czwartek, 31 grudnia 2015

Co znalazłam pod choinką w 2015 roku? + zakupy kosmetyczne z promocji w Rossmannie.

Hej hej! :)
Będąc ostatnio w domu udało mi się zrobić zdjęcia prezentom, które ostatnio otrzymałam. :) Kilka z Was pod ostatnim postem wyraziło chęć zobaczenia także zakupów z promocji w Rossmanie, więc grupowe zdjęcia znajdą się na samym końcu. :D
Pod choinką w tym roku nie mogło zabraknąć książek! "W sieci umysłów" dostałam od przyjaciółki, natomiast pozostałe pozycje to upominki od najbliższych. Na tłumaczenie "Stacji jedenaście" czekałam już od dobrych kilku miesięcy, więc kiedy tylko pojawiła się na polskim rynku musiałam ją mieć. :) Akcja "Światła, którego nie widać" rozgrywa się w czasie II wojny światowej, czyli w jednym z moich ulubionych okresów historii (choć za samym przedmiotem w szkole średnio przepadam). "Życie wypuszczone z rąk" to biografia/autobiografia jednego ze znanych bramkarzy Bundesligi i reprezentacji Niemiec Roberta Enke, który w 2009 roku popełnił samobójstwo. A "Bazar złych snów" został umieszczony w liście do św. Mikołaja, bo... bo to King i chciałabym sięgnąć po inne jego książki. :)
Pod choinką znalazłam również najnowszą płytę Florene&The Machine pt. "How Big, How Blue, How Beautiful". Przesłuchałam ją już kilkakrotnie i spodobała mi się na tyle, że planuję zakup innych płyt tego zespołu. :)
Od stycznia gram w najnowszą generację simsów i mimo że już jakiś czas temu na rynek weszły różne rozszerzenia gry to nie miałam żadnego. Na święta dostałam dodatek do gry "Witaj w pracy". Mam nadzieję, że będzie się dobrze grało! :D Do gry dostałam też długopis z Parkera. ;)
Najbardziej zaskoczyli mnie moi rodzice. Teoretycznie wiedziałam, co dostanę, ale rodzice postanowili dołożyć coś jeszcze do prezentu. Tym "czymś" był nowy telefon --> Sony Xperia M4 aqua. Na razie jestem z niego baaardzo, baaardzo, baaardzo zadowolona! :D Podoba mi się duży ekran - o wiele lepiej czyta się blogi czy przegląda internet. Ciekawe, jak ze zdjęciami będzie. :)
Na wigilii klasowej dostałam zestaw Tutti Frutti o moim ulubionym zapachu maliny i jeżyny. W pudełku znajduje się masło do ciała, peeling i olejek do kąpieli. Nie mogę się doczekać aż ich użyję! :D Od przyjaciółki otrzymałam ciepłe skarpetki (pssst... lubię spać w skarpetkach :D) i pierniczki. :)
Na zdjęciu znajdują się również 3 pędzle: Hakuro H13 do rozświetlacza ewentualnie różu, Hakuro H63 do korektora pod oczy oraz Zoeva 231. :)
 Dostałam również ubrania - bordowy, cienki sweterek z czarnymi łatami na łokciach oraz drugi, grubszy i granatowy z rękawami 3/4. Ma on jednak jeden mankament - dość małą "dziurę" na głowę, ale da się przeżyć. :)
Od rodziców otrzymałam dwie rzeczy z fanshopu Bayernu Monachium - szarą koszulkę z czerwonymi rękawami 3/4 z nadrukowaną nazwą klubu oraz szalik kibica w barwach drużyny piłkarskiej. Mam nadzieję, że będę mogła go wykorzystać na jakimś meczu. :D
Pod choinką znalazłam też czarny plecak na brązowych a'la skórzanych szelkach, ale mój fotograf zrobił mi nieostre zdjęcia. :D
A to moje zakupy, które chcieliście zobaczyć. W pierwszym kwadracie po lewej znajdują się zakupy z DMu, które zrobił mój tata będąc jakieś 3 miesiące temu w Berlinie :) Na pozostałych zdjęciach są tylko i wyłącznie zakupy z promocji w Rossmannie. Jakoś szczególnie nie poszalałam. Jeśli miałybyście jakieś pytania lub czegoś nie widać to piszcie śmiało - odpowiem na wszystkie pytania. :)

Podsumowując - jestem baaaardzo zadowolona z prezentów świątecznych i bardzo dziękuję za wszystkie. :)
A jak Wasz Mikołaj się spisał? Przyniósł to, o czy marzyłyście? :)
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)
P.S Przy okazji chciałabym Wam złożyć życzenia z okazji nadchodzącego nowego, 2016 roku. Wszystkiego, co najlepsze, zdrowia, szczęścia i abyście mogły spełniać swoje marzenia! :)

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Akcja Celebruj Chwile. Wishlista na przyszłe święta lub na każdą inną okazję. :D

Heeej! :)
Miałam w planach napisać już coś przed świętami, ale byłam trochę zabiegana, a później trochę się rozleniwiłam. :D Generalnie od jakiś 3 tygodni piszę dla Was wpis z moimi zakupami zrobionymi podczas kolorówkowej promocji w Rossmannie, ale:
a) jeszcze go nie skończyłam,
b) i pewnie tego nie zrobię, bo wyszedł ogromny tasiemiec. :D
Jeśli mimo wszystko znalazłyby się osoby chętne do zobaczenia moich zakupów to napiszcie mi to w komentarzach - przy okazji kolejnego postu postaram się je dodać (jak nie zapomnę wziąć aparatu, tak jak to się teraz stało :D). I mam jeszcze jedno pytanie - chciałybyście zobaczyć moje prezenty świąteczne? :D Jeden aż mnie z nóg zwalił (nie tak dosłownie, ale wiecie, o co mi chodzi :D Kompletne zaskoczenie. :D).
Pewnie część z Was jest ciekawa tego, jak poszło mi na konkursach - otóż dostałam się do etapu wojewódzkiego ponownie z niemieckiego oraz, co mnie najbardziej zdziwiło, z chemii. :D Walczyłam jeszcze razem z moją polonistką o polski, ale się nie udało. Ale cóż, cieszę się i tak z tego, co mam i zaczynam przygotowania. Mam mnóstwo energii i chcę ją dobrze spożytkować! :D
A o czym dzisiaj będziecie mogli u mnie przeczytać? Na wishlistę świąteczną na rok 2015 się nie załapałam, ale stwierdziłam, że nie przeszkadza to przecież w stworzeniu listy na przyszły rok (liczę, że część punktów uda mi się zrealizować już w marcu z okazji moich urodzin :D)! Mikołaj będzie miał sporo czasu na ich kupienie. :P
Źródła zdjęć: KLIK, KLIK, KLIK, KLIK, KLIK
1. Koszulka FC Bayern - jeśli czytacie mnie od jakiegoś czasu to pewnie wiecie, że jestem kibicem klubu z Monachium. Moim małym założeniem i marzeniem jest kupienie co sezon jednej koszulki. W przyszłym roku, podobnie jak w tym, będę czekać na promocję, aby wyhaczyć ją za możliwie najniższą cenę. :) Poprzednią koszulkę kupiłam z numerem 21 (Philipp Lahm), natomiast teraz chciałabym z numerem 25 (Thomas Mueller). To punkt priorytetowy i mam nadzieję, ze uda mi się go odhaczyć jak najszybciej! :D
2. Florence&The Machine płyta Ceremonials - na tegoroczne święta otrzymałam najnowszą płytę tego zespołu i po jej przesłuchaniu mam ochotę na więcej i więcej... Znacie coś jeszcze w podobnych klimatach? :)
3. Adele i płyta 25 - mam dwa poprzednie krążki tej artystki i w ramach dopełnienia kolekcji chciałabym również zostać posiadaczką najnowszego. Utwór "Hello" krąży na mojej playliście od kilku tygodni i ciągle nie mogę go przestać słuchać. :D
4. The Sims 4 Spotkajmy się lub cokolwiek innego do tej gry oprócz Witaj w pracy - tak zapierałam się przed najnowszą generacją popularnych simsów, że aż uległam i teraz nie wyobrażam sobie powrotu do trójki. Czwórka chodzi 2 razy szybciej, grafika jest genialna i och... Jestem pod wrażeniem! Teraz chcę sobie sprawić tylko więcej dodatków. :D
5. Książki - jak na prawdziwego mola książkowego przystało, nie mogło zabraknąć tej pozycji na liście. Na Lubimyczytać.pl mam całą wishlistę, którą na bieżąco uaktualniam KLIK, ale z tych pozycji na kilka mam szczególną ochotę. Są nimi: "450 stron" Patrycji Gryciuk, "Beowulf" J.R.R. Tolkiena (dokonał on przekładu
z języka staroangielskiego), "Czerwone jak krew" S.Simukka, "Fangirl" R.Rowell oraz "Pisane szkarłatem" A. Bishop. Choć jeśli trafią do mnie inne książki to się na pewno nie obrażę... :P
6. Buty, sukienka, czarna spódnica - w przyszłym roku szykuje się kilka ważnych uroczystości, na których muszę jakoś wyglądać. :D Poszukuję sukienki na kolejne wesele oraz na bal (choć może zaopatrzę się w czarną to wtedy odpadłoby kupno spódnicy), czarnej spódniczki, którą będę mogła wykorzystać na bierzmowanie, egzamin czy zakończenie roku, butów do tychże rzeczy oraz być może potrzebna byłaby również biała koszula. Ech... Problemem już nawet nie jest to, że trzeba to kupić. Nie mogę nic takiego znaleźć w sklepach! Od kilku miesięcy przy okazji zakupów szukam czarnej spódniczki do kolan, ewentualnie 1-2 cm nad, rozkloszowanej najlepiej, ale nigdzie takich nie ma. Wszędzie są tylko króciutkie, ledwo zasłaniające majtki albo bardzo długie. :D Jeśli ktokolwiek wie, gdzie mogę znaleźć takie rzeczy to proszę o wiadomość. :D
7. Tablica korkowa - abym miała gdzie wieszać zdjęcia przyjaciół czy coś innego. :)

Źródła zdjęć: KLIK KLIK KLIK KLIK KLIK
1. Zoeva - marka, której pędzle bardzo polubiłam. W swojej kolekcji mam dopiero dwa egzemplarze, obydwa do oczu i służą mi naprawdę bardzo dobrze. :) Aktualnie największą ochotę mam na numer 228, 223 oraz 105. Z tej firmy podobają mi się również ich a'la skórzane kosmetyczki. Od dawna wzdycham też do palety Naturally Yours. :D
2. Organique - kolejna firma, która mnie po prostu oczarowała. Największą ochotę mam na ich serię bloom essence oraz kokosowy balsam do ust. :D Słyszałam też, że ich maski do włosów są genialne. Zresztą - cokolwiek od nich mnie baaardzo ucieszy. :)
3. Golden Rose - pomadki, błyszczyki, lakiery! :D Baaardzo brakuje mi ich stoiska u siebie w mieście
(btw w Bydgoszczy otworzyli salon KIKO! :D Jeeej :D Szkoda tylko, że w galerii jest beznadziejny parking :P), więc każdy produkt z tej firmy jest dla mnie rarytasem. Ich serię Velvet Matte pokochałam (na pewno pojawią się w ulubieńcach roku), a teraz mam ochotę na Vision Lipstick (nr 105, 110) oraz Color Sensation (nr 118,113,120). :)
4. Bania Agafii i miodowe mydło do oczyszczania ciała - tyyyle się nasłuchałam o tych mydłach, że muszę je wypróbować! :)
5. Sylveco i pomadka z peelingiem oraz balsam myjący do włosów z betuliną 


http://3.bp.blogspot.com/-fRBO3M-IMmQ/VlXGecLjA7I/AAAAAAAAIz4/OBowS-oNYwk/s1600/7.gif

I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o moją wishlistę. Post bierze udział w akcji organizowanej przez Joko pt. Celebruj Chwile. Jeśli będziecie miały ochotę to również możecie wziąć w niej udział - zostało jeszcze trochę czasu, aby napisać post (może do tego czasu uda mi się zabawić w "feszyn blogerkę". :D Jest ktoś chętny, aby to zobaczyć? :D). Więcej informacji możecie przeczytać na blogu organizatorki, do którego przeniesiecie się po kliknięciu w baner umieszczony obok. :)


Jak minęły Wam Wasze święta? :) Wypoczęłyście czy już rozpoczynacie przygotowania do Sylwestra? :D
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)
P.S Ostatnio obejrzałam po raz kolejny ostatnią część Hobbita i zatęskniłam za Śródziemiem - chcę maraton w kinie! :D Z chęcią bym na niego poszła, aby przeżyć to wszystko jeszcze raz i jeszcze raz zobaczyć bohaterów na dużym ekranie. :D
P.S2 Kompletnie zapomniałam o tym, że 22 grudnia mój blog skończył trzy lata! :) Z tej okazji chciałabym Wam podziękować za wszystkie komentarze, odwiedziny, wiadomości, mejle i za wszystko, wszystko! Nigdy nie sądziłam, że ten blog tak długo wytrzyma :D Mam nadzieję, że za rok dalej będziecie mogli tutaj wchodzić, bo będzie po co. :)

niedziela, 22 listopada 2015

Jedno z największych tegorocznych odkryć! - Yves Rocher Jardins du Monde

Cześć wszystkim!
Gdy kilkanaście tygodni temu robiłam zakupy w Yves Rocher postanowiłam wrzucić do koszyka polecane żele pod prysznic. W wyborze zapachów pomogła mi przyjaciółka, bo nie potrafiłam zdecydować się na dwa. :D Jeden z nich chcę Wam dzisiaj przedstawić, bo to perełka pośród wszelakich żeli!
 Mowa tutaj o serii Jardins du Monde, a dokładniej o egzemplarzu o zapachu kwiatów bawełny prosto z Indii. Nazwa brzmi dość egzotycznie, ale zapach jest jak najbardziej kojarzący się z domem, czystością... a zresztą - dowiecie się o tym później!
Opakowanie zawiera zaledwie 200 ml żelu - wiecie może, czy sprzedają w większych opakowaniach? :D Myślę, że nie będzie problemu z wydobyciem produktu przy końcu użytkowania, ponieważ plastik jest dość miękki, a dodatkowo możemy postawić butelkę na głowie i nie będzie żadnego problemu (edit: sprawdzone - wszystko idealnie działa!). :) Dodatkowo producent postawił na ergonomiczny kształt butelki tak, aby nie wyślizgiwała się nam ona z rąk.
Otwór, o dziwo, wcale nie jest za duży, jakby się to mogło na początku wydawać, ale trzeba uważać przy wylewaniu produktu - za mocno naciśniecie = wyleci pół butelki. :D Dla posiadaczek długich paznokci ważna też zapewne jest informacja, że podczas otwierania nie połamiecie sobie paznokci, bo przy klapce zostało zrobione wgłębienie! :)
Kremowy żel pod prysznic...
"Ale jak to kremowy, skoro ewidentnie widać, że to żel!". No właśnie tak to! Przy wylewaniu produktu na rękę wydawać by się mogło, że z kremowej konsystencji nici, ale wystarczy, że produkt wejdzie w kontakt z ciałem, a od razu robi się niezwykle kremowy, a piana świetnie "sunie" po skórze. :) Przez to, że konsystencja produktu nie jest leista jak woda (ale to nie jest gęsty żel, bo jak widzicie na zdjęciu spłynął całkiem nieźle z palca) to wydajność sporo zyskała, bo nic nam nie ucieka na kafelki czy dno wanny (przez co czasami można wywinąć niezłego orła - tak a propos orłów KLIK :D)
Żel pod prysznic o subtelnym zapachu kwiatów bawełny doskonale myje skórę i wpływa kojąco na zmysły. 
Dla mnie pachnie jak świeże pranie, ale producent po prostu ładniej ubrał to w słowa. :D Chociaż raz zapach jest tak prosty, że nie muszę kombinować z opisem. :D 
Zastanówmy się teraz, czy koi zmysły... Nie mogę zaprzeczyć, że zapach czuć w czasie kąpieli, czuć go gdy namydlamy ciało, czuć, gdy zmywamy pianę i czuć, gdy wychodzimy z kabiny. Czy to koi zmysły? Zależy, co lubicie. Fakt faktem, że miło jest wejść po całym dniu pracy pod prysznic i użyć tego produktu. ;) 
Kremowy żel pod prysznic możecie kupić w stacjonarnym lub internetowym sklepie Yves Rocher (warto założyć kartę klubową :D) w cenie 8,90 zł za 200 ml. Cenowo wychodzi trochę gorzej niż Dove w pojemności 250 ml, a jakościowo... Stoją dość mocno na równi, ale to właśnie Yves Rocher wygrywa w kategorii "utrzymywanie zapachu", a dodatkowo zachwyca mnie swoją zmieniającą się konsystencją. :) Z chęcią sięgnę po kolejne wersje, bo ta mnie bardzo, ale to bardzo zachęciła do kolejnych zakupów.
Teraz tylko jeszcze poproszę o sklep stacjonarny u siebie w mieście i będzie super. :D

Używałyście kiedykolwiek żeli z tej serii? Jakie macie odczucie wobec nich? :) 

Pozdrawiam, 
Fabryczna :)
P.S Ten post miał się pojawić 2 tygodnie temu. DWA. :D Aczkolwiek nie wyszło. Przez najbliższe dwa tygodnie mam maraton konkursowy - zaczynam chemią w czwartek i mam nadzieję, że uda mi się coś ugrać (czyt. wejście do województwa), mimo że orłem nigdy z tego przedmiotu nie byłam. :D Mam nadzieję, że za tydzień uda mi się opublikować zakupy z kolorówkowej promocji, bo różnią się one trochę od listy robionej na blogu. :D 
DO ZOBACZENIA JESZCZE W TYM ROKU! (ale żarty się mnie trzymają) :D

poniedziałek, 26 października 2015

Co kupię w czasie tegorocznej jesiennej akcji -49% w Rossmannie? + COMEBACK! :D

Hej hej! :D 
Jak szybko rozkręcił się rok szkolny, tak szybko zniknęłam, nie pozostawiając po sobie żadnego znaku życia. W zasadzie gdyby nie to, że niespodziewanie w niedzielę (tzn. już w sobotę coś czułam.. wszystko mnie bolało :D) cały dzień przeleżałam na kanapie przykryta kocem z gorączką (nie, nie koc miał gorączkę tylko ja :D) to nadal bym nic nie napisała, a tak udało mi się wygospodarować trochę więcej czasu i tadaaam - oto nowy post! :D
A co u mnie, bo część z Was pewnie interesuje, gdzie byłam, jak mnie nie było? Jeśli chodzi o szkołę to na razie dostałam się do rejonu z 4 konkursów - chemia, niemiecki, geografia i polski (tutaj nie wiadomo, czy mi mojej pracy nie odrzucą, ale ostateczne wyniki za tydzień będą). Ze szkolnych etapów zostały tylko dwa - biologia oraz fizyka i w zasadzie nie liczę tutaj na zbyt wiele. :D
Przejdźmy teraz do bardziej interesującej sfery życia. :D Jak wiecie, jestem kibicem Bayernu Monachium i kiedyś (oby jak najszybciej i nie tylko jeden raz :D) chciałabym pojechać do Monachium, zobaczyć Allianz Arenę pójść na mecz ulubionej drużyny, zwiedzić miasto... Lecz minie pewnie sporo czasu zanim to się stanie, więc zamiast tego wpadliśmy z tatą na inny pomysł. W kwietniu w Berlinie gra Hertha Berlin z... BAYERNEM! :D Termin nam jak najbardziej pasuje, akurat po moich egzaminach, więc w sam raz. Bilety można kupić przez internet (przynajmniej mam taką nadzieję, że będą, bo inne sprzedają) + tata podpyta w tym tygodniu w fanshopie Herthy, jak to z tymi biletami jest, a dodatkowo nie są jakieś bardzo drogie, więc fortuny nie będzie trzeba przeznaczyć. Po trzecie do stolicy Niemiec jest stosunkowo blisko - do Poznania jakieś 3 godziny, a z Poznania autostradą około 2 pewnie, nocleg wiemy, gdzie załatwimy + mamy zniżki . :D Do tego nigdy nie byłam w Berlinie i chciałabym go chociaż odrobinę zwiedzić (obowiązkowo muzeum woskowych figur Madame Tussauds :D). I najważniejsze - zobaczyłabym po raz pierwszy w życiu mecz piłki nożnej na tak dużym stadionie wśród tłumu ludzi, którzy większości bawią się, krzyczą, śpiewają. :D Mam nadzieję, że uda się zdobyć bilety, bo od tego zależy tylko, czy pojedziemy, czy też nie. :)
Teraz może przejdziemy do głównego tematu wpisu, bo się trochę rozpisałam. :D  Dzisiaj chcę Wam przedstawić moją "krótką" listę kosmetyków, które chciałabym kupić na tegorocznej jesiennej akcji -49% w Rossmannie. Standardowo jest ona podzielona na 3 bloki tematyczne, ale tym razem w pierwszej turze promocja obejmuje pomadki,szminki oraz lakiery, potem wszystko do oczu, a na koniec twarz. :)
Źródło 1,2,3,4,5,6,7,8,9
1. Maybelline Color Tatoo nr 91/93 - ciągle waham się, który kupić kolor, bo chyba nie potrzebuję dwóch. CHYBA. :D
2. Eveline Celebrities eyeliner - chciałabym tani i zarazem w miarę dobry jakościowo eyeliner, który nadawałby się do tzw. testów, do pierwszych prób, do nauki rysowania kresek. Zależy mi na tym, by były one cienkie, nie chcę grubych krech. Ten z Eveline jest bardzo często polecany, ale wiem, że wiele z Was lubi też te z Wibo - są między nimi jakieś różnice? Na którym łatwiej jest się uczyć, a może jest jeszcze jakiś lepszy? Tylko niezbyt drogi, bo ma być to coś na początek, więc wielkich sum nie zamierzam wydawać. :D
3. Eveline Color edition lakier do  paznokci nr 916 i 921 - początkowo miałam ochotę tylko na piękną brzoskwinię czy też pomarańczę o numerze 916, ale szukając dzisiaj zdjęć do postu natknęłam się na cudownie jesienny szaro-niebieski nr 921 i przepadłam. Oby jeszcze były w sprzedaży! :D
4. Lovely, fast dry lakier do paznokci - tutaj podają mi się w szczególności końcowe numery, natomiast ciągle nie jestem zdecydowana na konkretny kolor. :D
5. Bourjois, Healthy Mix - tyyyle się o nim nasłuchałam, że mam ochotę spróbować,a do tego podobno jest lekki, więc w sam raz. Obawiam się tylko utleniania - robi się pomarańczowy na twarzy? Bo ostatnio, będąc w Rossmannie, nałożyłam na rękę testery podkładów, które wcześniej mnie interesowały i wszystkie stały się piękną, dorodną pomarańczą lub chrumkającą świnką. :D
6. Lovely Perfect Line nr 1 - nie dość, że tania jak barszcz (6 zł BEZ PROMOCJI!) to ma piękny kolor, jest automatycznie wysuwana i ma naprawdę dobre opinie. Teoretycznie mam ochotę na jeden kolor, ale zobaczymy, jak to wyjdzie. :D
7. Wibo, Diamond Illuminator - na ostatniej promocji ominął mnie szał związany z tymi produktami, ale tym razem chyba jeden nie zaszkodzi, prawda? :D
8. Wibo, Fixing Powder - chcę kupić puder na zapas, bo korzystam z nich prawie codziennie i doszłam do wniosku, że te sypkie trzymają są dłużej na mojej twarzy oraz są mniej "ciężkie" od swych prasowanych braci. Ten z Wibo używam aktualnie i jestem zadowolona, chociaż mógłby być mniej perfumowany + mógłby przestać się tak sypać, bo czasami przyłożę takim pędzlem w nos i atak kaszlu/kichania gotowy. :D Jakie jeszcze sypkie pudry polecacie z Rossmanna? Może skuszę się na jakiś inny? :)
9. Eveline Advance Volumiere - i tę "odżywkę" kupuję tylko po to,by stosować jako bazę pod tusz, bo w tej roli sprawdza się znakomicie! :D Jednak sam tusz to nie to samo co tusz+baza, nawet w postaci bezbarwnego żelu :D

Jeśli chodzi o listę do Rossmanna to byłoby na tyle, ale nie wiem, czy wiecie, że od czwartku w Naturze -30% na Catrice, My Secret, Astor, Rimmel, L'oreal oraz -40% na Kobo. :D Może też wpadnę do tych drogerii, bo szafa Kobo kusi, tak samo jak Catrice, ale tak naprawdę to niczego konkretnego nie potrzebuję. :D
A Wy co planujecie kupić na tych promocjach? :)
Pozdrawiam, 
Fabryczna :) 
P.S Mam nadzieję, że do napisania w listopadzie! :D 

sobota, 12 września 2015

Seledynowa oraz sierpniowa miłość - Golden Rose Express Dry nr 64

Czeeść! :)
Długo zastanawiałam się, co będzie w tym roku szkolnym z blogiem, szczególnie przez pierwsze 2-3 miesiące, gdy zaczną się przygotowania do konkursów, powtórki i różne takie (np. dzisiaj znalazłam wykaz lektur do konkursu przedmiotowego z polskiego, z którego jestem bardzo zadowolona - nareszcie kuratorium pomyślało i lektury nie są jakieś hiper długie, a na dodatek jedna z pozycji to literatura współczesna, a dokładniej wydana w zeszłym roku, która niezmiernie mnie interesowała, więc teraz mam okazję ją przeczytać! ^^). Poprzestanę prawdopodobnie na 1 poście tygodniowo, a przynajmniej postaram się. Raczej o dodawaniu czegokolwiek w tygodniu mogę pomarzyć, chyba że trafi się jakiś dzień, gdy będę miała wolne czy mniej lekcji - wtedy zobaczymy. :) 
Zastanawiam się, czy kiedykolwiek wspominałam Wam o hurtowni znajdującej się niedaleko mojego domu. Zapewne nie, więc tak tylko powiem, że mają tam wszystko łącznie z kosmetykami. Co jakiś czas przyjeżdża dostawa lakierów Golden Rose, które nie dość, że nie występują jako tako stacjonarnie u mnie w mieście (są jakieś pojedyncze serie) to jeszcze są sprzedawane taniej niż gdziekolwiek indziej. Nic tylko kupować i właśnie takim sposobem trafił do mnie ten lakier z serii Express Dry 60 sec. :)
Czym mnie skusił prócz rzecz jasna ceną? Kolor oznaczony numerem 64 to piękny, seledynowy odcień, a nie zielony, jak to może wyglądać na paznokciach. Delikatny, ale wiosenny, letni i idealnie wpisujący się w pogodę, która już minęła (nosiłam go w drugiej połowie sierpnia). Zakochałam się w nim z miejsca, coś a'la miłość od pierwszego wrażenia. :D Do tego buteleczka z piękną , złotą zakrętką, która niestety będzie się rysować.
Pędzelek idealny - nie za duży, prosto ścięty,  nieźle się nim malowało paznokcie, docierał do każdego zakamarka.
Skoro jesteśmy już przy malowaniu... Czysta przyjemność chyba głównie ze względu na błyskawiczne schnięcie. Tak, dobrze czytacie - w końcu obietnice wypisywane na buteleczkach mają jakiekolwiek pokrycie z rzeczywistością! Nie siedziałam ze stoperem w dłoni podczas malowania, ale gdy skończyłam jedną rękę to pierwszy już "pokolorowany" paznokieć był suchy.  ^^ To się nazywa lakier na turbo-ekspresowe wyjścia! :D
Niestety, produkt ma jeden mankament... Może nawet uda Wam się go dostrzec na zdjęciach, bo niestety potrafi bąblować. Do uzyskania takiego krycia potrzebowałam 2 warstw (niezbyt grubych), więc to nie kwestia zbyt dużej ilości produktu. On ma to tak "po prostu", sam z siebie. Na szczęście bąbelki pojawiły się tylko na 2 paznokciach. Tylko albo AŻ. :D Ciekawe, jakby to było za drugim razem... 
Nie mogłam zdecydować się na jedno zdjęcie, więc dodałam dwa. :D Śliczny kolor, nieprawdaż? Tym efektem możecie się dość długo cieszyć - sądzę, że te 5 dni na pewno wytrzymał (lekko końcówki się starły - wiadomo).
A teraz najlepsze - zapłaciłam za niego jakieś 4 zł z groszami (nie więcej niż 4,50 o ile mnie pamięć nie myli). :D Za TAKĄ jakość to śmieszna cena i chętnie zaopatrzę się w kolejne sztuki tym bardziej, że muszę wybrać się po parę rzeczy na technikę. :D

Co o nim myślicie? Miałby szansę zaistnieć na Waszych paznokciach? Jakie inne kolory z tej serii polecacie? :)

Dooobraaanoooc, 
Fabryczna :)

sobota, 5 września 2015

Denko lipiec-sierpień 2015 :)

Czeeść! :)
Pierwszy tydzień szkoły za mną i powiem tak - zapowiada się bardzo ciekawy rok. Już w zeszłym roku nastąpiły pewne zmiany, jeśli chodzi o "trzymanie się w grupach" i wygląda na to, że teraz jeszcze bardziej się one pogłębią. Nie chodzi o to, że nasza klasa się podzieliła i nie trzymamy się razem - generalnie jesteśmy zgranym zespołem i jeśli trzeba coś zrobić to się zepniemy i zrobimy to wszyscy, ale żebyśmy spędzali w jednym gronie przerwy to nie. Przede wszystkim problem jest jeden - dziewczyny nie przepadają za chłopakami, uważają ich za lamusów i nieporadnych chłopczyków, natomiast ja nie mam nic do nich, ba, ostatnie przerwy w zeszłym roku spędzałam właśnie z nimi. Takim sposobem jestem po środku - nie trzymam się zdecydowanie ani jednej strony ani drugiej, ale większe zaufanie mam do chłopaków, bo na dziewczynach przejechałam się już nieraz.
Dobrze, koniec smętów. :D Znalazłam dzisiaj na stronie kuratorium daty konkursów przedmiotowych - przeraża mnie to, jak szybko będzie konkurs z biologii, ale tak to jest okej. Szkoda, że pousuwali dokumenty z wymaganiami, ale pewnie je dodadzą niedługo - oby jak najszybciej! :D Jutro natomiast wybieram się na zebranie osób bierzmowanych. Zdecydowałam, że przystąpię do tego sakramentu nie w swojej parafii, a w tej, która leży na tym samym osiedlu co szkoła. :)
Dzisiaj natomiast przygotowałam dla Was denko z wakacyjnych miesięcy - oprócz tych kosmetyków, które widzicie na zdjęciu, zużyłam jeszcze dwa żele pod prysznic i dwa kremy do opalania (albo więcej?), ale nie będę brała do samolotu śmieci, gdy każde wolne miejsce i każde 100 gr jest ważne (szczególnie, gdy ktoś chce przywieźć jak najwięcej wina) :D
Balea, olejek pod prysznic wersja z granatem
Genialny produkt! Olejek pod prysznic bardziej podoba mi się od żeli pod prysznic niemieckiej marki, ale to nie oznacza, że je skreślam. Po prostu tutaj ta olejkowata konsystencja bardzo mi się spodobała i z przyjemnością zużyłam do ostatniej kropli. Niedługo (hah, jeszcze półtora miesiąca) będę miała możliwość uzupełnienia (małego, ale to zawsze coś) swoich zapasów i na liście na pewno znajdzie się ten produkt, ale teraz dostępny jest w innej wersji zapachowej. Znacie coś, co dostępne jest w Polsce, nie zabija ceną i równie dobrze się sprawdza? :) 
Balea, żel pod prysznic Mango Mambo 
Czy wspominałam Wam, że uwielbiam wszelkie zapachy mango w żelach pod prysznic, masłach itp.? Musiałam! :D Dlatego, gdy tylko widzę, że Balea wypuszcza coś związanego z tym owocem, po prostu muszę to mieć. Ten żel pochodzi chyba z zeszłorocznej limitki i bardzo go polubiłam. :) Drugie opakowanie zużyte, więcej w zapasie nie mam. :D
Balea, żel pod prysznic White Passion
Ostatni żel z ostatniej zimowej limitki - nie pamiętam go dobrze, a to oznacza, że był średni. :) 
Balea Professional, odżywka do włosów kręconych bez silikonów
Swego czasu recenzowałam szampon do włosów z tej serii i byłam z niego zadowolona, aczkolwiek było to jakiś... rok temu? :D Nawet półtora (wiecie, że w grudniu blog skończy 3 lata?! Kiedy to minęło... :D).  Od tamtej pory sporo się zmieniło, a przede wszystkim sposób mycia włosów. Ta odżywka początkowo miała właśnie spełniać funkcję po prostu odżywki nałożonej na umyte włosy. Niestety kompletnie się nie sprawdziła, robiła siano i małe spustoszenie na długości. Przeznaczyłam ją więc na myjadło - też się nie sprawdziła. Słaby produkt i powrotu nie planuję za nic! 
Balea, odżywka do włosów mango&aloes
Tego produktu mam jeszcze jedno, ostatnie opakowanie i chyba więcej odżywek spod bandery tej marki nie będę kupować, bo wszystkie są takie same, różnią się jak dla mnie samym zapachem. :D Od biedy można użyć jako nawilżacza, ale niezbyt często. Używana głownie do mycia długości włosów. :) Juz mi się przejadły. :D
Alverde, rumiankowa emulsja do mycia twarzy
Wszystko o tym produkcie możecie przeczytać TUTAJ.  Jeśli sądzicie, że taka kremowa emulsja nie jest dla Was, to możecie się nieźle zdziwić. Sama jestem posiadaczką mieszanej cery i przejście z żeli na kremy dobrze mi zrobiło. :) Nie wyobrażam sobie innego produktu do mycia twarzy, więc przy każdej możliwej okazji zaopatruję się w niego, bo nie wiem, co mogłabym innego kupić. :D 
Tołpa dermo face strefa T, matujący krem nawilżający na dzień
Pamiętacie, jak jakiś czas temu pisałam jego recenzję? A w zasadzie to jego kolegi (klik), bo ten ma nieco inny skład... I wiecie co? Podchodziłam do niego dość sceptycznie ze względu na alcohol denat., który wielokrotnie mnie wysuszał i... tutaj tak tego nie odczułam. Nie pachniał chamsko alkoholem, nie zrobił z mojej skóry wiórek kokosowych ani nic więcej strasznego. Ale jest coś innego, co przegania tę serię i ten krem. Tak tylko dodam, że to też produkt Tołpy. Zgadniecie, co to? :D
 The Body Shop, kokosowe mleczko do ciała
Masła The Body Shop w większości kocham miłością wieczną aż po grób, aczkolwiek tego samego nie mogę powiedzieć o mleczkach. Co do zapachu nie mam żadnych zastrzeżeń, ale ta konsystencja... Mazia się po skórze, nie chce się wchłaniać, okropne. Do tego opakowanie jest beznadziejne - ciężko z niego cokolwiek wygrzebać, bo plastik jest bardzo twardy. Wolę masła w pudełkach. :D 
Tisane, balsam do ust
GENIUSZ w swojej kategorii (czyli balsamów w słoiczkach, bo te w sztyftach to inna bajka). Nawilża GENIALNIE, pachnie GENIALNIE i po prostu - niszczy konkurencję! Jak dla mnie obowiązkowy produkt na zimę, muszę zaopatrzyć się w kolejny słoiczek. Szkoda, że nie jest dostępny w Rossmannie (chyba że się mylę?). :( 
Adidas cool&care fresh, antyperspirant
Od dawna używam kulek Adidasa, bo uważam, że są najlepsze, jeśli chodzi o ochronę przed plamami potu czy przykrym zapachem. Niestety ta wersja jest mocno średnia. Głównym winowajcą jest tutaj zapach, niezbyt przyjemny, a do tego ochrona nie ta. Na szczęście kupiłam teraz wersję get ready i od razu lepiej! :) 
Żródło
 Olejek Babydream dla dzieci
Niby mam zdjęcie tego produktu, ale butelka nie nadaje się do pokazania ludziom na blogu - odpadła przednia naklejka + całe otłuszczone mimo próby domycia. :D Ale przejdźmy do działania... Kupiłam go z myślą o włosach i ich olejowaniu, do czego bardzo dobrze się sprawdził i myślę, że jeśli którakolwiek z Was chce zacząć przygodę właśnie z tym sposobem pielęgnacji włosów to polecam na sam początek sięgnąć po ten produkt. Jest tani i łatwo dostępny, ale ja raczej do niego nie wrócę, bo wersja dla mam sprawdza się  u mnie ( na razie) trochę lepiej (natomiast produkt jest 2 razy droższy :D). :)

Miałyście któryś z tych produktów? Jak się u Was sprawdzały? :) 
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)
P.S Jeśli macie jakieś pomysły, co można by umieścić w gazetce szkolnej (chcemy zacząć ją wydawać, ale potrzeba tematów :D) to piszcie. :)

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Z okazji Dnia Blogera... 20 twarzy blogerki kosmetycznej!

Hej! :))
Z okazji Dnia Bloggera postanowiłam pokusić się o nietypowy wpis, który ma za zadanie przedstawić to, ile twarzy potrafią mieć blogerki i jak różne może być to środowisko! :D Otwórzcie umysły, wyluzujcie się i nie bierzcie tego na poważnie. Let's go! :D
Źródło
1. Chemiczka
Zna się na składach jak mało kto! Potrafi rozgryźć chociaż najdłuższą litanię producenta, zdementować mity i kłamstwa znajdujące się na przedniej etykiecie. Do tego pokazuje też, jak można samemu zrobić taki kosmetyk z dostępnych półproduktów, tworzy tez własne wcierki, mydełka, woski... Jednym słowem wszystko! Ciekawe tylko, ile razy musiała wzywać strażaka, bo jeden z jej eksperymentów nagle... wybuchł!  

2. Struś pędziwiatr
Kto nie zna strusia? Wiadomo - struś, szczególnie ten pędziwiatr, jest super szybki i prawdopodobnie pokonałby trasę Pendolino trzykrotnie szybciej, ale co to ma wspólnego z kosmetykami? Otóż blogerce z tego gatunku wystarczą TRZY dni, by wydać ostateczny osąd na temat kremu, a szczególnie takiego do twarzy na dodatek przeciwzmarszczkowego. Co to są przecież zmarszczki dla takiego kremu, prawda? Test żelu pod oczy w kilka godzin? Nie ma sprawy! Firma w ramach współpracy wymaga recenzji po tygodniu użytkowania produktów? No problem, przecież to struś pędziwiatr!
Źródło
3. Hybryda - zakupoholiczkoblogerka
Utrapienie dla lodówki, żałoba dla portfela i uczta dla zmysłów. Hybryda to bardzo niebezpieczna twarz - gorsza od zakupoholiczki czy blogerki osobno. Te dwie osobowości wzięte razem dają jedną z twarzy blogerki, blogerkę-hybrydę o nieograniczonych możliwościach. Na bieżąco śledzi gazetki promocyjne, fora i lubi fanpejdże ulubionych sklepów. Dla niej nie ma żadnych problemów, wszystkie przeciwności losu znikają, gdy w grę wchodzi jakaś większa promocja. Nagle staje się  superbohaterem, kimś o niesamowitej mocy i sile, że aż góry może przenosić. Nieważne, czy śnieg, deszcz, grad, burza czy zepsuty samochód, brak połączenia autobusem, nieważne, to wszystko znika, gdy trzeba dotrzeć do źródła promocji przed innymi, by dorwać coś nowego, niezmacanego, a potem dowieźć to do domu i postawić na honorowym miejscu, by po kilku dniach stwierdzić, że... to nam nie było potrzebne. Ech. Lecz dla hybrydy to nie problem, bo zaraz kupi coś nowego, na poprawę humoru i tak ciągle i ciągle... 

4. Zazdrośnica
Jak to? Ona ma to samo, skąd? Przecież miała być to kolekcja LIMITOWANA! I dlaczego to ona ma więcej wyświetleń i komentarzy pod postem z recenzją tego samego produktu co u mnie? Ale jak to, ONA ma więcej lubisiów na FB, a tam nic się nie dzieje w przeciwieństwie do mnie! I jeszcze blog ma rok, mój dwa, a ONA ma 5 razy więcej wyświetleń! To nie fair!  

5. #lubiędarmochę 
Ma w sobie coś z osoby wszechtestującej, ale z małym wyjątkiem - zgłasza się po WSZYSTKO, co jest darmowe. Rozdają długopisy? Zgłoszę się, mimo że mam ich już kilkadziesiąt. Kalendarz na 2014 rok? Czemu nie, przecież to też kartki! Teraz wystarczy to wszystko sfotografować, wrzucić na bloga i cieszyć się z wyświetleń. Martwicie się, gdzie ona to wszystko schowa? Spokojnie, ma wyczajone skrytki w całym domu oraz na podwórku - przecież pod ziemią też coś można schować. Po co się pytacie? Dla potomnych! 

6. Lakieromaniaczka
Ma ich tysiące, a jak nie tysiące to chociaż setki. Ogromne ilości szklanych buteleczek z różnymi kolorami (co z tego, że po kilka z tego samego odcienia!) poustawiane wszędzie - w specjalnym organizerze, w łazience, na półce przy łóżku, koło książek, na biurku, w lodówce... Uważaj, bo jeszcze Ci lakier wyskoczy z pudełka śniadaniowego! Ta twarz ma dwie swoje "podtwarze". Pierwsza to miłośniczka malowania paznokci. Potrafi zmienić lakier 7 razy w ciągu całego tygodnia i to nie dlatego, że jej odprysł. Za każdym razem wstawia zdjęcie na Facebooka, Instagrama i oczywiście wpis na bloga. Drugi typ to człowiek, który rzadziej maluje paznokcie, ale kocha te opakowania oraz kolory i nie może sobie odpuścić zakupu 1678 lakieru, bo jest " w dobrej cenie", "nie mam takiego", "ktoś polecał". A to, że pewnie użyje go za rok to inna sprawa...
Źródło
7. Włosomaniaczka 
 Ma hopla na punkcie swoich kłaków. Posiadaczkami takiej twarzy zostaje każda, nieważne, jakie ma włosy, bo wszystkie są zgodne w jednym - moja fryzura może wyglądać lepiej! Więc wcierają w swoją głowę jakieś wcierki, śmierdzące, brzydko wyglądające substancje, nakładają jakieś mieszanki na długość, dorzucają olej i paradują po domu przyprawiając listonosza o zawał. Do tego jeszcze używają kosmetyków inaczej niż producent to wymyślił - płyn do higieny intymnej jako szampon? A dlaczego nie? Krążą w drogerii po działach dla kobiet ciężarnych i dzieci wzbudzając tym liczne sensacje i plotki o domniemanym odmiennym stanie.  Włosomaniaczki tępią prostownicę, lokówkę, suszarkę, farbowanie włosów - przynajmniej w większości. Istnieje wiele odłamów - jedne wyznają olej arganowy, inne siemię lniane... Ile produktów, tyle gałązek pochodzących od jednego drzewa - zakręconej na punkcie włosów blogerki. 

8. Kolorówkomaniaczka
Znacie słynne powiedzenie: "Kolorówka jest do używania, a nie zużywania?". Naukowcy przypuszczają, że twórcami takiego poglądu były właśnie blogerki, gdy uaktywniła się jedna z ich twarzy - kolorówkomaniaczki. Za moment największego rozkwitu bierze się czasy ogromnych promocji w największych drogeriach stacjonarnych Polski - Hebe, Superpharm, Rossmann, Natura. Wtedy to dziewczyny masowo szturmują owe przybytki znosząc do domu coraz większe ilości cieni, szminek, podkładów i tym podobnych... A na dodatek nigdy nie mają dość! Dla zwykłego śmiertelnika nienormalna jest posiadanie kilkunastu paletek, ale kolorówkomaniaczki to rozumieją i kupują jeszcze więcej. Przecież nikt im nie zabroni! 

9. Maniaczka...wszystkiego!
Więcej komentarza ta twarz nie wymaga. Wszyscy się orientują, wtajemniczeni wiedzą, uczestnicy sekty kultywują. 

10. Blogerko - spamiaczka
A może tak... obs za obs? Część dziewczyn stosuje dość ciekawe metody, często zahaczające o dział nazwany psychologią. Najpierw wybierają starannie ofiarę, omamiają swym dłuuuugaśnym, nie mającym nic wspólnego z tematem postu komentarzem z przynajmniej 5 łyżeczkami cukru , a na koniec wrzucają swój adres bloga z 3 słowami - "obs za obs". 

11. 24/7 w internecie
Wiadomo, że kontakt z widzem, czytelnikiem jest najważniejszy. Czytelnik to rzecz święta, nasz główny pracodawca i dawca tlenu. Aby utrzymać z nim jak najbliższą więź zakładamy fanpejdże, konta na Instagramie, Twitterze itd. To wszystko coraz bardziej nas wciąga i... OKAZUJE SIĘ, ŻE JESTEŚMY AKTYWNI 24/7 na wszelakich portalach! Nieważne, że właśnie siedzimy w łazience w wiadomym celu albo że myjemy się lub siedzimy w pracy/szkole i powinniśmy pilnie przykładać się do powierzonym nam zajęciom. Media społecznościowe towarzyszą nam na każdym kroku, informujemy wszystkich, co właśnie robimy, kiedy wstajemy, kiedy idziemy spać, kiedy jemy owsiankę, kiedy znikamy... Czy to jest niezdrowe? 

12. Uzależniona
Nie, nie moi drodzy, to że ktoś jest 24/7 w internecie nie oznacza, że jedna z jego twarzy jest "uzależniona". Uzależnionymi mogą nazwać się tylko osoby, które szczególnie po publikacji posta nagminnie odświeżają bloga w poszukiwaniu komentarza. Pojawił się pierwszy? Musi się pojawić i drugi, i następny, i następny... Co robi uzależniony po przebudzeniu? Przegląda swojego bloga. Co robi uzależniony przed snem? Spogląda na swoje dziecko w sieci. 

13. Odkrywca
Człowiek, który zawsze, zawsze jest krok przed innymi, można by rzec odkrywa horyzonty. Jeśli nie masz pomysłu, jak ugryźć jakiś problem to nie przejmuj się tym! Zajrzyj po prostu do Odkrywcy lub do niego napisz - na pewno na coś wpadnie!
Źródło
14. Maruda
To źle , tamto źle, a to już kompletna tragedia! Wszystko się sypie codziennie, wszystko jest straszne i do niczego, zero radości, same smęty. A może coś tkwi w środku? 

15. Śmieszek
Nie uwierzę, że nie znacie takiej osoby! Niektóre blogerki mają umiejętność rozbawienia czytelnika, choćby ten był w najpodlejszym nastroju, jaki można sobie tylko wyobrazić! Wcale nie trzeba rzucać dowcipami z rękawa, to po prostu styl bycia. Myślisz, że nie masz takiej twarzy? Jesteś tego pewna? 

16. Przyjaciółka
Wiesz, że możesz zawsze na niej polegać, napisać mejla z chociaż najbardziej absurdalną błahostką, a ona Cię nie spławi, nie odeśle na bananowca, ale odpisze, doradzi, kopnie porządnie w cztery litery i zmotywuje. Brzmi jak bajka i rzecz niemożliwa? Może dla Ciebie tak, ale gdy już raz tego doświadczysz to przyznasz mi rację.
Lecz to nie tylko mejle - typ przyjaciółki widać w komentarzach czy pisanych postach. Wchodząc na bloga czujesz tę specyficzną atmosferę, jakbyś weszła do dobrze znanego Ci mieszkania przyjaciółki, usiadła, napiła się kawy i zaczęła z nią rozmawiać. Nieważne o czym, rozmowa i tak by się kleiła.  

17. Graficzka na pełnym etacie!
Nie oszukujmy się - nie wszystkie blogerki zostały obdarzone talentem graficznym,a przecież szata zdobi człowieka blog. W tym celu niektóre z nas potrafią stworzyć tzw. coś z niczego. Oprócz sporej ilości poświęconego czasu potrzeba też cennej umiejętności czytania w myślach, by dopasować szablon do właściciela strony, gdy ten sam nie wie, czego chce. Do tego dodajmy sporą dawką kreatywności, pomysłowości i dobrych chęci. Jak dobrze, że są osoby, które chętnie pomagają innym w ogarnięciu tych wszystkich kodów html, obrazków, nagłówków, stopek i co tam jeszcze jest, a często zwykły śmiertelnik nie ma o tym pojęcia.  

18. Artystka
Artystką jest każda bloggerka, bo przecież która z nas nie robi zdjęć na bloga?! A ile przy tym trzeba się namęczyć, aby fotografia nie wyszła zbyt prześwietlona, za ciemna, a tym bardziej poruszona, bo wtedy to już kompletna katastrofa! Ile nerwów, przekleństw, szukania odpowiedniej pozycji, miejsca, tła. Łatwo poznasz artystkę - gdziekolwiek się nie ruszy, gdziekolwiek nie pojedzie na wakacje to nosi w torebce/plecaku trochę kosmetyków oraz aparat z dodatkową karta pamięci i bateriami. Przecież nigdy nie wiadomo, kiedy znajdzie idealne miejsce, które zachwyci czytelnika i ściągnie na właśnie JEJ bloga!
Źródło
19. Zielony, przebrzydły TROLL 
Trolle są straszne, złe i brzydkie. Wtrącają się w każda sprawę, często nie czytają postu (a jeśli już to zrobią to przyczepią się do wszystkiego, nawet do braku spacji między przecinkiem a spójnikiem) i oceniają Cię po zdjęciach. Zawsze mają coś do powiedzenia, zawsze znajdą jakąś ripostę, by tylko Cię pogrążyć. Skrytykują wszytko, poprą to "naukowymi dowodami", a potem uciekną albo wdadzą się w dyskusję przy okazji reklamując swój blog "jaki on to nie jest" lub "ty nie masz tego i tamtego, a ja mam". Takie trolle to można tylko wbić w ziemię, na której już nic nie urośnie, bo cała fala hejtu zniszczy każda roślinę.  

20. TY! 
Każda z nas, blogerek kosmetycznych, jest inna, jedyna w swoim rodzaju i wyjątkowa. Mamy inne podejście do kosmetyków, blogowania, życia - niby wszystkie mamy ten sam cel, ale każdy interpretuje go na swój sposób. Jedna woli na poważnie, druga z nutą humoru, a trzecia z odrobiną sarkazmu. Zapamiętaj jedno - jakakolwiek nie jesteś nie daj sobie wmówić, że źle myślisz! W blogosferze nie da się myśleć niepoprawnie, źle - to Twój świat, Twój zakątek sieci i Ty w nim rządzisz! :)

Posiadacie którąś z tych twarzy? Przyznam szczerze, że pod kilkoma mogę się spokojnie podpisać! :D Podoba Wam się tego typu post? Co sądzicie o kolejnych wpisach z tej serii? Jakieś propozycje?
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)

sobota, 29 sierpnia 2015

Włosowych zmagań ciąg dalszy - dwa eksperymenty na kręciołki. :)

Cześć! :)
Ten post pojawiłby się zdecydowanie wcześniej, gdyby nie problemy natury technicznej, ale ale co się odwlecze to nie uciecze i prędzej czy później pokatowałabym Was trochę moimi włosami. :D Ostatnio trochę z nimi kombinuję (jakieś półtora tygodnia? :D) i przyznam, że chwilami nie dowierzam, że z tych nieokiełznanych loków można coś wykrzesać. :D Zresztą... Sami zobaczcie.
Pierwsza próba zabawy z różnymi produktami została podjęta po tym poście Ewy KLIK. Nie tyle chciałam przeprowadzić płukankę piwną, co spodobała mi się maska (mikstura) z produktów, które akurat miałam u siebie (prawie wszystkie). Zanim jednak do nich przejdziemy, trzeba nałożyć coś na włosy przed myciem. U mnie było to siemię lniane (1 łyżka na szklankę wody przez  15 minut) w połączeniu z 2 łyżeczkami gliceryny i 4 kroplami keratyny, a po godzinie dołożyłam resztkę olejku Babydream dla dzieci. Z całą mieszanką po dwóch godzinach poszłam pod prysznic, gdzie skalp umyłam szamponem do loków Balea, a długość odżywką z tej samej serii (nie polecam, musiałam ją jakoś zużyć).
Po umyciu włosów przyszedł czas na nałożenie własnoręcznie robionej maski. Jej końcowy skład różnił się delikatnie od tej, którą zrobiła Ewa. Zaczęłam od wsypania łyżeczki kakao, do tego na oko wsypałam ekstrakt z soku banana (myślę, ze dwie łyżeczki były :D) plus 4 krople keratyny, 10 kropli mleczka pszczelego w glicerynie oraz łyżeczka gliceryny. To wszystko wymieszałam, nałożyłam na włosy, zostawiłam na godzinę i zmyłam. Przed pójściem spać spryskałam je odżywką Pilomax WAX (GE-NIAL-NA),a  następnego dnia z samego rana nałożyłam olejek Marion. :)
Hmmm... Włosy po tym zabiegu były lekko sianowate, ewidentnie im czegoś brakowało, może glutka do stylizacji fal? A może jednak prawdziwy banan i kapka glutka dodana do maski zmieniłoby obrót sprawy? Chętnie spróbuję raz jeszcze (pomijając fakt, że ta mieszanka brudzi cały prysznic :D Nie wiem, jak to zrobiłam. :D).
Za drugim razem postawiłam na prostotę, bo chciałam wypróbować świeżo zakupionego następcę olejku dla dzieci Babydream,a mianowicie jego wersję dla mam. W tym celu jako baza posłużyła mi gliceryna oraz siemię lniane (jak w poprzednim myciu) na godzinę, potem olej. To wszystko zmyłam po jakiś 3-4 godzinach - skalp szamponem mango+aloes Balea (powód zmiany produkty myjącego prosty - tamten przyspiesza przetłuszczanie się włosów) a długość odżywką do włosów kręconych Balea (i się skończyła, jest!). Potem nałożyłam na góra 15 minut maskę rokitnikową Natura Siberica (moje odkrycie <3). Po zmyciu odczekałam chwilę i zabrałam się za ugniatanie włosów glutkiem z siemienia (1 łyżeczka na 2 szklanki wody), aby nadać im jakiś fal. Na noc spryskałam je odżywką bez spłukiwania Pilomax WAX, a rano początkowo rozczesałam grzebieniem i nałożyłam olejek Marion na końcówki, lecz niedługo później chwyciłam za Tangle Teezer, by je porządnie rozczesać. :D
I tutaj po prostu WOW. Nie sądziłam, że jestem w stanie wykrzesać z nich coś takiego. :D Na żywo wyglądały nawet lepiej (macie jeszcze dla porównanie zdjęcie robione telefonem KLIK), były miękkie w dotyku i takie przyjemne. Teraz są dwie opcje - albo stylizacja daje efekty albo to zasługa maski, która swoje potrafi zrobić ALBO olej działa cuda (chyba tak, bo już drugi raz go użyłam i włosy znów są takie miękkie <3). Co obstawiacie? :)
Z chęcią poczytam Wasze rady i propozycje, słowa krytyki też przyjmę, bo włosomaniaczką jakąś bardzo zakręconą nie jestem, noszę plakietkę "uczę się". :D
Smacznych snów,
Fabryczna :*

czwartek, 27 sierpnia 2015

Czym się myje Shrek? Może grecką pianką Organique? :D

Hej! :)
Mimo, że na razie nie mam przy sobie jeszcze swojego urządzenia do zgrywania zdjęć (został u dziadków, ale już idzie! :D) to nowy post się pojawi. :) Na komputerze znalazłam zaległe zdjęcia i postanowiłam je wykorzystać. Produkt chyba już przewinął się w denku, ale nie doczekał się własnej recenzji, a szkoda, bo myślę, że jest tego wart. :)
Skład
Na rynku znajdziemy wieeele produktów, które mają za zadanie w czasie brania prysznica wyszczuplić nas, usunąć cellulit, nawilżyć skórę, wprowadzić w dobry nastrój, ukoić skórę (i nerwy), posprzątać nam mieszkanie i ugotować obiad. Pianka do mycia ciała Organique zapewnia, że podczas kąpieli nawilży ciało i ukoi lub pobudzi zmysły. Do wyboru, prócz mojego greckiego zapachu, są wersje: Afryka, kolonialna, mleko, pomarańcza oraz nowość - lawenda z cytryną, na którą specjalnie się czaję. :D  Wiem, że może część zapachów będzie ciężko sobie wyobrazić, ale sklepy Organique zaopatrzone są w testery, dzięki czemu każdy zapach może sobie powąchać (i to nie tylko pianek! To jest po prostu genialne, bo nie wszędzie mamy taką możliwość).
 
 Pianka dostępna jest w dwóch wersjach pojemnościowych - 100 oraz 200 ml, które nie różnią się między sobą niczym prócz wielkością opakowania. Obydwa są plastikowe w kształcie słoika z wieczkiem, które ma wytłoczone logo firmy. Próbowałam to uwiecznić, ale zdjęcia wychodziły zbyt przyciemnione. :( Generalnie podczas upadku nic się nie dzieje, a plastik jest w sam raz. No i najważniejsze - naklejki się nie odrywają pod wpływem wody czy wilgoci! :) Praktycznie opakowanie mimo stania pod prysznicem wygląda jak nowe. :)
 Ja tu pitu-pitu o opakowaniu,a przecież najważniejsza jest zawartość! Otóż piankowa konsystencja okazała się idealna pod prysznic, nie za gęsta, aczkolwiek, gdy dłużej postała pod prysznicem to robiła się bardziej zbita i ciężej wyciągało się produkt ze słoiczka (dlatego nie wyobrażam sobie innego opakowania). Producent zaleca nakładanie pianki gąbką lub bezpośrednio na skórę i wmasowywanie jej okrężnymi ruchami, aby uzyskać puszystą pianę. Ja gąbki nie używam, ale mogę Wam powiedzieć, że dłońmi spokojnie uzyskacie ten efekt, ale czy ja wiem, czy piana jest puszysta? Moim zdaniem lepszym określeniem byłaby kremowa i to tak porządnie (fest :D) kremowa! Sama przyjemność z mycia, kwintesencja wszystkiego, idealna na wieczór po ciężkim dniu. :) Do tego na parę sekund zmienia nas w pięknego ogra z bagien - Shreka! :D Nie ma problemu ze zmyciem, produkt schodzi naprawdę szybko i bezproblemowo, nie barwi prysznica, a dodatkowo skóra zostaje nawilżona tak, że w zasadzie można zrezygnować z balsamu po kąpieli (wow!). :)
A zapach? Nie wiem, większość dziewczyn wspomina, ze jest on słodki, owocowy, część, że to przecież oliwki lub winogrona... Ja nie czuję nic z tych rzeczy. :D Ciężko mi go określić, ale baaaardzo mi się spodobał i na dodatek miałam też puder do kąpieli o tym samym zapachu,a  teraz czaję się na kulę (kule Organique też polecam - świetnie nawilżają skórę i nieziemsko pachną!). Grecki aromat czuć pod prysznicem i zostaje na skórze na moment, ale zdecydowanie na krótszy niż w przypadku kul do kąpieli. :) 
Jeśli sądzicie, że ten maluszek starczy może na 5 użyć to jesteście w błędzie, bo to mimo wszystko wydajny produkt, o ile nie przesadzicie z ilością. :) 

100 ml kosztuje 16 zł, a 200 ml 29,99 zł,a dostaniecie je w sklepach Organique w całej Polsce oraz w ich sklepie internetowym KLIK. Zdecydowanie ten produkt podbił moje serce i rozbudził chęć posiadania jeszcze większej ilości produktów tej firmy. Na szczęście w moim mieście znajduje się ich sklep stacjonarny, więc zawsze mogę do niego podejść. :)

Używałyście kiedykolwiek takich pianek do mycia? :)
I pytanie z innej beczki - kto tak jak ja nie może się doczekać losowania grup Ligi Mistrzów? Jakieś typy? :D
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)

wtorek, 18 sierpnia 2015

L'oreal Volume Milion Lashes So Couture - recenzja. :)

Czeeeść! :))
Muszę się Wam na coś poskarżyć. :D 4 dni temu pomalowałam paznokcie (KLIK) i niestety lakier Golden Rose następnego dna już był delikatnie starty, a wczoraj częściowo odpadł z paznokcia. Jestem trochę zaskoczona, bo lakiery tej marki zawsze dobrze się trzymają, a ten kolor robi problemy. :( Szkoda, bo jest naprawdę ładny, więc będzie się nadawał tylko na jakieś jedno-dwudniowe wybryki. :D
Dzisiaj mam dla Was recenzję tuszu do rzęs, który bardzo sobie upodobałam, a to nie jest zbyt łatwe przy moich biednych, małych rzęsach. Kiedyś tam, dawno, dawno temu miałam okazję używać podstawowej wersji Volume Milion Lashes od L'oreal i bardzo mi się spodobał, więc przy okazji rosmannowej promocji i z okazji świąt postanowiłam sprawić sobie wersję So Couture. Co mnie w nim tak urzekło? :)
Opakowanie jest bardzo ładne, fioletowo-złote z literami, które mimo intensywnej eksploatacji nie zdrapały się (wielki plus!). Z tyłu pokazane jest, jak wygląda szczoteczka, co teoretycznie ma pomóc w uniknięciu otwierania opakowania (ale i tak wiadomo, jak to wygląda w rzeczywistości :P) w drogeriach. Tusz można spokojnie postawi gdzieś w toaletce np. na blacie, bo dzięki płaskiemu dołowi nic się nie przewraca.
Ta wersja wyróżnia się na tle pozostałych wersji Volume Milion Lashes tym, że według producenta pachnie czekoladą i to prawda! Może to nie jest taka czekolada, jaką możemy spotkać w innych kosmetykach, ale zapach na pewno jest słodki i lekko kakaowy. Czuć go podczas malowania rzęs, ale szybko się ulatnia. :)
Wygląd szczoteczki mi osobiście bardzo odpowiada. Jest silikonowa, elastyczna, zwężana ku dołowi z niedużymi włoskami równej długości. W porównaniu do oka wypada dobrze, nie jest jakaś ogromna, ale do najmniejszych też nie należy. ;) Czasami zdarza mi się delikatnie pobrudzić górną powiekę, ale wystarczy suchy patyczek kosmetyczny, chwila moment i już nie ma czarnych kropek. :)
1 zdjęcie - nic (mam dość spore ubytki na prawym oku, lewe zawsze wygląda ładniej :D,  2 i 3 zdjęcie - 1 warstwa

Ale zapach, szczoteczka czy opakowanie nic nie poradzą, gdy efekt bywa marny. Na szczęściu tutaj tego nie ma, rzęsy po pomalowaniu wyglądają naprawdę dobrze! Sama nie wymagam też od tuszu nie wiadomo czego, nie potrzebuję efektu sztucznych rzęs, ale z drugiej strony te rzęsy mają być widoczne. :D So Couture ładnie rozdziela rzęsy i je wydłuża, nie zauważyłam za to pogrubienia. Wysycha w miarę szybko, więc można po chwili malować drugą warstwę. :) Myślę, że trzy warstwy to maksimum, ja najczęściej poprzestaję na jednej, czasem na dwóch.
Czerń jest taka, jaka powinna być, czyli czarna czarna, a nie czarna wyblakła. :D Rzęsy po pomalowaniu nie są sztywne.
Trwałość tuszu to coś zaskakującego, bo nigdzie na opakowaniu nie ma napisane, że jest to produkt wodoodporny, a jednak tak się właśnie dzieje. Niestraszny mu deszcz czy łzawienie oczu, spokojnie wytrzymuje cały dzień na rzęsach bez odbijania się czy osypywania. Nie wiem, jak sprawuje się na dolnych rzęsach, bo ich nie maluję. ;)
1 zdjęcie - 2 warstwy, 2 zdjęcie - 3 warstwy+dolne
Zapomniałam wspomnieć o jego konsystencji. Początkowo jest dość mokry i w związku z tym problematyczny, ale po upływie 2-3 tygodni sytuacja się poprawia i produkt spisuje się idealnie (swój egzemplarz otworzyłam pod koniec maja). :))
L'oreal Volume Milion Lashes So Couture nie należy do najtańszych - kosztuje około 60 zł w drogeriach stacjonarnych, ale warto pamiętać, że w internecie możecie go dostać nawet i do 30 zł taniej. Jeśli jednak wolicie zakupy stacjonarne to warto poczekać do jakiś większych promocji. :) Ja od siebie tusz gorąco polecam i myślę, że warto się na niego skusić. Aktualnie to mój ulubiony tego typu kosmetyk i nie wyobrażam sobie jego zmiany, natomiast w zapasie mam jeszcze dwa tusze, które zużyję i z powrotem wrócę do tego ulubieńca. :)

Jakie tusze należą do Waszych ulubionych? 
Pozdrawiam, 
Fabryczna :)

Etykiety

-40% -49% #100happydays 20 twarzy... AA akcja Alterra Alverde ankieta astor Avon Babydream back to school Balea bardzo dobry Bath&Body Works baza pod cienie baza pod makijaż baza pod tusz BeautyBlender Bell Benefit Biedronka Bielenda Biolaven Organic Bioliq Biotanic bitwa Blistex blogerka kosmetyczna błyszczyki Boti Bourjois Boże Narodzenie bubel bzdety CandA Carmex Catrice Cetaphil cienie do powiek cień w kremie Cleanic Color Tattoo coś innego Czas Żniw Cztery Pory roku Czytelniczy zakamarek książkowy debiut demakijaż denko Dermika deser dłonie DM Dove dwufazowiec dzieciństwo Dzień babci i dziadka Dzień Dziecka ekobieca ekstrakt z banana emulsja EOS Epikbox Essence Eveline Evree Facebook Farmona FC Bayern film filmiki Fusswohl Garnier gazetka gąbeczka do makijażu genialny Gliceryna Golden Rose Green Pharmacy Hakuro HandM Healthy Mix hebe hydrolizat keratyny Hypoallergenic I<3Makeup idealny na lato informacja Inglot inne inne blogi Isana jedzenie Joannna John Green Joko kakao Kamill kamuflaż kino Kobo kolorówka korektor kosmetyczka kotek kredka do ust krem do rąk krem do stóp krem do twarzy krem pod oczy krzywe paznokcie lepiej nie patrzeć książka książka czy film kultura KWC L'biotica l'oreal lakier do paznokci Lirene lista lotion Lovely małe co nieco małe informacje Manhattan Marion maseczka masełka maska maska własnej roboty masło maxfactor Maybelline mgiełki Mikołajki mini-recenzje minti shop. Zoeva Miss Selene Miss Sporty Mizon mleczko pszczele Montagne Jeunesse mój pierwszy raz mus do ciała muzyka My Secret nagrody najlepsi z najlepszych Nakręćmy się na wiosnę Natura Natura Siberica nic Niebanalne podsumowanie Nivea nowa kolekcja nowe książki nowy wygląd o mnie odkrycie roku odżywka odżywka do rzęs odżywka w sprayu olejek olejek do włosów ołtfit Organic Shop Organique Oriflame Original Source Orly Orsay OSZUSTKA P2 Pantene paznokcie Paznokciowy Team peeling Pepco Perfecta pędzle pianka do mycia ciała piaskowy pielęgnacja pielęgnacja twarzy pielęgnacja włosów Pierre Rene Pilomax płyn micelarny po raz drugi Podaruj Paczkę podkład podsumowanie pomadka porównanie postanowienie powitanie Poznaj Fabryczną! prawie debiut prezent promocja promocje przesyłki puder recenzja recenzja książki rimmel Rival de Loop Rossmann rozdanie rozświetlacz różne sally hansen Samantha Shannon saszetka Schauma Sekret Urody Sensique Serum siemię lniane słodycze Soraya stopy Super-Pharm Synergen szablon szampon szminka Święta Tag taka radość że hoho tanie a dobre The Body Shop The Sims 4 The Versatile Blogger Tkmaxx Tołpa ToniandGuy tonik tort tusz do rzęs Tutti Frutti twarz ubrania ulubieńcy roku ulubiona książka ulubione blogi ulubiony produkt Under20 urodziny Wet N Wild Wibo włosowe zdjęcia włosy wow zdążyłam na czas wszystko co lubię wycofywane produkty wygrana wyniki wysuszacz do paznokci/lakieru wyzwanie wzorek Yoskine YouTube Yves Rocher z życia wzięte zabawy zakupy zapowiedź zdobienie zestawienie Ziaja Zoeva żel do mycia twarzy żel pod prysznic życzenia
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka