środa, 31 sierpnia 2016

Trochę czerwień, trochę pomarańcz - Wet n Wild Megalast E2123 Heatwave

Cześć! :) 
Pewnie słyszycie to zewsząd, ale... Też muszę napisać, że... jutro 1 września, a co się z tym wiąże zaczynamy (przynajmniej ja :D) nowy rok szkolny. Czuję raczej podekscytowanie, nie wiem, czy radość, bo tegoroczne wakacje były cudowne i na pewno długo ich nie zapomnę - pewien przełom w moim życiu, potem zobaczymy, jak długo się to utrzyma :D Ciekawe, jak to będzie od jutra, szczególnie nie mogę się doczekać nowego planu lekcji - oby piątki były w miarę luźne i byle nie mieć zajęć do 16 :D Bo na 17 śpieszę się w inne miejsce. :D
Dzisiaj, tego ostatniego dnia sierpnia, chcę Wam pokazać istnie wakacyjny lakier do paznokci marki Wet n Wild, którą od kilku miesięcy możecie znaleźć w Naturze. Lakier pochodzi z serii Megalast, a jego numer to E2123. Pod tymi cyferkami kryje się nazwa Heatwave... Zgadza się z kolorem! :D
Zacznijmy jednak od początku. :D Wet n Wild to amerykańska firma bardzo popularna w USA. Wiele razy na Youtube widziałam ich palety cieni, lakiery czy szminki i po cichu marzyłam o tym, żeby je kiedyś móc wypróbować. Gdy tylko dowiedziałam się, że ich szafa znajduje się w Naturze w moim mieście, a ceny są naprawdę przyzwoite to korzystając przy okazji z jakiejś -40% zakupiłam kilka ich produktów. Jednym z nich był właśnie ten lakier do paznokci, który w cenie regularnej kosztuje maks 10-12 zł. Buteleczka jest szklana, całkiem spora i masywna. Zawiera aż 13,5 ml lakieru, którego pewnie w życiu nie wykorzystam :D Napisy póki co się nie zdzierają ;)
Pędzelek jest prosty, całkiem spory, dzięki czemu w maksymalnie dwóch ruchach pokryjecie całą płytkę paznokcia. Zakrętkę trzyma się dobrze, generalnie komfort malowania jest bardzo wysoki. :) Lakier nie robi mazów, ładnie pokrywa cała płytkę, nie jest zbyt wodnisty ani zbyt gęsty. Wysycha bardzo szybko, ale dla połysku nałożyłam na wierzch Insta Dri od Sally Hansen :)
Jeśli chodzi o kolor liczyłam na pomarańczowy, a dostałam czerwień z małą domieszką pomarańczowego. :D Nie zmienia to faktu, że kolor bardzo ładny, odrobinę neonowy, czego niestety nie widać na zdjęciach ze względu na beznadziejną pogodę w tamtym czasie. :P
Jeśli chodzi o trwałość to na moich paznokciach przetrwał jakieś 5 dni po czym starły się końcówki i na jednym paznokciu zrobił się malutki uszczerbek. Jak dla mnie niezły wynik :)
Lubicie czerwienie z nutką pomarańczowego na paznokciach? Czy raczej pastelowe kolory królują na Waszych paznokciach? :D
Wszystkim zaczynającym jutro rok szkolny życzę aby był to dla Was wyjątkowy czas, a nie tylko kojarzący się z męczącą nauką. :D 
Pozdrawiam,
Fabryczna :)
 P.S Macie coś w swoich zbiorach z tej marki? :D

wtorek, 23 sierpnia 2016

Niezbędnik na lepsze (i te gorsze) dni - Manhattan Clearface puder w kamieniu

Cześć! :)
Puder to jeden z tych kosmetyków bez których ciężko byłoby mi wyobrazić sobie makijaż. Lubię zarówno formę sypką, jak i te w kamieniu, ale do codziennego makijażu częściej sięgam po ten drugi typ. Od tego typu produktu oczekuję, że będzie całkiem dobrze matowił cerę na kilka godzin, a jednocześnie posiadał jakieś krycie, abym w dniu kiedy nie mam ochoty na nakładanie jakiegokolwiek kremu BB czy podkładu mogła choć delikatnie ujednolicić cerę. Ostatnio zaczęłam używać już trzeciego opakowania antybakteryjnego pudru w kamieniu marki Manhattan z serii Clearface w odcieniu 70 Vanilla. Dlaczego go tak bardzo polubiłam? O tym dowiecie się, czytając dzisiejszy post. :)
Opakowanie pudru nie jest nadzwyczajne - plastikowe z przezroczystym wieczkiem i białym dołem. Na górze znajduje się naklejka z nazwą koloru, w moim przypadku 70 Vanilla. Jest to ładny, jasny odcień, który w momencie, gdy wróciłam z wakacji był zdecydowanie za jasny, teraz już prawie, prawie jest dobry. W sprzedaży dostępne są 4 odcienie, aczkolwiek nie dawno ten produkt w był w CND w Rossmannie - nie wiem, czy to tylko zwykła zmiana opakowań czy też może wycofanie produktu na stałe ze sprzedaży... Dajcie znać, jeśli coś wiecie!
W opakowaniu znajdziemy gąbeczkę, którą z braku laku zdarzyło mi się użyć i szału nie ma :P Jest również zabezpieczająca folijka.
Jeśli chodzi o jego działanie... Bardzo lubię używać go w dni, gdy nie mam ochoty na żaden podkład czy fluid, ale chciałabym uzyskać jakieś krycie na swojej twarzy. Uprzednio aplikuję korektor na niedoskonałości i na to wszystko nakładam stemplującymi ruchami puder za pomocą swojego ulubionego pędzla Hakuro H55. Puder dzięki temu ładnie wtapia się cerę jednocześnie delikatnie kryjąc (nie zakryje niewiadomo jak dużych niedoskonałości, ale ładnie zmniejszy widoczne zaczerwienienie skóry). Nie jest widoczny na skórze, ale ostrzegam, że można z nim przesadzić - warto wcześniej strzepnąć nadmiar produktu z pędzla. Produkt nie zatyka porów, co nie powoduje powstawania nowych niedoskonałości. Na temat jego antybakteryjnych właściwości się nie wypowiem, bo nie zauważyłam niczego szczególnego. Zadaniem produktu jest również utrzymanie długotrwałego matu - w moim przypadku jest to do około 5 godzin.
A jak pachnie? Typowo kosmetycznie, nie jest to mocny zapach, więc nie powinien nikogo "drażnić w nos". :D
Aktualnie szczerze mówiąc ciężko stwierdzić, gdzie możecie go dostać. Może w poszczególnych Rossmannach uchowały się jakieś sztuki. Możecie również poszukać w internecie, gdzie ceny zaczynają się od okoły 7 zł. Ja mam nadzieję, że produkt jeszcze trafi do stałej sprzedaży, bo to jest najlepszy puder w kompakcie, który używałam do tej pory. :)
Wolicie puder w kamieniu czy sypki? :) Stawiacie w tej kategorii na naturalne kosmetyki? :)
Pozdrawiam,
Fabryczna :) 
 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Zupełnie nowy wygląd!

Cześć i czołem!
Czy to nadal Kosmetyczna Dolina Fabrycznej? Czy to nadal ten sam blog? Tak, to nadal on! Od kilku dni szablon czekał na wrzucenie, trochę przygód było ( z obserwatorami :D), ale nareszcie jest. Blog potrzebował odmłodzenia, gdyż poprzedni szablon był już troszkę stary, a świat poszedł do przodu z tego co zauważyłam :D Nowy wygląd bloga jest schludniejszy, bardziej biały i chyba bardziej przejrzysty. Aby mieć porównanie mam dla Was przygotowany zrzut ekranu z poprzednim wyglądem.
Dorzuciłam kilka zakładek u góry strony, przede wszystkim rozdzieliłam O mnie oraz Profil kosmetyczny i odpowiednio je zaktualizowałam. Z nowych gadżetów pojawiły się Popularne posty, a cała reszta bez zmian, etykiety nadal są na samym dole pod postami. :)
Jak dobrze wiecie jestem słaba jeśli chodzi o wszelkie rzeczy związane z komputerami, internetem i generalnie technologią, dlatego też potrzebowałam pomocy. :D Jak zawsze pomóc mi zgodziła się kochana Zaczarowanaa :D Jeśli klikniecie TUTAJ przeniesiecie się na jej blog, a Ani z góry baaardzo dziękuję! :D

Jak Wam się podoba aktualny wygląd? Macie jakieś sugestie? :)
Pozdrawiam,
Fabryczna :D

piątek, 12 sierpnia 2016

Drogeryjny średniak? Dove Nutritive Solutions Nourishing Oil Care odżywka do włosów w sprayu

Cześć wszystkim :) 
Odżywka bez spłukiwania w sprayu to jeden z tych kosmetyków, który zawsze musi być w mojej kosmetyczce. Od tego typu produktu wymagam przede wszystkim, aby pomógł w ułożeniu włosów, czyli ograniczył puch na głowie, który czasami się pojawia. Nie może w żadnym wypadku pomagać w strączkowaniu włosów czy ich przetłuszczaniu. Moim faworytem w tej kategorii jest Pilomax do włosów jasnych o nazwie Daily Mist. Kusi mnie również zakup mgiełki z Gliss Kura, ale najpierw sięgnęłam po odżywkę w sprayu bez spłukiwania Dove Nutritive Solutions nourishing oil care. Jak się u mnie sprawdziła, skoro nie zdetronizowała Pilomaxa?
Opakowanie odżywki Dove to plastikowa butelka o pojemności 200 ml. Zakrętka bardzo ciężko siedzi przez co trzeba trochę mocniej pociągnąć, jeśli chcemy użyć produktu. Psika dobrze, ale ma słabe rozproszenie, dlatego zanim napsikam na swoje długie włosy trochę czasu minie. Dwufazowa formuła ma za zadanie zarówno zapobiegać splątaniu jak i równocześnie odżywiać włosy.
Odżywka z racji tego, że jest dwufazowa ma trochę oleistą konsystencję, zostawia taką warstwę jak płyny dwufazowe do demakijażu, może odrobinę mniejszą. :D Pachnie słodko, jak dla mnie trochę za, lekko duszący zapach, który na dłuższą metę może męczyć, ale mojemu chłopakowi się podoba, więc to kwestia gustu :D
Jeśli chodzi o działanie to jest...średnie, zachwytów brak :D Odżywka owszem nie przetłuszcza włosów, ale zdarza jej się robić strąki z krótszych włosów, które mam przy twarzy. Spray pomaga ogarnąć puch, ale na bardzo, bardzo krótko i efekt jest marny, bo łatwo przesadzić z ilością kosmetyku. Czy pomaga rozczesać włosy... Zawsze mam z tym delikatny problem, więc nie odczułam jakiejś większej różnicy. Po aplikacji czuć efekt tłustej warstwy, lecz po jakimś czasie uczucie znika. Moje falowano-kręcone włosy nie piszczały z zachwytu po używaniu tego produktu, nie było efektu wow.
Odżywka do włosów Dove to średniak, jakich na półkach drogeryjnych pewnie wiele. U mnie nie wywołała zachwytu, nie robiła nic niezwykłego i szczerze mówiąc nie dorównuje nawet do pięt odżywce z Pilomaxa. W regularnej cenie kosztuje około 18-20 zł co za tak średni produkt to całkiem sporo. Myślę, że ta odżywka to kosmetyk ogólnodostępny, który powinien znajdować się w większości drogerii sieciowych. :)
Ja do produktu już nie wrócę i nikomu go nie polecę. Następnym razem zdecyduję się na czarnego Gliss Kura, który chyba jest najbardziej polecany. :D
 A czy Wy używacie odżywek w sprayu? Dużo jest tutaj fanek Gliss Kura? :D
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)

wtorek, 9 sierpnia 2016

Maybelline Affinitone - nada się pod oczy?

Cześć! :)
Korektor pod oczy uważam za najważniejszy kosmetyk do makijażu w mojej kosmetyczce. Po jego użyciu twarz wygląda lepiej - bardziej wypoczęta i promienna. Często mam zasinione okolice pod oczami, więc szukam produktu, który jako tako by je zakrył, a jednocześnie nie był zbyt ciężki. Od dłuższego czasu używam korektora Maybelline Affinitone w kolorze 02 Natural, a jeszcze ani razu o nim nie wspomniałam. Dzisiaj nadszedł ten moment, więc zapraszam Was do zapoznania się z tym, co oferuje nam ten korektor. :)
Producent obiecuje, że korektor będzie utrzymywał się na twarzy przez wiele godzin, idealnie zakryje cienie pod oczami oraz nie zatka porów. Opakowanie klasyczne dla korektorów, zawiera 7,5 ml produktu i posiada gąbeczkę służącą do aplikacji, która nie nabiera zbyt dużo produktu ani nie drapie. :)
Mój odcień to 02 Natural i na zdjęciu oraz na ręce lekko wpada w różowe tony, aczkolwiek na twarzy już tego nie widać, kolor ładnie się wtapia w cerę. Bardzo często kupowany jest kolor 01 Nude Beige, który jest bardzo jasny i wpada w żółty (KLIK - tutaj możecie znaleźć swatche). Dla mnie byłby to zdecydowanie za jasny korektor, ale wiem, że wiele osób pewnie ta informacja zainteresuje :)
Konsystencja jest świetna - kremowa, ale w żadnym wypadku ciężka. Korektor dobrze wklepuje się palcami pod oczy, gdzie nie waży się, nie wchodzi w zmarszczki. Nie robi żadnych plam ani nie ciemnieje po aplikacji. Nie wysusza wrażliwej okolicy pod oczami. :) Jego krycie określiłabym jako średnie - dla mnie jest zdecydowanie wystarczające, aczkolwiek nie jest ono 100%. Przynajmniej wszystko wygląda naturalnie :D Nie używam go na niedoskonałości, bo od tego mam inny korektor (kamuflaż Catrice ^^), aczkolwiek czasami nakładam go odrobinę na policzki i nos (aby lekko zredukować zaczerwienienie, gdy nie chcę nakładać żadnego podkładu) i też sprawdza się naprawdę dobrze. :)
Porównanie koloru korektora Maybelline z innymi, które mam przy sobie :)
W sumie ciężko powiedzieć, ile się utrzymuje na skórze, ale te kilka godzin na pewno. :) Nie schodzi plamami, więc nawet jeśli znika to robi to bardzo dyskretnie.
Marka Maybelline wypuściła na nasz rynek 4 odcienie, więc nie powinno być problemu z wyborem tego jednego :) Większość drogerii posiada szafę tej firmy, a więc i dostępność nie stanowi problemu. Kosztuje około 25 zł, ale zaopatruję się w niego zawsze podczas wszelkich promocji na kosmetyki do makijażu. Aktualnie używam chyba trzeciego opakowania i to raczej nie będzie moje ostatnie (chociaż ostatnio spróbowałam Eveline i jestem pod wrażeniem :D).
Próbowałyście jakiegoś produktu z tej serii? Słyszałam wiele dobrego o podkładzie. :)
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)

czwartek, 4 sierpnia 2016

Ciastkowe zabezpieczenie włosów - Balea Professional Oil Repair :)

Cześć wszystkim! :) 
Seria Balea do włosów z olejkiem arganowym nie wywołała u mnie zbyt dużego zachwytu - zarówno szampon i odżywka były w porządku, ale nie sprawdziły się na tyle rewelacyjnie, żebym szukała ich po sklepach internetowych. :P W skład tej serii wchodzi też olejek do włosów, o którym dzisiaj chciałabym napisać kilka słów. :)
Olejek Balea kupujemy w plastikowym opakowaniu o pojemności 100 ml - całkiem sporo i przeczuwam, że wystarczy mi to na baaaaaaardzo długo. :D Opakowanie posiada pompkę, która niestety nie jest w żaden sposób zabezpieczona - nie ma żadnego korka ani nic w tym rodzaju, więc przewożenie takiego produktu jest stosunkowo trudne jeśli nie chcemy, żeby się coś wylało.
Konsystencja jak na olejek przystało - oleista :D Jest to dość gęsty i ma przyjemny, ciasteczkowy zapach, który zostaje na włosach.
Patrząc na skład łatwo dojść do wniosku, że na pewno nie jest to olejek regenerujący jak twierdzi producent. W składzie pierwsze miejsca zajmują silikony, następnie olej z nasion słonecznika, znów silikon, tym razem lekki, znów olej z nasion słonecznika, następnie tytułowy olej arganowy, a na samym końcu substancje zapachowe. Na pewno z tym składem nie zregenerujemy włosów, ale jest to idealny skład dla produktu, który miałby zabezpieczać końcówki i właśnie w tym celu go używam. :)
Po każdym myciu włosów wyciskam około pompki na dłoń i wciskam produkt we włosy zaczynając od dołu. :) Nakładam go mniej więcej do żuchwy ewentualnie ucha. Włosy po zastosowaniu olejku są ładnie wygładzone, pachną i wyglądają po prostu lepiej dzięki silikonom w składzie. Są elastyczne i sprężyste, nie doświadczycie efektu tłustych końcówek. :) Produkt dobrze zabezpiecza włosy i w tej roli spisuje się celująco. :)
Warto zwrócić uwagę na to, że opakowanie jest przezroczyste, co sprawia, iż łatwo kontrolować upływ produktu. Jeśli chodzi o wydajność to jak sami możecie się domyślić jest świetna.
Olejek Balea możecie kupić stacjonarnie w drogeriach DM za 2.95 Euro. :) W polskich sklepach internetowych cena waha się w granicach 20 zł. 
Ja bardzo polubiłam ten produkt szczególnie ze względu na zapach, który jest boski! Zwróćcie tez uwagę na małe drobinki brokatu, które możecie znaleźć na pompce. :D
Używałyście kiedyś coś z tej serii? Jakie były Wasze wrażenia? :)
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Krem do cery z niedoskonałościami Bioliq Dermo - pokona Tołpę?

Cześć wszystkim! :)
W ostatnim poście obiecałam, że niedługo napiszę coś więcej o kremie regenerującym na noc dla cery z niedoskonałościami firmy Bioliq z serii Dermo. Dzisiaj nadszedł ten dzień, ale zanim do tego przejdziemy chciałabym tylko wspomnieć o tym, o czym przez ostatnie kilka dni żyła cała Polska i świat, a mianowicie - Światowe Dni Młodzieży. Sama nie pojechałam do Krakowa na główne obchody, aczkolwiek w moim rodzinnym mieście zorganizowane zostało czuwanie z papieżem Franciszkiem w sobotnie popołudnie oraz wieczór. Nie wspominałabym o tym gdyby nie fakt, że razem ze wspólnotą, do której należę, zostaliśmy włączeni do organizacji całego przedsięwzięcia. Zajmowaliśmy się stroną muzyczną, czyli śpiewaliśmy hymn, koronkę oraz litanię, a oprócz tego jeszcze kilka innych religijnych piosenek, które idealnie nadawały się do tańczenia. :D O 19:30 wszyscy obecni na stadionie Stali zasiedliśmy przed telebimem i obejrzeliśmy relację z Krakowa. Potem tylko Apel Jasnogórski, jeszcze raz odtańczona belgijka oraz hymn i pożegnanie. Świetnie spędziłam sobotnie popołudnie i chętnie powtórzyłabym to drugi raz. :D Gdyby ktoś był chętny na obejrzenie fotorelacji to zapraszam TUTAJ. :)
P.S Jako wspólnota mamy również własnego fanpage'a na FB :D
Po tym wstępie zapraszam Was już do właściwej części tego wpisu, czyli recenzji :) 
Krem Bioliq kupujemy w kartoniku, w środku którego znajduje się matowa tubka zamykana za pomocą nakrętki z niewielkim otworem dozującym odpowiednią ilość produktu (oczywiście po naciśnięciu tubki :D). Na tubce znajdziemy informacje o tym, co krem ma robić, dla kogo jest przeznaczony oraz w jaki sposób go stosować. Informacje są zarówno w języku polskim jak i angielskim. :)
Producent obiecuje niewiele, w sumie "tylko" dwie rzeczy - ograniczenie powstawania zmian trądzikowych oraz redukcję widocznych zmian. Oprócz tego krem zawiera ekstrakt z białej herbaty, który ma zapobiegać powstawaniu zaskórników oraz działać kojąco i łagodząco. Cera rano powinna być świeża, wypoczęta i gotowa do działania. A jak to ma się w rzeczywistości?
Od razu zaznaczę, że nie mam nie wiadomo jakich problemów z trądzikiem. Ot, na czole coś jest, a reszta to zależy od dnia w miesiącu. :P Aczkolwiek krem skusił mnie swoją lekką, żelową konsystencją oraz obietnicą ograniczenia powstawania zmian i zaskórników. Po miesiącu używania go stwierdzam, że był to bardzo dobry wybór. Krem dobrze nawilża skórę, rano po przebudzeniu cera jest gładka i przyjemna w dotyku. W żaden sposób mi nie zaszkodził - nie zapchał mnie, nie uczulił ani nic z tych rzeczy. Aczkolwiek muszę zaznaczyć, że niewiele zmieniło się jeśli chodzi o ogólną kondycję skóry - może z lekka się uspokoiło, ale nic szczególnego, więc jeśli ktoś liczy na redukcję widocznych zmian to się przeliczy. :D Bioliq to bardzo fajny krem na noc, który dobrze nawilży cerę mieszaną nie robiąc z twarzy wielkiej, świecącej się gwiazdy. :D Wchłania się stosunkowo szybko, ale nie używam go na dzień, więc nie mam pojęcia jakby się sprawdził pod makijaż (choć w sumie w końcu to krem NA NOC! :D).
Zapachu jako takiego nie ma, świeży, ale nie rzuca się "w nos". :D
Jak za cenę 11 zł (za tyle udało mi się kupić go na promocji w Super-Pharm) to jest to naprawdę dobry krem, który mogę polecić mało wymagającym osobom. :) Oprócz Super-Pharmu myślę, że dostaniecie ten krem również w aptekach i zapłacicie za niego raczej nie więcej niż 20 zł. ;)

Wydaje mi się, że swego czasu firma Bioliq była dość popularna  w blogosferze. Co używałyście z tej firmy? Byłyście zadowolone? :)
Pozdrawiam, 
Fabryczna :D

Etykiety

-40% -49% #100happydays 20 twarzy... AA akcja Alterra Alverde ankieta astor Avon Babydream Balea bardzo dobry Bath&Body Works baza pod cienie baza pod makijaż baza pod tusz BeautyBlender Bell Benefit Biedronka Bielenda Biolaven Organic Bioliq Biotanic bitwa Blistex blogerka kosmetyczna błyszczyki Boti Bourjois Boże Narodzenie bubel bzdety CandA Carmex Catrice Cetaphil cienie do powiek cień w kremie Cleanic Color Tattoo coś innego Czas Żniw Cztery Pory roku Czytelniczy zakamarek książkowy debiut demakijaż denko Dermika deser dłonie DM Dove dwufazowiec dzieciństwo Dzień babci i dziadka Dzień Dziecka ekobieca ekstrakt z banana emulsja Epikbox Essence Eveline Evree Facebook Farmona FC Bayern film filmiki Fusswohl Garnier gazetka gąbeczka do makijażu genialny Gliceryna Golden Rose Green Pharmacy Hakuro HandM Healthy Mix hebe hydrolizat keratyny Hypoallergenic idealny na lato informacja Inglot inne inne blogi Isana jedzenie Joannna John Green Joko kakao Kamill kamuflaż kino Kobo kolorówka korektor kosmetyczka kotek kredka do ust krem do rąk krem do stóp krem do twarzy krem pod oczy krzywe paznokcie lepiej nie patrzeć książka książka czy film kultura KWC L'biotica l'oreal lakier do paznokci Lirene lista Lovely małe co nieco małe informacje Manhattan Marion maseczka masełka maska maska własnej roboty masło maxfactor Maybelline mgiełki Mikołajki mini-recenzje minti shop. Zoeva Miss Selene Miss Sporty Mizon mleczko pszczele Montagne Jeunesse mój pierwszy raz mus do ciała muzyka My Secret nagrody najlepsi z najlepszych Nakręćmy się na wiosnę Natura Natura Siberica nic Niebanalne podsumowanie Nivea nowa kolekcja nowe książki nowy wygląd o mnie odkrycie roku odżywka odżywka do rzęs odżywka w sprayu olejek olejek do włosów ołtfit Organic Shop Organique Oriflame Original Source Orly Orsay OSZUSTKA P2 Pantene paznokcie Paznokciowy Team peeling Pepco Perfecta pędzle pianka do mycia ciała piaskowy pielęgnacja pielęgnacja twarzy pielęgnacja włosów Pierre Rene Pilomax płyn micelarny po raz drugi Podaruj Paczkę podkład podsumowanie pomadka porównanie postanowienie powitanie Poznaj Fabryczną! prawie debiut prezent promocja promocje przesyłki puder recenzja recenzja książki rimmel Rival de Loop Rossmann rozdanie rozświetlacz różne sally hansen Samantha Shannon saszetka Schauma Sekret Urody Sensique Serum siemię lniane słodycze Soraya stopy Super-Pharm Synergen szablon szampon szminka Święta Tag taka radość że hoho tanie a dobre The Body Shop The Sims 4 The Versatile Blogger Tkmaxx Tołpa ToniandGuy tonik tort tusz do rzęs Tutti Frutti twarz ubrania ulubieńcy roku ulubiona książka ulubione blogi ulubiony produkt Under20 urodziny Wet N Wild Wibo włosowe zdjęcia włosy wow zdążyłam na czas wszystko co lubię wycofywane produkty wygrana wyniki wysuszacz do paznokci/lakieru wyzwanie wzorek Yoskine YouTube Yves Rocher z życia wzięte zabawy zakupy zapowiedź zdobienie Ziaja Zoeva żel do mycia twarzy żel pod prysznic życzenia
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka