niedziela, 29 marca 2015

Klątwa zmieniania skladu dosięgnęła i mnie.

Hej :))
Ten tydzień mogę zaliczyć do udanych - projekt z WOSu został przyjęty przez klasę lepiej niż myślałam. Było kilka zabawnych przejęzyczeń, ale to tylko wpłynęło na korzyść całego wystąpienia. Po tym doświadczeniu doceniam jeszcze bardziej osoby występujące w kabarecie - ciężko było mi się nie roześmiać w pewnych momentach mojej pracy... :D
Natomiast wczorajszy dzień (w zasadzie to cały weekend :D) był trochę dziwny, bo przywykłam, że zazwyczaj w sobotę oglądałam mecze ligowe, a tutaj nic, pusto. Dzisiaj mecze reprezantacyjne, więc w końcu będzie się coś dziać w piłce nożnej (bo w siatkówce teraz się dzieje, oj dzieje... Kibicowałam Skrze dzisiaj, ale cóż... nie udało się).
Skoro już doszliśmy do tematu zmian (tak zwinnie próbuję przejść do meritum :D)... Niestety klątwa, która prześladuje większość z Was dosięgnęła i mnie... Krem, który na chwilę obecną sprawdzał się najlepiej, zmienił się. A dokładnie skład. Jeszcze nie wiem, jak z działaniem, bo nowej wersji nie otwierałam, ale nie mam dobrych przeczuć, bo producent dorzucił m.in. Alcohol denat. Dzisiaj skupię się jeszcze na starej wersji. Jeśli ktoś będzie nim zainteresowany to może odnajdzie gdzieś. ;)
W metalowej tubce znajduje się 40 ml kremu Tołpy dla cery mieszanej, który ma za zadanie nawilżać i matowić skórę. Producent zaleca stosowanie go na dzień, natomiast ja używam go na noc - nie potrzebuję niczego mocniejszego. :)
Jest to kosmetyk hypoalergiczny, bezzapachowy, czyli idealny dla wrażliwców. Jak to zwykło być u Tołpy kartonik jest cały zapisany - nie tylko na zewnątrz, ale też i w środku! Element odróżniający dany produkt od tabunu podobnych zawsze mile widziany. ;)
 Według producenta krem po nałożeniu na twarz należy wsmarowywać aż do czasu wchłonięcia, co zważając na żelową konsystencję, nie jest głupim pomysłem, a co sama dopiero (!) wyczytałam wczoraj. :D I bez tego produkt wchłaniał się w miarę szybko nie pozostawiając żadnej tłustej, mokrej czy jakiej tam nie chcecie warstwy.
Matującym kremem go niestety nie nazwę, czasami nos po zaaplikowaniu produktu świecił się gorzej niż wcześniej. W zamian otrzymałam jednak naprawdę dobre nawilżenie, które mojej mieszanej (tłusta strefa T + normalne policzki) cerze w zupełności wystarczyło. Na pudełko możemy przeczytać coś o normalizowaniu wydzielania sebum, zapobieganiu błyszczenia się skóry czy zwężania por (naiwna ja tak bardzo w to wierzyłam... :D), ale żadna z tych obietnic nie została w moim przypadku spełniona. Coś tam też producent przebąkuje o eliminowaniu zaskórników i nie wiem, czy to zasługa tego kremu czy czegoś innego (chyba krasnoludków czy innych dziwnych, magicznych stworzeń, które nocą wkradają się do mojego snu i zmuszają mnie do spadania ze schodów. Oczywiście we śnie. :D), ale był moment kiedy nagle bumpumcykbum i nie miałam żadnego z tych magicznych gości. Szok. :D
Żeby nie było tak negatywnie (bo nie zasługuje na to ten krem) to powiem, że z zresztą obietnic się zgadzam. Nawilża,łagodzi podrażnienia i (może, bo nie wiem jaką miarą to sprawdzić :D) wygładza, więc w zasadzie to, czego oczekuję od kremu na noc. No właśnie, NA NOC, a nie na DZIEŃ. 
Większość na pewno kupuje ten krem po to, by używać go na dzień. Mieszane i tłuste cery oczekują przede wszystkim zmatowienia i delikatnego nawilżenia, a otrzymują tylko to drugie.
Mimo wszystko w tym momencie jest to krem lepszy niż Ziaja 25+, bo ma zdecydowanie lżejszą konsystencję, która lepiej sprawdza się na wiosnę/lato. Kupiłam drugie opakowanie (niestety, jak już wspominałam ze zmienionym składem), co świadczy tylko o tym, jak bardzo go polubiłam. Dostępny w Super-Pharmie, Hebe i pewnie i Rossmannie. Kosztuje coś około 25-30 zł. :)
Więc jeszcze raz podsumowując:
DZIEŃ + TŁUSTA CERA = NIEKONIECZNIE UDANY ZWIĄZEK
NOC + MIESZANA/TŁUSTA CERA = COŚ Z TEGO MOŻE BYĆ 

Kto ogląda dziś mecz? :D 
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)

poniedziałek, 23 marca 2015

Nowości w mojej kosmetyczce (i nie tylko) #21

Czeeeść :)
Koniec lutego i marzec obfitowały w kilogramowe ilości nowych kosmetyków, książek, ogólnie rzecz biorąc prezentów. Czekałam z napisaniem tego wpisu aż będę pewna, że to wszystko ( i tak jeszcze robię ostatnią "imprezę" urodzinową w kwietniu...Mam poślizg, wiem :D), bo bezsensu pisać o tym samym milionpięćsetstodziewięćset razy. :))
Mini-zakupy z Warszawy,z  których jestem bardzo zadowolona. ^^ W Bath&Body Works mama wypatrzyła dla siebie mydełko peelingujące Winter Candy Apple (12,50 zł), które dla mnie pachnie jak oranżada w proszku - mniam! Ja zaopatrzyłam się w ostatnią mgiełkę (chyba czekała na mnie :D) Autumn ( ok. 35 zł) - lekko słodka, ale nie mdląca. :) Spodobał mi się również zapach nowej serii 1000 Wishes. Szkoda, że mam tak daleko do stolicy. :(
Nie mogłam odpuścić sobie wizyty w The Body Shop. Kupiłam tylko masło do ciała o zapachu papai (39 zł). Wahałam się nad owocem pasji, ale po powąchaniu okazał się dla mnie za słodki. Niestety, ja sklerotyczka, zapomniałam kupić drewnianego grzebienia z tej firmy. Wiecie może, gdzie kupię podobny? Szukam czegoś do rozczesywania loków. :)
Pierwsza paczka, niespodzianka, jaka do mnie przyszła była od Ani (Zaczarowanej). :* Z okazji urodzin postanowiła wysłać mi cytuję "mini prezent". Cudowna koperta, a kartka zapisana praktycznie po brzegi (powinni specjalnie dla Ciebie produkować większe :D). Zobaczcie, jak świetnie opakowała kosmetyki - wszędzie były dołączone karteczki z krótkimi informacjami! Cud, miód i orzeszki. :*
Kolejny prezent przyszedł do mnie od Aswertyny (:*) - miały być tylko woski, ale w środku znalazł się również lakier Golden Rose Rich Color  oraz matową pomadkę z Vipery i babeczkową kartkę - zrobiłam sobie z nich małą wystawę przy biurku. :D 
 Pieniądze otrzymane na urodziny postanowiłam jakoś spożytkować. Miałam ochotę na zamówienie z Cocolity, ale w swoim asortymencie nie posiadają Zoevy, więc kupiłam co nieco na Minti Shop. Pierwotnie moim celem była paletka Naturally Yours, ale niestety została wykupiona, a że mocno nastawiłam się na zamówienie czegokolwiek to wybrałam pędzel Hakuro H50 do podkładu (36 zł) oraz Zoeva 227 (31,90 zł). Uwiodło mnie to, jak został zapakowany ten drugi pędzel - przezroczysta kosmetyczka, folia na trzonku, ochronka na włosie... Wszystko wykonane tak solidnie, z dbałością o każdy szczegół. Jestem pod ogromnym wrażeniem! 
Do zamówienie dorzuciłam sobie jeszcze gumkę Invisibobble (4,50 zł). 
Ostatnią przesyłką w tym zestawieniu jest wygrana w rozdaniu u Maleńkiej. Paczka-niespodzianka z akcentem urodzinowym (akurat zbiegło się w czasie :D). Na zdjęciu zabrakło słodyczy (żelki Jojo oraz Kinder Niespodzianka :D) z wiadomego powodu. :D 
Zapachy wosków to Black Cherry (matko, muszę go odpalić, muszę <3) oraz Moroccan Argan Oil. 
Dobrze, że nie skusiłam się na zamówienie z Cytrynowej, bo głownie chciałam stamtąd wodę różaną i by się zdublowała (i co wtedy?! :D).
 Od tego zdjęcia wszystkie z pokazanych rzeczy otrzymałam od rodziny - w większości sama wybierałam, bo chciałam, by wszystkie prezenty były trafione. Korzystając ze zniżki, która była na Skarbach Syberii, "zamówiłam" sobie szampon, balsam oraz maskę do włosów z rokitnikowej serii Maksymalna Objętość. Do tego dwie saszetki - maska oczyszczająca dziegciowa oraz odżywiający szampon do włosów "Regeneracja".
Z rzeczy przedstawionych wyżej wiedziałam tylko o dwóch - płycie z muzyką z trzeciej części Hobbita (która ma piękną książeczkę w środku z cudownymi zdjęciami) oraz jajeczku EOS (zapachu zbytnio nie czuję, natomiast smak już tak). Zestaw mini-produktów o zapachu kokosa (balsam, żel pod prysznic i myjka) z The Body Shop oraz świeca Yankee Candle Chocolate Layer Cake to cudowne niespodzianki. Świecę już odpalałam dwa razy - pachnie nieziemsko czekoladą. Po prostu mniaaaam, niebo w gębie tzn.w nosie. :D 
Jako, że woski od dłuższego czasu goszczą w moim pokoju to zamarzył mi się nowy kominek. Obrady co do jego wyboru trwały długo i burzliwie, ale w końcu postawiłam na sprawdzoną  firmę Yankee Candle. Do tego dostałam dwa woski - Cassis oraz Fireside Treats. ;)
Coś, co Ewa lubi bardzo, bardzo, czyli KSIĄŻKI! Tym razem wzbogaciłam się o 3 pozycje. Obowiązkowo na mojej półce musi być trylogia Tolkiena. To wydanie zostało wzbogacone o ilustracje wykonane przez Alana Lee, co tylko dodaje uroku, a z tyłu znajdują się wszelkie opisy świata i rodowodów.Nie lada gratka dla takich maniaków jak ja. :D
Wyżej Herr Guardiola, czyli kolejna pozycja o pewnym klubie piłkarskim, a w zasadzie jego aktualnym trenerze. :))
A na samej górze jedna z nowości, o której nasłuchałam się na książkowym jutubie. Parabellum Prędkość ucieczki to pierwszy tom nowej serii Remigiusza Mroza, której akcja osadzona jest w czasie II wojny światowej. Akurat bardzo lubię tę tematykę w książkach,więc mam spore oczekiwania. :)
Na koniec prawdziwy hit hitów, coś co znajduje się w ścisłej czołówce najlepszych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałam. Po prostu... MAGIA. Gdyby nie dość duża zniżka w ich sklepie internetowym to pewnie bym jej nie dostała, a tak.... Z Niemiec paczka doszła w przeciągu 4 dni od złożenia zamówienia, co bardzo mnie zaskoczyło. Gdy koszulka przyszła byłam tak bardzo podekscytowana... Tego nie da się opisać. :D Jest piękna, bo MOJA własna. :D Teraz pora na szalik. :D

Jak Wam się podobają moje nowości? Coś Was niezwykle ciekawi? ;)
Pozdrawiam, 
Fabryczna :))

wtorek, 17 marca 2015

Obnażę swe (nieidealne) włosy - Nakręćmy się na wiosnę!

Hej, hej! :))
Dawno nie zdarzyło mi się takie popołudnie jak dzisiejsze. Wróciłam z angielskiego i stwierdziłam, że nic nie muszę. Żadnych zadań domowych, sprawdzianów, prac klasowych itd. (projekt z WOSu się nie liczy :D). Na dodatek w niedzielę została naprawiona przeglądarka - nie wyświetlają się już żadne reklamy po naciśnięciu czegokolwiek, wszystko wspaniale chodzi. ^^
Właśnie teraz, zaraz, już staniecie się świadkami wiekopomnego wydarzenia - pokażę swoje włosy. Także możecie się zacząć śmiać, bo daleko mi do cudownie lśniących, miękkich kłaczków czy pokręconych włosiąt Ewy. Chociaż nie, śmiać się nie musicie. :D
Z chęcią przygarnę wszelkie rady dotyczące pielęgnacji, stylizacji, czegokolwiek. Wciąż jestem laikiem, nie rozróżniam wielu rzeczy, nie rozumiem składów (nie mają gdzieś kursu pt. "Jak czytać składy - wersja szybko dla opornych"? :D), ale staram się jak mogę. Aktualnie wykorzystuję wszystko, co stoi pod prysznicem, by potem otworzyć nowe produkty.
To niezwykłe wydarzenie zawdzięczacie wyżej wymienionej Ewie, która na swoim blogu Włosy na emigracji zorganizowała akcję "Nakręćmy się na wiosnę!". Dałam się namówić. :P
http://wlosynaemigracji.blogspot.com/2015/02/nakrecmy-sie-na-wiosne-czas-start.html 
Szczerze powiedziawszy to dopiero teraz wpadłam na to, że mogłam jakoś wiosnę wprowadzić na moje włosy, a nie tylko starać się zrobić fale. No cóż, poprawię się (mam nadzieję) za miesiąc. :)) 

W tym miesiącu podjęłam dwie próby kręcenia za pomocą ugniatania włosów żelem lnianym (za pierwszym razem była to chyba szklanka wody na 2 łyżki ziarenek siemienia lnianego, koło 15 minut gotowałam - nie chciało mi się przepisu szukać, więc robiłam "na oko" :D). Około 6 godzin przed planowanym myciem nałożyłam na włosy wywar lniany (łyżka siemienia gotowana w 1 szklance wody przez 15 minut), a po godzinie dołożyłam olej Babydream. Zmyłam wszystko szamponem Cece of Sweden kokosowym (musiałabym się zastanowić, czym zmywać wszystko z włosów... Odżywką?), a potem na długość położyłam coś lekkiego - odżywkę Balea z figą i perłami (bałam się obciążenia - jak dalej przeczytacie niepotrzebnie). Wszystko trzymałam góra 15 minut. Mokre włosy zawinęłam w turban zrobiony z koszulki i po przyjściu do "mojej" łazienki zaczęłam ugniatanie żelem (zrobiło go 7 godzin przed myciem włosów i był jakoś dziwnie gęsty, bo za późno przelałam go przez sitko). Ewa, nie wiem, jak ty możesz godzinę to robić, bo mnie po 15 minutach zaczęły ręce boleć. :D
Jaki był efekt?  O dziwo, całkiem niezły skręt, ale:
a) powinnam BARDZIEJ nawilżyć włosy, bo były dość mocno suche
b) mogłam dłużej ugniatać i skupić się też trochę na górze. 
Nie potrafiłam zbytnio ich rozczesać grzebieniem (chyba czas w jakiś zainwestować - znajdę jakiś w Rossmannie/Naturze z szeroko rozstawionymi ząbkami?), bo BARDZO mocno ciągnęło. Musiałam porzucić fale i rozczesać włosy Tangle Teezerem. Jakiś tam kształt skrętu się uchował, ale przyznam szczerze - tyłka nie urwało. ;) Mogłam zrobić mgiełkę, która wszystko by to jakoś utrwaliła.

Po lewej - w świetle sztucznym, mokre po ugniataniu, po prawej w świetle dziennym, suche
Podczas drugiej próby z siemienia zrobiłam jedynie żel (był bardziej wodnisty, bo zabrałam się za niego dość późno). Na włosy nałożyłam kakaowy krem do ciała Isana, a po godzinie dołożyłam olej Babydream. Po niespełna 4-5 godzinach zmyłam wszystko tym samym szamponem, a potem położyłam maskę Kallos Keratin (a potem zrozumiałam, co zrobiłam - serio? :D) na jakieś 20 minut. Mokre włosy zwinęłam w turban z koszulki i poszłam do "swojej" łazienki ugniatać włosy. Zmęczyłam się po 20 minutach - mam nadzieję, że w tym przypadku trening czyni mistrza. :D
Włosy były faktycznie mocniej nawilżone, choć do super ekstra błysku daleko jeszcze. Mogłam je bardziej dociążyć. Niestety tutaj także miałam problemy z rozczesaniem. :(

Z lewej mokre po ugniataniu ze światłem, z prawej (zabrakło mi fotografa -.-) suche ze światłem niestety. 

Jakie wnioski? Szybciej robić żel lniany, dłużej trzymać tajemne mikstury na włosach, kupić glicerynę (tęsknię za nią <3), JESZCZE mocniej nawilżyć, zastanowić się, czym zmywać olej itd., jak rozczesać biedne włosy i dorobić utrwalacz do loków made in Ewa. Uf. Sporo pracy przede mną.:D 
Z chęcią przygarnę wszelkie rady. :))

P.S Jaki mam kolor włosów? :D 

Pozdrawiam, 
Fabryczna :))
Źródło kwiatków:
http://horoska2.bloog.pl/kat,41892336,index.html?smoybbtticaid=614864
http://twinless.blog.onet.pl/
http://fatamorgana26.blogspot.com/2013/04/tulipany.html

środa, 11 marca 2015

Niebanalne podsumowanie akt 9

Hej, hej :))
Dzisiaj rano przypomniałam sobie podczas rekolekcji, że przecież to dzisiaj zostały ogłoszone wyniki konkursu przedmiotowego z niemieckiego! Zostałam finalistką, z czego w zasadzie jestem zadowolona. :D
Btw kto oglądałam wczorajszy mecz Schalke z Realem Madryt? Włączyłam w 65 minucie i doznałam głębokiego szoku. :D
Stolica taka piękna
Podczas drugiego weekendu ferii razem z rodzicami i bratem pojechaliśmy do Warszawy w celach turystyczno-zakupowych (poszukiwanie sukienek i garnituru na wesele w toku). Nasz pierwszy punkt programu - outlet na Ursynowie. Jeśli wśród Was znajdują się miłośnicy czekolady i/lub wyrobów Lindt to musicie tam jechać! Mają własny, firmowy sklep, gdzie jest tyyyle słodyczy do wyboru. Mniam! Po outlecie chodziliśmy 5 godzin i kupiliśmy tylko jedną parę spodni. Już prawie, PRAWIE kupiłam sukienkę, ale się powstrzymałam (a w zasadzie to cena mnie powstrzymała :D). Na obiad wybraliśmy się do Trattori, ale teraz zabijcie mnie, bo nie pamiętam jakiej. Nie sądziłam, że tyle tego typu restauracji jest w Warszawie. Było to na osiedlu, blisko ronda i naprzeciwko stał przystanek autobusowy. Może ktoś będzie wiedział. Podają tam pyszne pizze (z łososiem <3) i nie tylko. :)) Po zjedzonym posiłku pojechaliśmy do hotelu (w pewnym momencie pokonanie 100m samochodem zajęło nam 30 min - jak można wytrzymać tyle czasu stojąc w korku? :D),a potem do Złotych Tarasów (chciałam do Arkadii, bo mają tam Kiko, ale było dość daleko, a ZT mieliśmy praktycznie pod nosem, bo nocowaliśmy w Novotelu Warszawa Centrum). Zachwycił mnie sklep Bath&Body Works (przestronny, nie czułam się w nim stale obserwowana, generalnie same plusy), a The Body Shop zdziwił swoją maleńkością. Niemniej w każdym z tych sklepów coś kupiłam. Co zobaczycie pewnie w nowościach marcowych, bo uzbierało się tego całkiem sporo. ;)
Następnego dnia główną atrakcją było wyjście do Teatru Kwadrat na spektakl "Przyjazne Dusze". Przedstawienie zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Zgodził się ze mną nawet mój brat, co uważam za spore osiągnięcie ("Po co my tam idziemy? Nie mogę zostać w hotelu? Dlaczego?" :D).
W niedzielę wybraliśmy się oglądać czołgi (propozycja brata, a tata nie mógł przepuścić takiej okazji - w końcu zobaczą czołgi, którymi grają w grze na żywo! A ile było przy tym ekscytacji. "Popatrz, a tu xxxxx! Tu ma to i to, taką i taką lufę") do Muzeum Wojska Polskiego. W zasadzie i do Złotych Tarasów, i do muzeum udaliśmy się na pieszo ze względu na idealne położenie hotelu. :)
Tego samego dnia udaliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie muszę jechać jeszcze raz. Powody:
a) ZA DUŻO LUDZI, bo niedziela to dzień darmowych wstępów, o czym nie pomyśleliśmy,
b) tata chciał już szybko, szybko wychodzić, bo dużo ludzi, wszyscy się przepychają i w ogóle to idziemy. Zapomnieliśmy o wystawie zewnętrznej.
Nie mieliśmy pomysłu, gdzie zjeść obiad, więc pojechaliśmy do Blue City. Jakie to centrum jest OGROMNE. I podobno w Polsce jest jeszcze większe. Nie wyobrażam sobie tego, serio. (Czy w Blue City jest Stenders? Według mapy tak, ale ja nie znalazłam tego sklepu. Coś ktoś wie?)
Podsumowując - wiele nie widziałam, ale na pewno wrócę, choćby dla Muzeum PW. Jeśli uważacie, że na wycieczkach szkolnych zwiedziliście już wszystko to warto pojechać jeszcze raz samemu. :)

Gra Tajemnic 
http://1.fwcdn.pl/po/40/05/644005/7663425.3.jpg
Źródło Filmweb
Początkowo wahałam się nad pójściem do kina, jednak zrezygnowałam ( z myślą o Carte Blanche, na które zresztą nie poszłam :( ). W samym filmie wątkiem głównym jest Enigma, czyli niemiecka maszyna szyfrująca, za pomocą której Niemcy podczas II WŚ przekazywali informacje o m.in. planowym ataku. Po raz pierwszy zaszyfrowane szyfrogramy udało się odczytać właśnie Polakom, o których w filmie wzmianka jest w jednym zdaniu. Akcja ma miejsce w dwóch różnych momentach, latach, przez co początkowo nie mogłam się połapać w wydarzeniach, ale po upłynięciu 20 minut było już dobrze.
Jeśli sądzicie, że reżyser skupił się tylko na tym wątku to się mylicie. Według mnie została tutaj również wyeksponowana postać samotnego, niezrozumianego geniusza - Alan Turinga. Można by rzec, że był wręcz zakochany na zabój w swojej maszynie nazwanej Christopherem (zresztą nie bez powodu nosi takie imię).
Polecam obejrzenie wielokrotnie nominowanego filmu ze świetną grą aktorską Benedicta Cumberbatch. Tylko nie czytajcie wcześniej biografii Alana, chyba że chcecie wiedzieć, co się stanie. ;)


Ida

http://1.fwcdn.pl/po/65/29/546529/7567351.3.jpg
Źródło Filmweb
Nasz polski, oscarowy film. Udało mi się go obejrzeć jeszcze przed ceremonią wręczania nagród. Na pewno film trudny, przede wszystkim ze względu na technikę, jaką został nakręcony. Czarno-biały, mało dialogów (a jak już są to często krótkie, lakoniczne), dużo obrazów. Może właśnie tym ujął komisję, swoją wyjątkowością. Film opowiada o zakonnicy Annie, która lada dzień ma składać śluby. Na prośbę przełożonej postanawia poznać ciotkę. Obie wyruszają w poszukiwanie prawdy. Podczas podróży Anna poznaje świat, po raz pierwszy styka się z rzeczywistością i pokusami. Wanda i jej siostrzenica zaprzyjaźniają się w przeciągu kilku krótkich dni, które dały im odpowiedź na wiele, wiele pytań.
Na uwagę zasługuje muzyka, która idealnie pasuje do czasu akcji filmu. Czy warto obejrzeć Idę? Według mnie tak, jak najbardziej, choć nie każdemu się spodoba, bo opinie na jej temat są bardzo skrajne.

Bez odwrotu 
Źródło lubimyczytac.pl
Wstyd się przyznać, ale to jedyna książka jaką przeczytałam w lutym. Aktualnie niezmiennie od połowy lutego czytam "Ciemno,prawie noc". Mi trochę ciężko przez nią przebrnąć, ale wszystko staje się coraz ciekawsze i mam wrażenie, że jestem już blisko rozwikłania zagadki kotojadów. :)) Ale to nie o nich miało być, a o książce niemieckiej pisarki Jany Frey. Została w niej opisana historia 15-letniej Lilli, która zachodzi w ciążę ze swoim pierwszym chłopakiem. Podobno utwór został oparty na faktach, co jest wielce prawdopodobne, bo sporo jest takich historii, ale na pewno nie ma drugiej tak samo napisanej. Narracja pierwszoosobowa sprawia, że dokładnie wiemy, jakie emocje targają młodą bohaterką. Książka raczej skierowana do młodzieży gimnazjalnej, ewentualnie licealnej. Wiem, że w bibliotece dostępne są inne książki tej autorki, po które na pewno sięgnę. :)

ROZMIX
1. Ja tu leżę i koniec. Mój dywan!
2. Hmmm... Taki specyficzny mecz. :D Te cyferki w nawiasach to wynik dwumeczu. Oczywiście to ja grałam Anderlechtem. :D
3. Paczka od Fram z akcji Podaruj Paczuchę. Więcej znajdziecie TUTAJ.
4. Oglądam gwiazdy, choć nieba nie widzę.

5. Nie dasz mi szyneczki?! Obrażę się, zobaczysz!
6. Tydzień azjatycki w Lidlu. :D Pitne jogurty były świetne!
7. Ciekawe zwycięstwo PGE Skry Bełchatów nad Lube. :))
8. Tłusty Czwartek w szkole - domowej roboty pączki najlepsze. :))
9. Gra Tajemnic na ekranie laptopa. Wstęp tylko za okazaniem wejściówki VIP. :D
10. Standardowo chyba wiecie, co to jest. :D
11. W zasadzie nie wiem, jak nazwać to ciasto. Chyba po prostu "babcine". :D
12. Praca semestralna na religię. Dwa razy musiałam drukować jedną stronę, bo się pomyliłam. :D

W gratisie dołączam filmik z zabawą Rozalki. :D W tle odgłosy pralki. I te dziwne dźwięki to ja - próbowałam udawać potwora, ale najwyraźniej kot nie miał ochoty na taką zabawę. :D

Moge zawojować Youtube czy raczej nie? :D 

Pozdrawiam, 
Fabryczna

Etykiety

-40% -49% #100happydays 20 twarzy... AA akcja Alterra Alverde ankieta astor Avon Babydream Balea bardzo dobry Bath&Body Works baza pod cienie baza pod makijaż baza pod tusz BeautyBlender Bell Benefit Biedronka Bielenda Biolaven Organic Bioliq Biotanic bitwa Blistex blogerka kosmetyczna błyszczyki Boti Bourjois Boże Narodzenie bubel bzdety CandA Carmex Catrice Cetaphil cienie do powiek cień w kremie Cleanic Color Tattoo coś innego Czas Żniw Cztery Pory roku Czytelniczy zakamarek książkowy debiut demakijaż denko Dermika deser dłonie DM Dove dwufazowiec dzieciństwo Dzień babci i dziadka Dzień Dziecka ekobieca ekstrakt z banana emulsja Epikbox Essence Eveline Evree Facebook Farmona FC Bayern film filmiki Fusswohl Garnier gazetka gąbeczka do makijażu genialny Gliceryna Golden Rose Green Pharmacy Hakuro HandM Healthy Mix hebe hydrolizat keratyny Hypoallergenic idealny na lato informacja Inglot inne inne blogi Isana jedzenie Joannna John Green Joko kakao Kamill kamuflaż kino Kobo kolorówka korektor kosmetyczka kotek kredka do ust krem do rąk krem do stóp krem do twarzy krem pod oczy krzywe paznokcie lepiej nie patrzeć książka książka czy film kultura KWC L'biotica l'oreal lakier do paznokci Lirene lista Lovely małe co nieco małe informacje Manhattan Marion maseczka masełka maska maska własnej roboty masło maxfactor Maybelline mgiełki Mikołajki mini-recenzje minti shop. Zoeva Miss Selene Miss Sporty Mizon mleczko pszczele Montagne Jeunesse mój pierwszy raz mus do ciała muzyka My Secret nagrody najlepsi z najlepszych Nakręćmy się na wiosnę Natura Natura Siberica nic Niebanalne podsumowanie Nivea nowa kolekcja nowe książki nowy wygląd o mnie odkrycie roku odżywka odżywka do rzęs odżywka w sprayu olejek olejek do włosów ołtfit Organic Shop Organique Oriflame Original Source Orly Orsay OSZUSTKA P2 Pantene paznokcie Paznokciowy Team peeling Pepco Perfecta pędzle pianka do mycia ciała piaskowy pielęgnacja pielęgnacja twarzy pielęgnacja włosów Pierre Rene Pilomax płyn micelarny po raz drugi Podaruj Paczkę podkład podsumowanie pomadka porównanie postanowienie powitanie Poznaj Fabryczną! prawie debiut prezent promocja promocje przesyłki puder recenzja recenzja książki rimmel Rival de Loop Rossmann rozdanie rozświetlacz różne sally hansen Samantha Shannon saszetka Schauma Sekret Urody Sensique Serum siemię lniane słodycze Soraya stopy Super-Pharm Synergen szablon szampon szminka Święta Tag taka radość że hoho tanie a dobre The Body Shop The Sims 4 The Versatile Blogger Tkmaxx Tołpa ToniandGuy tonik tort tusz do rzęs Tutti Frutti twarz ubrania ulubieńcy roku ulubiona książka ulubione blogi ulubiony produkt Under20 urodziny Wet N Wild Wibo włosowe zdjęcia włosy wow zdążyłam na czas wszystko co lubię wycofywane produkty wygrana wyniki wysuszacz do paznokci/lakieru wyzwanie wzorek Yoskine YouTube Yves Rocher z życia wzięte zabawy zakupy zapowiedź zdobienie Ziaja Zoeva żel do mycia twarzy żel pod prysznic życzenia
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka