wtorek, 28 lipca 2015

Czytelniczy zakamarek książkowy - jedna, wielka, duża MIŁOŚĆ do....?

Heeej! :)) 
Sprowadziłem cię z powrotem ponieważ bez ciebie nie potrafiłbym znaleźć siły do walki.
Autor: Samantha Shannon 
Liczba stron: 520
Data premiery: 6 listopada 2013
Seria: The Bone Season #1 (Czas Żniw #1)
Tytuł: Czas Żniw  
Źródło
Jeszcze zanim przystąpię do właściwej recenzji, bo aż kipię z podekscytowania --> TA KSIĄŻKA JEST GENIALNA. 
Zarys fabuły
Akcja książki dzieje się w dość niedalekiej przyszłości - rok 2059, Londyn, miasto wypełnione jasnowidzami, widzącymi, śniącymi oraz ślepcami, czyli zwykłymi ludźmi (coś a'la mugole z HP). Główna bohaterka, 19-letnia Paige Mahoney jest jednym z najrzadziej występującym typem jasnowidzów - śniącym wędrowcem. Dziewczyna pracuje dla Jaxona Halla w kryminalnym podziemiu (jasnowidztwo traktowane jest jak choroba i takie osoby skazywane są na śmierć) Sajon Londyn zw. SajLo, czyli należy do Siedmiu Pieczęci, gangu jasnowidzów. Jej praca polega na włamywaniu się do ludzkich umysłów, by uzyskać różne informacje. Pewnego dnia trafia do kolonii karnej Oksford, która jest od ponad dwustu lat utrzymywana w tajemnicy. Opiekunem i mentorem Paige zostaje tajemniczy Naczelnik - narzeczony głównej władczyni obozu Nashiry. Dziewczyna chce uciec z Oksfordu i wrócić do swoich przyjaciół, ale czy jej się to uda? Jak wielką cenę będzie musiała zapłacić za wolność? 
 
- Próbuję ci pomóc.
- Niech cię piekło pochłonie.
- Ja już istnieję na poziomie piekła.
- Istniej na tym, który jest jak najdalej od mojego.

Kwestie techniczne
Okładka jest wprost genialna, cudowna i kapitalna. Nie dość, że niebieska to jeszcze z czerwonym grzbietem. Ale bardziej od okładki oczarowało mnie coś innego - słowniczek w środku książki, który zawiera wszystkie obcobrzmiące terminy, które warto sobie przyswoić podczas lektury książki. :) Do tego w środku znajdujemy też mapkę kolonii karnej oraz rozpiskę wszystkich kategorii jasnowidztwa, więc mamy mini-encyklopedię. :)) 

- Dziękuję Ci.
- Nie musisz mi dziękować za swoją wolność. Masz do niej prawo.
- Ty również.
- To Ty dałaś mi wolność Paige. Zajęło mi dwadzieścia lat, żeby odzyskać siły i spróbować o nią zawalczyć. Tobie i tylko tobie to zawdzięczam.
Opinia Ma
Ach, ach, ach, co to jest za książka! Ostatni tak mocny kac książkowy miałam po Władcy Pierścieni. Ta pozycja jest wprost genialna i sama nie mogę uwierzyć w to, że autorka tego cuda ma ZALEDWIE 24 lata. W czym tkwi fenomen tego cyklu? Mnie osobiście urzekł sam świat, który został wykreowany wręcz idealnie, wszystko jest dopracowane, autorka stworzyła własne słownictwo, własną hierarchię, własny świat oraz język Refaitów, który niestety został wykorzystany tylko w JEDNYM dialogu. :(
A wiecie co jest jeszcze lepsze? Że w końcu główna bohaterka dystopii nie jest ciepłą kluchą, tylko stara się walczyć, ma własne zdanie, a nie powtarza w kółko "ojejejej, jestem taka biedna, ojejej, jestem taka zdolna, ale nic nie mogę, bo się boję". Postać Jaxona Halla na początku wydawała mi się dość normalna, ale dopiero wgłębiając się w utwór widać, że bohater ten jest również dość złożony i ukrywa różne rzeczy oraz nie zawsze to "miły i uczynny pracodawca". Dorzućmy do tego szokującą tajemnicę Nicka oraz barwne postacie innych znajomych z Siedmiu Pieczęci plus poznani ludzie w kolonii karnej Szeol. Ale moją najnajnajnajlepsiejszą postacią został Naczelnik - Arcturus Mesarthim, opiekun Paige. Ten Refaita to jeden z najlepszych męskich bohaterów, jaki kiedykolwiek powstał. Przy każdej scenie z nim mój umysł próbował go sobie wyobrazić, delektowałam się każdym dialogiem, każdym słowem, ach... Po prostu się zakochałam. :D Lub inaczej mówiąc - woooow. :D I jeszcze ostatnia rzecz, która spodobała mi się bardzo, bardzo w stylu Shannon - wątek miłosny (chyba już się domyślacie między kim a kim...) jest tak delikatny, tak nienachalny, że to aż niemożliwe w powieści dla młodzieży. Nigdzie nie jest wprost powiedziane "Kocham Cię", ale to czuć. Czuć, widać, słychać... Takie wątki miłosne to ja rozumiem! 
Podsumowując
GE-NIA-LNE. Po prostu genialne. Nic dodać, nic ująć, nie mam do czego się przyczepić. Od razu po przeczytaniu wiedziałam, że chcę jeszcze i jak tylko wróciłam z Teneryfy zamówiłam część drugą. Teraz boję się ją zaczynać, bo nie wiadomo, kiedy będzie następna część (łącznie ma być ich 7), a ja długo nie wytrzymam. GORRRĄCO POLECAM!
 
Ten poranek płonął, moja kochana,
Gdy obudził nas październikowy świt,
Ogień łąkę trawił, jasną i słodką,
O, duchu doliny, przyjdź!
Stoję w popiołach, tam gdzie ty się błąkasz,
Gdzie Irlandia czeka wciąż na powrót twój.
Widziałem, skarbie, ten płomień na niebie
Gdy jesienny, gorzki ranek ku nam szedł.
Dym posiadł zachłannie łąkę miodową.
Południco, słuchaj mnie!
Czekam na ciebie przy zranionym drzewie,
Nad morzem serce Irlandii broczy krwią.
Pozdrawiam, 
zauroczona Naczelnikiem Fabryczna :D
P.S Podoba Wam się taka forma? ;) 
Wszystkie cytaty pochodzą z książki "Czas Żniw". 

sobota, 25 lipca 2015

Jagodowe chmury na niebieskim tle - Golden Rose Rich Color :)

Heeej! :))
Uff, chyba nareszcie mogę liczyć na spokojny wieczór po równie niespokojnym dniu. Od samego rana nękają mnie burze - jedna przetoczyła się rano,a druga po południu. Dobrze, że jednak wczoraj zrobiłam te zdjęcia, bo bym się dzisiaj zdziwiła. :D 
Macie coś przeciwko, gdybym na blogu wprowadziła więcej książek? Ostatnio skończyłam 3 naprawdę interesujące pozycje (w tym jedna to po prostu mistrzostwo świata, recenzja już gotowa, będzie po weekendzie) i muszę się z Wami nimi podzielić (więc wychodzi na to, że i tak zrobię po swojemu :D).
A dzisiaj możecie poczytać o dwóch lakierowych odkryciach, czyli Golden Rose Rich Color. :)
Lakiery standardowo mieszczą się w szklanych buteleczkach po 10,5 ml każdy. Do tego srebrne nakrętki, na których zostają paluchy - tak wygląda każde opakowanie lakierów z serii Rich Color. Proste, ładne, nie ma co się rozwodzić za szczególnie nad nimi. :D
Pędzelek jest szeroki, dzięki czemu nakładanie lakieru to sama przyjemność - przy mojej płytce wystarcza jedno do dwóch pociągnięć. ;) To chyba dlatego uwielbiam tę serię Golden Rose - ta niebywała łatwość w nakładaniu lakieru jest świetna. A potem ciężko jest mi się przestawić na inne rodzaje pędzelków. :D 
Zdecydowanie moim ulubieńcem jeśli chodzi o kolor został nr 14, czyli piękna, ciemna jagoda. To odcień dość elegancki i okropnie mi się podoba. Idealnie kryje po dwóch warstwach, w przeciwieństwie do swojego błękitnego kolegi o numerze 68, który potrzebuje nawet 3 warstw, ale nie zawsze. ;) Ich wspólnymi cechami na pewno jest to, że schną wręcz w trybie ekspresowym, nie zostawiają smug ani nie robią innych brzydkich rzeczy. Wydaje mi się, że jagoda będzie delikatnie barwiła paznokcie, bo już raz musiałam jeden paznokieć zmyć i płytka została lekko jagodowa.
Na zdjęciach lakier został dodatkowo pokryty Insta-Dri od Sally Hansen, o którym też będę szykować post, bo to genialny top coat, któremu czasami coś się przytrafia, ale i tak jest godny polecenia :))
Lakier na paznokciach u rąk trzyma mi się od środy, czyli mija czwarty dzień i do tej pory jest w stanie idealnym, ale nie zdziwię się, jeśli to zasługa Insta-Dri, bo już nieraz się o tym przekonałam. :)
Numer 68 otrzymałam od Frambuesy w paczce z jednej z akcji blogowych,a  nr 14 nawet nie wiem, skąd się wziął - krótka pamięć. :D Lakiery z Golden Rose to koszt około 6 zł za buteleczkę świetnej jakości produktu. To jedne z moich ulubionych lakierów i cieszę się, że u siebie w mieście mam miejsce, gdzie mogę je bez problemu dostać w normalnej cenie. ^^

Znacie lakiery z tej serii? Jakie kolory najbardziej lubicie? :)
Pozdrawiam,
Fabryczna :))
P.S Jak po losowaniu grup na eliminacje MŚ w Rosji? Jesteście zadowolone czy może średnio Wam się to widzi? Która grupa z Europy będzie najciekawsza? :D

piątek, 10 lipca 2015

Czytelniczy zakamarek książkowy - jak to się stało, że spodobał mi się wątek romansu w książce?!

Hej! :))
Pamiętacie Wasz pierwszy w życiu kryminał? Jakie Wam uczucie towarzyszyło podczas czytania? U nie było to początkowe podekscytowanie, ale po kilkunastu stronach poczułam się mocno zniechęcona - nie działo się nic szczególnego... Pytałam samą siebie: "Jak to się stało?! To przecież Jo Nesbo, to nie może być złe!". Czy tak się stało? Czy to słaba książka, kolejna z wielu?
Zarys fabuły ---> W Oslo znajduje się jedno z najlepiej strzeżonych więzień zwane Państwem, którym zajmuje się m.in. wicedyrektor Arild Franck. Przebywa tam wielokrotny morderca Sonny Lofthus, który, jeśli wierząc pogłoskom chodzącym po okolicy, przyznaje się do zbrodni popełnionych przez innych. Problemy zaczęły się po śmierci ojca policjanta będącego prawdopodobnie kretem. Pewnego dnia uzależniony od narkotyków chłopak dowiaduje się zupełnie inne wersji zdarzeń o śmierci jego ojca. Co to zmieni w zachowaniu Sonny'ego? Czy będzie chciał się dowiedzieć prawdy? A może postanowi się zemścić? Ale w takim razie na kim? Przecież z Państwa wyjścia nie ma!
Przyznam się szczerze i bez bicia - książka na samym początku WCALE mnie nie wciągnęła. To było nudne jak flaki z olejem, ciągnęło się niemiłosiernie. Lecz, gdy tylko dotarłam do zakończenia części pierwszej to poczułam, że muszę, koniecznie muszę jak najszybciej zabrać się za kolejną część i następną...MUSIAŁAM dowiedzieć się, co dalej zrobi główny bohater (a może bohaterowie? Postać Simona Keffasa, policjanta zbliżającego się do emerytury, jest równie ważna). I takim sposobem mijały kolejne strony aż ujrzałam numer 428, czyli koniec.
Nie wiem, czy to nie dziwne, ale bardzo polubiłam postać Sonny'ego Lofthusa. Z jednej strony morderca, ale z drugiej...Nie, nie mogę Wam tego napisać, bo za bardzo zdradzę fabułę. Jeśli przeczytać tę pozycję to chyba zrozumiecie o co mi chodzi. W niewielu książkach o tematyce innej niż miłość itd. tak bardzo podoba mi się wątek romantyczny! W tym utworze jest on delikatny, subtelny, ale piękny. Genialny po prostu, rozpływałam się przy nim! :D 
W książce jest sporo różnych bohaterów - niektórzy nie odgrywają w zasadzie żadnej roli, ale bez nich nie wyobrażam sobie pewnych fragmentów i mam tutaj na myśli pewnego chłopca. W kryminale Nesbo nie zabrakło również miejsca dla postaci żeńskich. Bardzo polubiłam Marthę, a postać młodej policjantki Kari bardzo mocno zaskoczyła mnie na samym końcu powieści, czyli w zasadzie w momencie, kiedy się tego nie spodziewałam. WOW!

Werdykt? GENIALNA książka i do tego pięknie wydana - czego chcieć więcej? I ten cytat na okładce: Winni będą sądzić niewinnych tak idealnie pasujący do treści. Z całego serca polecam Wam tę pozycję, nawet jeśli nigdy nie sięgaliście po kryminały. :))

Pozdrawiam, 
Fabryczna :)
P.S Jakie znacie jeszcze dobre książki Jo Nesbo? "Syn" mi bardzo przypadł do gustu! :)
P.S2 Aktualnie staram się nabrać koloru na Teneryfie, więc na wszelkie pytania itd. odpowiem po moim powrocie planowanym na noc 18 z 19 lipca.  Do zobaczenia! :D

niedziela, 5 lipca 2015

Nowości w mojej kosmetyczce + wersja mówiona lub jak wolicie, mój nowy filmik! :))

Heeej :)
Dzisiaj wyjątkowo skromne zakupy zaprezentuję Wam na blogu. Jakieś 2-3 tygodnie temu w Naturze pojawiła się kolejna promocja -40% na kolorówkę. Nie byłabym sobą, gdybym nie skusiła się na kilka rzeczy. :D  
 Przede wszystkim poszłam po cienie Kobo, ale wpierw chwyciłam za paletkę na 4 wkłady z lusterkiem (regularna cena 9,99), bo była bardzo tania, a wyglądała na porządną. Z cieni wybrałam dwa - 117 Cafe Latte fajnie wyglądający w załamaniu oraz Golden Rose, który jest po prostu piękny! Nie miałam jeszcze okazji go używać, ale na ręku robi wrażenie. :)) Później dokupiłam, coś czego nie ma na zdjęciu, czyli kolor Pale Peach, który ładnie wygląda latem na powiece. :))
 Skusiłam się też na moją pierwsza w życiu POWAŻNĄ kredkę, czyli longlasting eye pencil od Essence w kolorze Hot Chocolate. Kolor, gdy próbowałam nią rysować kreskę, pasuje idealnie, ale moje umiejętności pozostawiają sporo do życzenia. :D Z tej samej firmy kupiłam również konturówkę do ust o numerze 11 Wish me a rose, która przy pierwszym użyciu lekko nadłamałam (jestem zbyt silna haha :D). Ostatnią rzeczą, jaka znajduje się na tym zdjęciu jest lakier My Secret Nail art w kolorze Blue mist, który to nakładamy na inny lakier bazowy. Jest piękny i niebieski. <3 

Hmm.... Jeśli myślicie, że to koniec to niestety nie. :D Jeśli chcecie zobaczyć co jeszcze kupiłam w Naturze i nie tylko (są również ubrania! I książki! :D) to serdecznie zapraszam do obejrzenia nowego filmiku. :) 

Jak przy poprzednim filmiku proszę Was o porady/rady/opinie na temat tego, co nakręciłam. Mam nadzieję, że teraz jest lepiej (mówię głośniej, jej!). Niestety, nie udało mi się go skrócić (choć początkowo miał 21 minut! :D), ale mam nadzieję, że dacie radę. Dziękuję za wszystkie poprzednie opinie! :* 

Pozdrawiam, 
Fabryczna :))
P.S Aktualnie staram się nabrać koloru na Teneryfie, więc na wszelkie pytania itd. odpowiem po moim powrocie planowanym na noc 18 z 19 lipca.  Do zobaczenia! :D

czwartek, 2 lipca 2015

Podkład znowu powchodził w pory? Nie tym razem!

Cześć :)
Wśród tego całego zamieszania z pakowaniem wakacyjnym znalazłam trochę czasu na napisanie tego i kolejnych postów, aby na tym blogu nie wiało nudą przez dwa tygodnie. Nie wspominałam Wam chyba tego, ale w sobotę z samego rana wyjeżdżam na lotnisko w Modlinie, a stamtąd wyruszamy prosto na gorącą Teneryfę. :) 5 godzin w samolocie! Nie wiem, jak ja to przetrzymam. :D Liczę na to, że będzie warto. Chcecie fotorelację po powrocie? :) 
Przechodząc do tej właściwej części...Osoby z rozszerzonymi porami na pewno znają ten ból, gdy podkład jest praktycznie idealny, kolor świetnie pasuje i generalnie super hiper, a na przeszkodzie stoją Wam ONE. Duże, małe, bez makijażu średnio widoczne, ale po nałożeniu podkładu magicznie się aktywują jak po wciśnięciu jakiegoś pilota. Czy jest na to sposób? Ano jest. Na dodatek niedrogi - Bell Hypoallergenic baza wygładzająco-matująca pod makijaż. 
Nazwa nie brzmi Wam znajomo? Nic dziwnego. Krótko przed -49% promocją w Rossmannie w placówkach tej sieci pojawiły się nowe szafy nie standardowego Bell, a nowego z dodatkowym członem "Hypoallergenic". Wydaje mi się, że asortyment jest dość podobny do starego Bell, choć zostały wprowadzone pewne zmiany. Dziewczyny na wizażowym wątku podczas tej dużej przeceny bardzo zachwalały bazy z tej firmy. Za "różową", czyli wygładzająco-matującą trochę się nabiegałam, ale w końcu udało mi się ją dorwać. ^^
Design całej serii bardzo mi się podoba - jest prosto i ładnie, czyli tak jak powinno być. Opakowanie jest plastikowe (lżejsza niż szklane!) z czarną pompką, co ułatwia aplikację produktu.
Zapach ciężko mi określić, zresztą jak zwykle. :D Przypomina mi on krem, ale nie jest to zapach kremu Nivea czy Dove. Z dodatkiem czegoś lekko perfumowanego. Jeśli znajdziecie gdzieś testery, to powąchajcie (najlepsza rada). :D W każdym razie jest przyjemny i nie przeszkadza, i nie utrudnia życia. :)
Na całą twarz najczęściej nakładałam 1 lub 1,5 pompki i dla mnie była to wystarczająca ilość. Po nałożeniu produktu już w czasie dotykania twarzy można wyczuć obiecane wygładzenie. Wszelkie nierówności czy powiększone pory zostają wypełnione i spokojnie mogę nakładać podkład bez obawy, że w moich pięknych "kraterach" zbierze się nadmiar produktu. Niewiarygodny komfort, który docenią osoby z podobnymi problemami. Co do obiecanego matu... Ja go za szczególnie nie widzę szczerze mówiąc. Efekt uaktywnia się dopiero po nałożeniu czegoś kolorowego na twarz, ale mat zapewniony jest minimalnie na dłużej niż bez bazy, więc tutaj różnicy nie ma.
Czy baza wysusza, podkreśla suche skórki ecetera? Nie, nie i jeszcze raz nie! To na pewno komfortowa baza, która w zasadzie może być używana nawet przez osoby ze skórą skłonną do przesuszeń. Nie czuję żadnego ściągnięcia ani nie zapycha porów, lecz muszę zaznaczyć, że nie używam jej codziennie tylko max. 2 razy w tygodniu lub nawet rzadziej. Zapomniałam jeszcze o czymś? Ach tak! Przedłuża trwałość makijażu. :)
Za 30 ml bazy zapłacimy około 25 zł w cenie regularnej, więc to chyba nie jest dużo. :) Możecie ją zakupić na pewno w Rossmannach, ale pamiętajcie, że nie we wszystkich znajduje się ta szafa. :)
Jaki jest mój oficjalny werdykt? BARDZO, BARDZO dobry. Mimo, że baza nie matuje za szczególnie (a w zasadzie to tyle, co nic) to zyskała moją sympatię dobrym ukrywaniem porów.

A Wy czego używacie, aby wasze pory były jak najmniej widoczne? A może je po prostu zaakceptowałyście? :) 

Pozdrawiam po raz ostatni przedwyjazdowo, 
Fabryczna :D
P.S Myślę, że gdy mnie nie będzie pojawi się kolejny filmik, tym razem z zakupami, jakie poczyniłam ostatnio. Wzięłam sobie do serca Wasze rady i jest jakieś tysiąc razy głośniej, a do tego zmieniłam kadr i chyba mniej macham (choć i tak to robię, ale w mniejszym stopniu :D). Nie zmieniła się tylko długość, ale może jeszcze coś da się wyciąć albo podzielę go na dwie części. :D Gaduła ze mnie chyba. :D

Etykiety

-40% -49% #100happydays 20 twarzy... AA akcja Alterra Alverde ankieta astor Avon Babydream Balea bardzo dobry Bath&Body Works baza pod cienie baza pod makijaż baza pod tusz BeautyBlender Bell Benefit Biedronka Bielenda Biolaven Organic Bioliq Biotanic bitwa Blistex blogerka kosmetyczna błyszczyki Boti Bourjois Boże Narodzenie bubel bzdety CandA Carmex Catrice Cetaphil cienie do powiek cień w kremie Cleanic Color Tattoo coś innego Czas Żniw Cztery Pory roku Czytelniczy zakamarek książkowy debiut demakijaż denko Dermika deser dłonie DM Dove dwufazowiec dzieciństwo Dzień babci i dziadka Dzień Dziecka ekobieca ekstrakt z banana emulsja Epikbox Essence Eveline Evree Facebook Farmona FC Bayern film filmiki Fusswohl Garnier gazetka gąbeczka do makijażu genialny Gliceryna Golden Rose Green Pharmacy Hakuro HandM Healthy Mix hebe hydrolizat keratyny Hypoallergenic idealny na lato informacja Inglot inne inne blogi Isana jedzenie Joannna John Green Joko kakao Kamill kamuflaż kino Kobo kolorówka korektor kosmetyczka kotek kredka do ust krem do rąk krem do stóp krem do twarzy krem pod oczy krzywe paznokcie lepiej nie patrzeć książka książka czy film kultura KWC L'biotica l'oreal lakier do paznokci Lirene lista Lovely małe co nieco małe informacje Manhattan Marion maseczka masełka maska maska własnej roboty masło maxfactor Maybelline mgiełki Mikołajki mini-recenzje minti shop. Zoeva Miss Selene Miss Sporty Mizon mleczko pszczele Montagne Jeunesse mój pierwszy raz mus do ciała muzyka My Secret nagrody najlepsi z najlepszych Nakręćmy się na wiosnę Natura Natura Siberica nic Niebanalne podsumowanie Nivea nowa kolekcja nowe książki nowy wygląd o mnie odkrycie roku odżywka odżywka do rzęs odżywka w sprayu olejek olejek do włosów ołtfit Organic Shop Organique Oriflame Original Source Orly Orsay OSZUSTKA P2 Pantene paznokcie Paznokciowy Team peeling Pepco Perfecta pędzle pianka do mycia ciała piaskowy pielęgnacja pielęgnacja twarzy pielęgnacja włosów Pierre Rene Pilomax płyn micelarny po raz drugi Podaruj Paczkę podkład podsumowanie pomadka porównanie postanowienie powitanie Poznaj Fabryczną! prawie debiut prezent promocja promocje przesyłki puder recenzja recenzja książki rimmel Rival de Loop Rossmann rozdanie rozświetlacz różne sally hansen Samantha Shannon saszetka Schauma Sekret Urody Sensique Serum siemię lniane słodycze Soraya stopy Super-Pharm Synergen szablon szampon szminka Święta Tag taka radość że hoho tanie a dobre The Body Shop The Sims 4 The Versatile Blogger Tkmaxx Tołpa ToniandGuy tonik tort tusz do rzęs Tutti Frutti twarz ubrania ulubieńcy roku ulubiona książka ulubione blogi ulubiony produkt Under20 urodziny Wet N Wild Wibo włosowe zdjęcia włosy wow zdążyłam na czas wszystko co lubię wycofywane produkty wygrana wyniki wysuszacz do paznokci/lakieru wyzwanie wzorek Yoskine YouTube Yves Rocher z życia wzięte zabawy zakupy zapowiedź zdobienie Ziaja Zoeva żel do mycia twarzy żel pod prysznic życzenia
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka