korektor kosmetyczka kotek kredka do ust krem do rąk krem do stóp krem do twarzy krem pod oczy krzywe paznokcie lepiej nie patrzeć książka książka czy film kultura KWC L'biotica l'oreal lakier do paznokci Lirene lista Lovely małe co nieco małe informacje Manhattan Marion maseczka masełka maska maska własnej roboty masło maxfactor Maybelline mgiełki Mikołajki mini-recenzje minti shop. Zoeva Miss Selene Miss Sporty Mizon mleczko pszczele Montagne Jeunesse mój pierwszy raz mus do ciała muzyka My Secret nagrody najlepsi z najlepszych Nakręćmy się na wiosnę Natura Natura Siberica nic Niebanalne podsumowanie Nivea nowa kolekcja nowe książki nowy wygląd o mnie odkrycie roku odżywka odżywka do rzęs odżywka w sprayu olejek olejek do włosów ołtfit Organic Shop Organique Oriflame Original Source Orly Orsay OSZUSTKA P2 Pantene paznokcie Paznokciowy Team peeling Pepco Perfecta pędzle pianka do mycia ciała piaskowy pielęgnacja pielęgnacja twarzy pielęgnacja włosów Pierre Rene Pilomax płyn micelarny po raz drugi Podaruj Paczkę podkład podsumowanie pomadka porównanie postanowienie powitanie Poznaj Fabryczną! prawie debiut prezent promocja promocje przesyłki puder recenzja recenzja książki rimmel Rival de Loop Rossmann rozdanie rozświetlacz różne sally hansen Samantha Shannon saszetka Schauma Sekret Urody Sensique Serum siemię lniane słodycze Soraya stopy Super-Pharm Synergen szablon szampon szminka Święta Tag taka radość że hoho tanie a dobre The Body Shop The Sims 4 The Versatile Blogger Tkmaxx Tołpa ToniandGuy tonik tort tusz do rzęs Tutti Frutti twarz ubrania ulubieńcy roku ulubiona książka ulubione blogi ulubiony produkt Under20 urodziny Wet N Wild Wibo włosowe zdjęcia włosy wow zdążyłam na czas wszystko co lubię wycofywane produkty wygrana wyniki wysuszacz do paznokci/lakieru wyzwanie wzorek Yoskine YouTube Yves Rocher z życia wzięte zabawy zakupy zapowiedź zdobienie Ziaja Zoeva żel do mycia twarzy żel pod prysznic życzenia
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka